piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 5



"Cza­sami le­piej za dużo nie roz­myślać, 
bo stworzy się prob­le­my, których przed­tem nie było."



Młody chłopak spędzał dzisiejsze popołudnie sam w swoim dormitorium, nie wiedząc co z sobą począć. Przejeżdżał palcem po książkach na półce, szukając czegoś interesującego, ale książki naukowe nie były tym czymś. Znudzony raz to siadał przy zgaszonym kominku, by po chwili rzucić się na wygodne łóżko i trochę powiercić. Próbował zająć swoje myśli czymkolwiek, podjął się w tym celu nawet odrobienia pracy domowej, byleby tylko wyrzucić z głowy obraz pewnej brunetki. Nie cierpiał jej, przyprawiała go o ból głowy. Była niczym wrzód na tyłku. Zdecydowanie wystarczała mu jej obecność w tej przeklętej szkole i wspólne zajęcia. Ten jej denerwujący głos, jakby pozjadała wszystkie rozumy świata. Musiała być we wszystkim najlepsza, nie znosiła być druga, chciała za wszelką cenę udowodnić wszystkim, jaka to ona nie jest.
Głupia Gryfonka – Pomyślał i przewrócił się na drugi bok.
Dlaczego tak naprawdę jej nie cierpiał? Nieczysta krew? Może kiedyś miało to ogromne znaczenie. Rodzice wywierali na nim presję, uczyli zasad, wpajali jaką to mugole maja brudną krew, a czystokrwiści czarodzieje są o niebo lepsi. Całe życie wkładano mu do głowy ten stek bzdur, a on jak zahipnotyzowany pochłaniał te słowa z zapałem.  Ojciec był dla niego autorytetem, pragnął być taki jak on, kiedyś w przyszłości. Ale Draco dorastał, zaczął pojmować świat szerzej. Chociażby taka wszystko wiedząca Granger, pochodziła z rodziny mugoli, miała tą „brudną krew”, ale każdego dnia w szkole była radosna, co swoją drogą bardzo go denerwowało. Rodzice wmawiali mu coś innego, że tacy czarodzieje, są inni, nie zasługują na magię, przez to są dużo gorsi, a Ona? Była nawet lepsza od niego. Ba! Była najlepsza. Może właśnie to było powodem nienawiści. Draco Malfoy męczył tą biedną Gryfonkę, bo był najprawdopodobniej zazdrosny, chodź nigdy w życiu by się do tego nie przyznał. On nawet nie znał tego słowa, zawsze miał co chciał. Rodzice kupowali mu wszystko, czego sobie zażyczył. Kochał ich, nadal kocha, ale przez te kłamstwa i przekręty stracili jego uznanie. Z biegiem czasu, zauważył, że jego Ojciec nie jest takim ideałem. Zawsze opierał się na swoim rozsławionym nazwisku i pieniądzach. Jeśli nie mógł czegoś osiągnąć, to decydował się na przekupstwo. A matka? Bardzo piękna kobieta, trzeba to przyznać, ale nic po za tym. Posłuszna i oddana mężowi, zero asertywności, jakiegokolwiek sprzeciwu. Nigdy nie walczyła o swoje, zawsze tylko cicho przytakiwała, nawet na najgłupsze pomysły swojego męża. On wiedział, że nie dałby rady, być z kimś takim w związku. Nudziłoby go to i męczyło. Potrzebował kobiety z silnym charakterem, która ma własne zdanie i nie boi się go wygłosić głośno. Dlatego uganiające się za nim dziewczyny, mdlejące na jego widok, były mało atrakcyjne. Cieszył się, że ma swoje fanki, że podoba się kobietom, ale żadna z nich nie była dla niego ciekawa. Jedna klonem drugiej.
-Życie jest do dupy – westchnął głośno i przykrył głowę poduszką. Niczym nie dał rady zagłuszyć, wracającego z rana wspomnienia.


***

Dochodziła szósta rano, blondyn smacznie spał rozwalony na całej długości łóżka. Z wyrazu jego twarzy, można było wyczytać, że sen należał do tych przyjemniejszych. Zostały mu jeszcze jakieś dobre dwie godziny, które mógł przeznaczyć na wylegiwanie się. Nie spał długo, położył się bardzo późno w  nocy, i to na własne życzenie. Za wszelką cenę chciał dopiec Granger, dlatego siedział w łazience jak najdłużej się dało, z nudów zaczął nawet tam czytać książkę, wszystko byle wkurzyć tą małą wredną dziewuchę. Słyszał jej krzyki i nawoływania, ale nic sobie z tego nie robił, pozostał nieczuły na ten jej wyszczekany język. On, Draco Malfoy przyzwyczajony był do krótkiego spania, oczywiście nie na dłuższą metę. Właśnie przeciągnął się na drugi bok gdy do jego uszu doszło głośne pukanie. Otworzył leniwie jedno oko i zastanawiając się kto nawiedza go o tak nieprzyzwoitej porze naciągnął kołdrę na głowę. Modląc się w duchu by natrętny przybysz, szybko zrezygnował. Jedyną osobą której zdążył opisać w liście tą całą idiotyczną sytuacje z dormitorium i Granger, był jego najlepszy kumpel Zabini. Słysząc, że osoba za drzwiami nie odpuszcza i dobija się jeszcze głośniej, podniósł się zaspany i poczłapał do drzwi.
- Pali się czy co? – zapytał otwierając.
- Draco, musimy pogadać – zaczął zdenerwowany Blaise.
- Wiedziałem, że mnie lubisz Zabini, ale nie myślałem że aż tak, by wpadać do mojej sypialni o szóstej rano. -  Wymamrotał rzucając się na łóżko.
- To nie jest zabawne Smoku. Przeczytałem twój wczorajszy list.
- I martwiłeś się o kochanego Smoczusia, że ten kujon z pokoju po drugiej stronie łazienki, zrobi mi coś niedobrego? – Wyseplenił jak małe dziecko Draco. – Nie masz co się martwić, poradziłem sobie. Cały dzień powinna być ledwie przytomna. – dodał już swoim normalnym tonem.
- ŻE CO? Co zrobiłeś? – Zapytał wystraszony. Nie żeby specjalnie martwił się o Hermione, ale to była najlepsza przyjaciółka dziewczyny z którą kręcił, dziewczyny która mu się cholernie podobała.
- No nie mów stary, że zacząłeś przejmować się losem Granger.
- Nie martwię się o Granger, tyle lat dawała sobie z tobą rade, to poradzi sobie i teraz. – powiedział zgodnie z prawdą, stając naprzeciwko łóżka Draco. – Wiesz, że zależy mi na tym małym rudzielcu…
- Tak, tak wiem. Trąbiłeś o tym cały piąty rok. – przerwał mu niegrzecznie. – a co to ma wspólnego z panną-wiem-to-wszystko?
-Myślałem, że jesteś mądrzejszy Smoku. – Czy nie ten sam tekst powiedział wczoraj do Gryfonki? - To są PRZYJACIÓŁKI. Ginny w końcu się wkurzy i zarzuci mi, że nie potrafię nic z tym zrobić. Stary, no weź spróbuj być milszy dla Granger.
Słysząc przemowę swojego najlepszego kumpla, ledwo nie dostał zawału. On? Milszy dla NIEJ?
- Wiesz, że wymagasz niemożliwego Blaise? – zapytał podnosząc się na łokciach.
- Chociaż spróbuj. – Poprosił robiąc maślane oczka.
- Noooo – zgodził się, chodź wcale nie miał na to ochoty.
- Dzięki, to do zobaczenia na śniadaniu. – pożegnał się ucieszony i wybiegł z dormitorium.
Ja to mam ciężkie życie – westchnął.


***


Dziewczyna chodziła po pokoju zdenerwowana zastanawiając się jak Ginny przyjmie tę jakże wspaniałą informacje. Już trzeci raz zmieniła położenie grubego podręcznika do zaklęć, zastanawiając się, czy to aby dobre miejsce dla tej książki. Był to jedynie pretekst by zająć czymś roztrzęsione ręce. Aż podskoczyła, gdy ktoś zapukał do drzwi. Wiedziała, że to jej przyjaciółka, więc ruszyła wpuścić ją do środka.
- Hej Gin, wchodź.
Ruda ledwo zrobiła krok do przodu, a jej usta przybrały kształt okrągłej litery O.
- Wow! Masz swój własny kominek, a to łóżko! Ten pokój to marzenie. – podbiegła do łóżka Hermi i rzuciła się na nie plecami. – kiedy piżama party? – zapytała roześmiana.
- Nie przepadam raczej za takimi imprezami. – powiedziała zgodnie z prawdą i usiadła na skraju łóżka. – Tak po prawdzie, to nie przepadam za żadnymi imprezami. Ty Gin jesteś tu zawsze mile widziana.
- Jesteś coś za mało rozrywkowa. Blaise uważa, że powinnaś się trochę rozerwać. – nadal leżała na plecach i wpatrywała się w sufit.
- Blaise uważa? – Zapytała nieco podnosząc głos. – Rozmawiasz z nim o mnie?
- Nie bądź zła. On jest naprawdę spoko. Jeślibyś chciała mogę poprosić go, by porozmawiał z Malfoy’em. Może przestałby Ci dogadywać. – Podniosła się w tym momencie do pozycji siedzącej i spojrzała w oczy przyjaciółki.
Hermiona miała już dość, jak nie widziała swojego wroga w ich wspólnej łazience, to musiała o nim słuchać. Ten kretyn cały czas był obecny w jej życiu. Bardzo ją to denerwowało.
- Porozmawiać z Malfoy’em? Ginny, ty chyba sama siebie nie słyszysz. Zadając się z Zabini’m już do reszty ci odbiło. – wkurzyła się Brunetka.
- Oj Hermi, te wasze kłótnie są przereklamowane, nienawidzicie się od pierwszego roku. – olała podniesiony głos swojej koleżanki. – Dalibyście sobie wreszcie z tym spokój, zakopcie topór wojenny i cieszcie się życiem. Wzięła byś przykład ze mnie.
- Posłuchaj, Ja i Malfoy to co innego. My…my po prosu musimy się nienawidzić. – dodała spokojniej. – wziąć przykład z Ciebie? Na samą myśl, ze mogłabym się umawiać z wrogiem, robi mi się niedobrze.
- Dlaczego tak naprawdę go nienawidzisz? – tym pytaniem zaskoczyła Hermionę.
Dlaczego go nienawidziła? Nigdy się nad tym nie zastanawiała, przez tyle lat to pytanie nawet nie przemknęło jej przez myśl. Odpowiedz na pozór tak oczywista, była w rzeczywistości trudna do określenia. Był arogancki, zakochany w sobie, rozpieszczony, traktował innych z wyższością, długo by tak wymieniać. Ale czy o to tu tak naprawdę chodziło? Nie wiedziała jakiej odpowiedzi ma udzielić. Kłóciła się z nim, nienawidziła go, bo tak było łatwiej, tak się zaczęło i tak zostało, a żadne z nich nie miało zamiaru tego zmieniać.
- Ja… - zaczęła nie wiedząc co powiedzieć, a nie zdarzało jej się to często.
- Tak właśnie myślałam. – klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się tryumfalnie. –On się zmienił Hermi. Słysząc jak Blaise o nim opowiada, miałam wrażenie, że mówi o zupełnie obcym mi chłopaku.
- Sama nie wiem, Malfoy to Malfoy, był nim, jest i pozostanie, oni się tak łatwo nie zmieniają. – stwierdziła inteligentnie Brązowooka. – po za tym to miałam ci powiedzieć, ze dzielę z nim łazienkę. – dodała, przypominając sobie, po co się spotkały.
I znowu ten Malfoy, to denerwujące - pomyślała   
- Że co? Żartujesz? – dziewczyna aż podskoczyła na łóżku z wrażenia.
- Niestety nie. Za tymi drzwiami – tu wskazała w kierunku łazienki. – Są kolejne prowadzące do JEGO sypialni. – skończyła ze zrezygnowaniem.
- Oooo, no to macie okazję się polubić. – zaśmiała się Ginny.
- Polubić? – zapytała Gryfonka. – Chyba pozabijać. – stwierdziła z rzeczową miną.
- Oj nie będzie tak źle. Hi Hi – ponownie się zaśmiała. – wiesz, że nie umiesz kłamać?
- Mistrzem w tym nie jestem, nie robię tego za często. Chodzi ci o śniadanie?
Jej przyjaciółka przytaknęła głową.
- Masz szczęście, że Harry i Ron, są jacy są i się nie domyślili. Rozumiem, że mam im nic nie wspominać? – zapytała
- Byłabym Ci wdzięczna, mam już jeden problem na głowie.  Kiwnęła w tym momencie w stronę łazienki.
- Mam nadzieję, że szybko się rozwiąże. – dodała – ja musze lecieć, umówiłam się z Blaise’m .
- Wiesz, że jeszcze nie opowiedziałaś mi jak to się zaczęło? – dopytywała brunetka.
- Kiedyś Ci opowiem. Do zobaczenia. – Powiedziała z wielkim uśmiechem i wyszła z dormitorium.

Na samo wspomnienie tego dnia, jak poznała Zabini’ego jej twarz rozpromieniła się. Ten dzień był, początkiem czegoś nowego. Dziękowała losowi, że tak się stało. Lubiła tego Ślizgona, był wyrozumiały, opiekuńczy, miał poczucie humoru i był naprawdę przystojny. I już niedługo będzie cały jej. Te ich spotkania były nieco bardziej jak tylko przyjacielskie, nie byli razem. Ale mała Gryfonka wiedziała jak to zmienić. Dodatkowo za cel obrała sobie pogodzenie Hermiony i Malfoya. Czy się uda? Kto to wie, ale na pewno będzie mieć z tego niezłą radochę.  



***

Hej Hej  :)

Dodaje już piąty rozdział, ale to szybko idzie. Jest to ostatni rozdział przed dwutygodniową nieobecnością :( 
Chodź dopiero zaczęłam pisać tego bloga, to ciężko mi się z nim rozstać na aż dwa tygodnie.
Dziękuję za komentarze, to głównie dzięki nim napisałam ten piąty rozdział, one na prawdę motywują. 

buziaki :*** 

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 4



"Te wszys­tkie złośli­wości - ja w nich mi­mo wszys­tko
 dos­trze­gam prze­jaw miłości..."



To co za nimi zobaczyła wywołało na niej ogromny szok. Zaniemówiła z wrażenia. Trzymane przez nią przedmioty wylądowały z wielkim hukiem na posadce łazienki. Była bardziej przerażona, niż szczęśliwa.
Po drugiej stronie, dokładnie przy umywalce, stał jej kilkuletni wróg i jak gdyby nic wycierał twarz ręcznikiem. Nie miał zielonego pojęcia, że dziewczyna wlepia w niego swe cudne, brązowe oczęta. W ciszy i z widocznym osłupieniem przyglądała się jego poczynaniom w łazience, gdy zaczął zdejmować swoją śnieżnobiałą koszulę, dziewczyna nie wytrzymała i pisnęła cichutko. Malfoy gwałtownie obrócił się w kierunku dźwięku, a jego twarz wyrażała szok, jakiego nikt nigdy wcześniej na jego ślicznej buźce nie widział.

- Granger! Co ty tu kurwa robisz? – zapytał elokwentnie, naciągając na siebie, już prawie zdjęty podkoszulek.
- Co ja tu robię? To ty siedzisz w mojej łazience! – wykrzyczała w jego stronę.
- To nie jest twoja łazienka, tylko moja! Jeśli chciałaś mnie zobaczyć nago wystarczyło zapytać. – dodał z zawadiackim uśmiechem.
Rozzłoszczona Gryfonka omiotła wzrokiem łazienkę. Dokładnie po drugiej stronie pomieszczenie znajdowały się takie same drzwi, jak te którymi się tu dostała. W jej głowie narodziło się pewne wyjaśnienie tego całego zajścia, lecz było to tak mało prawdopodobne, że nie miała najmniejszej ochoty przyjąć go do wiadomości.
- Nie mam potrzeby oglądania Cię nago Malfoy, już w ubraniu wyglądasz obleśnie.
- Obleśnie? Ponad połowa kobiet w tym zamku marzy by być teraz na twoim miejscu. – zbulwersował się.
- Hahaha, są po prostu ślepe. A teraz się zamknij i powiedz mi dokąd prowadzą tamte drzwi. – Zapytała wskazując w przeciwnym kierunku niż stała.
- To moje dormitorium Granger. Po co ci to wiedzieć?
- Wyobraź sobie, że stoję w drzwiach do własnej sypialni.
Oczy chłopaka powoli się rozszerzyły a usta przybrały kształt litery O.
- To niemożliwe! Przesuń się Granger. – powiedział idąc w stronę dziewczyny.
Minął wściekłą Gryfonkę i zajrzał przez drzwi w których stała. Rzeczywiście, jego oczom ukazała się sypialnia taka sama jak jego, tylko utrzymana w ciepłych barwach Gryffindoru.
O tym, ze będzie dzielił, łazienkę z tą zarozumiałą Granger to McGonagall już nie raczyła wspomnieć.
- Przeklęci nauczyciele. – zaklął pod nosem Draco – Na to wygląda, że będziemy musieli się dogadać. – zwrócił się tym razem do dziewczyny.
- Czyś Ty na głowę upadł? Jak MY niby mamy się dogadać?- Zapytała rozzłoszczona, dobitnie podkreślając wyraz my.
- Słuchaj, Ty pyskata, wszystko wiedząca Granger. Nie ja sobie to wymyśliłem – zatoczył dłońmi koło przed sobą, chcąc ukazać, co ma na myśli , mówiąc to. –  jest jak jest, trzeba sobie radzić.
- Nie jestem pyskata! – wykrzyczała i zdała obie sprawę, że ten Ślizgon ma trochę racji. – może trochę. – dodała ciszej. – Ale jak my mamy korzystać wspólnie z tej łazienki? Tu nawet nie ma zamka.
- A mówią, że jesteś mądra. – spojrzał z wyższością na brunetkę. – od czego masz magię Granger?
Policzki Hermiony znacząco się zaczerwieniły, a wzrok utkwiła w podłodze.
- Niech Ci będzie Malfoy. Długo będziesz tu siedział? – zapytała zrezygnowana.
- A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Gryfonka nic nie odpowiadając wyszła z łazienki zrezygnowana. Podeszła do łóżka, usiadła na jego kraju. Teraz nie pozostało jej już nic, poza czekaniem.

Następnego dnia śniadanie w Wielkiej Sali było bardzo głośne. Jeden przekrzykiwał drugiego, kto ma lepszy plan zajęć, kto wygra pierwszy mecz, kto zdobędzie puchar domów. Najgorsi byli pierwszoroczni, biegali tam i z powrotem, zachwycając się magicznymi przedmiotami. Hermiona siedziała nieco odsunięta od reszty gryfonów, przy obficie zastawionym stole. Jej nowy plan zajęć wylądował właśnie w niedokończonej jajecznicy, a głowa brunetki niebezpiecznie opadła w kierunku dużej misy owsianki. Oczy miała lekko podpuchnięte, włosy lekko roztrzepane, jakby się nie wyspała. Była to zresztą prawda. Gryfonka poszła spać bardzo późno przez pewnego złośliwego arystokratę, który półwieku siedział w łazience. Po czwartym grzecznym nawoływaniu go, by się pośpieszył, z ust brązowookiej posypały się ostrzejsze słowa. A była ona święcie przekonana, że Malfoy robi jej to specjalnie. By uniknąć tej samej sytuacji nad ranem, zmuszona była wstać bardzo wcześnie, więc to głównie niewyspanie było powodem jej tragicznego wyglądu. Nie zauważyła nawet jak trójka jej przyjaciół właśnie się przysiadła.

- Hermi co ci się stało? – Zapytał Ron, lekko rozbudzając koleżankę.
- Ron? Harry? Ginny? – zapytała zaspanym głosem. – Jaaaa chybaa się nie wyspałam – dodała głośno ziewając.
Cała trójka spojrzała to na Hermionę, to na siebie ze zdziwieniem. Rzadko widywali ją w takim stanie. A już na pewno nie pierwszego dnia nauki.
- Miona, co robiłaś wczoraj w nocy? – zapytał Harry
Gryfonka nie była pewna co ma zrobić, powiedzieć im o wspólnej łazience z Malfoy’em, czy podać jakąś głupią wymówkę? Ron mógłby się wściec i obrazić, a Harry zaraz poleciałby do dyrektora, lub McGonagall urządzając sceny. Przez tyle lat Prefekci Naczelni jakoś sobie radzili, Nie chciałaby wyjść na jakąś rozkapryszoną małolatę. Co to to nie. Jedyną zaufaną osobą, której mogła się wygadać była Ginny, umawiająca się ze Ślizgonem jej najlepsza przyjaciółka. Ale dzięki temu „związkowi” jako jedyna prawdopodobnie przyjmie „dobrą nowinę” w sposób znośny. Postanowiła, że powie jej, jak znajdą się na osobności.
- Ja miałam problem z… no wiecie rozpakowaniem się – nie była dobrym kłamcą, raczej kiepskawym. Wszyscy jej przyjaciele mieli dosyć głupawe miny, nie rozumiejąc o co jej chodzi. – No wiecie, ciuchy, buty, kobiety tyle tego mają. – Po prawdzie, to Hermiona posiadała niewiele tych rzeczy, ale chłopaki nie mieli o tym pojęcia.
Podniosła wzrok na przyjaciół by sprawdzić czy kupili kłamstwo. Ron wywrócił oczami, chcąc powiedzieć coś w stylu „no tak, kobiety” i wrócił do nakładania sobie gigantycznej porcji śniadania, a tak na marginesie, jadł tyle co dwie kobiety w ciąży. Harry słysząc wyraz ciuchy, zrozumiał że to nie jego bajka i lekko się uśmiechnął. Za to Ginny spoglądała w kierunku Hermiony, chcąc powiedzieć bezgłośnie „ jeszcze mi się wytłumaczysz”.
- Przepraszam was, ale zapomniałam różdżki z dormitorium. Do zobaczenia na historii magii. – dopiła sok dyniowy i z niekrytym obrzydzeniem wyjęła plan lekcji z jajecznicy.  – później go przepisze – mruknęła do siebie wychodząc z Wielkiej Sali i wpychając ubrudzoną kartkę do torby.

Po prawdzie, Hermiona nie jest wcale taka zapominalska, różdżkę miała w prawej kieszeni szaty. Czuła się podle okłamując przyjaciół, ale wmawiała sobie, że to dla ich dobra. Musiała wrócić do pokoju i doprowadzić się do stanu używalności, z czym mogła mieć mały kłopot. Da radę, radziła sobie, z większymi problemami. Minęła kilkoro trzecioklasistów, którzy już pierwszego dnia planowali jakiś kawał. Powinna ich upomnieć, dać szlaban, cokolwiek, ale była na to zbyt zmęczona, a jak się okazało zapomniała założyć odznaki Prefekta. Będąc w dormitorium skierowała się do łazienki. Nad umywalką wisiało ogromne lustro, ukazujące całe odbicie dziewczyny. Przyjaciele mieli racje wyglądała okropnie. Powinna wylądować na okładce jakiejś książki pod tytułem „co bezsenna noc robi z człowiekiem”, lub coś w ten deseń. Odkręciła kran i zamoczyła dłonie w lodowatej wodzie, nabrała cieczy i ochlapała sobie twarz. Nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy, ale od razu poczuła się lepiej. Chcąc bardziej się obudzić, wpadła na pomysł włożenia pod bijący strumień wody całej głowy. Ogarnęła swoje bujnę włosy na plecy i mocno przytrzymując zanurzyła twarz.
- Granger jak chcesz się utopić, to nie w ten sposób. – odezwał się męski głos obok niej.
Słysząc to, lekko podskoczyła ze strachu, uderzając porządnie głową o kran, aż usiadła z bólu na płytkach łazienki. Zaklęła pod nosem.
- Kurczę! Auć! Malfoy ty idioto. – jęczała trzymając się za tył głowy. – Wystraszyłeś mnie! Mieliśmy pukać.
- Nie mieliśmy, Tylko TY miałaś. Czy Tobie wszystko trzeba tłumaczyć? – odpowiedział zbliżając się do dziewczyny. Nie miał zamiaru jakoś specjalnie obrażać dziewczyny, właściwie robił to z przyzwyczajenia. A ten mały incydent z kranem trochę go przestraszył.
- Co Ty robisz? – zapytała widząc podchodzącego chłopaka.
- Bądź cicho i pokaż tą swoja zarozumiałą głowę.
- Nie!
- Granger, nie bądź głupia. Wykrwawisz się na śmierć. – Oczywiście to był żart godny tylko Malfoy’a.
- Krew? Jaka krew? – zapytała przerażona mocniej ściskając obolałe miejsce.
- No nie wiem, może zielona? – kpił Draco – nie dowiemy się co z ciebie za kosmitka, jak nie odkleisz tych grubych paluchów od głowy. –  musiał przyznać, że ta Gryfonka czasem bywała zabawna.
- Nie są grube! – zaprotestowała, ale posłusznie zabrała dłonie.
- Wow Granger, chyba widzę mózg. – zaśmiał się.
- Malfoy!! Przestań!! – Wykrzyczała przerażona.
- Hahaha, nie panikuj. Będziesz żyć. Najwyżej zrobi się mały guz. – powiedział i skierował się do własnego dormitorium.
Po raz kolejny była nieco zdezorientowana jego zachowaniem. Malfoy miły? Cos tu jest podejrzane.
- Ej! – zawołała za nim zdobywając się na miły ton. – yyy… dzięki.
W odpowiedzi chłopak tylko skinął głową i wyszedł.

Ta scena była chyba najdziwniejszą w całym jej życiu. Nie możliwym było, by jej odwieczny wróg nagle wyzbył się uprzedzeń. Malfoy’owie nie zmieniają się od tak sobie. Gryfonka postanowiła rozwiązać tą tajemniczą zagadkę jak najszybciej. Ale pierwsze musi iść na zajęcia.

Reszta dnia minęła już spokojnie. Może po za nudną historią magii, na której udało się przysnąć brunetce. Transmutacja z McGonagall nieco ją rozbudziła, nie przemieniła swojej żaby w garnek, jako pierwsza. Zabawne, bo z początku wyszła jej nawet pokrywka. Eliksiry ze Ślizgonami były o dziwo spokojne udało jej się nawet nie stracić żadnych punktów u Snape'a. A będąc Gryfonem, było to nie lada wyzwanie. Na obiedzie, żadnej z jej przyjaciół nie zadawało dziwnych pytań, Ron jak zwykle dosłownie pochłaniał wszystko co było w zasięgu jego wzroku. Nie spotkała się już tego dnia z Malfoy’em, w spokoju napisała zadane im wypracowania i czekała na wizytę Rudej przyjaciółki.






***

Szczerze, jestem bardzo, bardzo, ale to bardzo zawiedziona. Liczyłam na jakieś komentarze, może chociaż jeden. Chciałam tylko wiedzieć czy ktokolwiek czyta te moje wypociny.
Zdaję sobie sprawę, że nie są super jakości, gdyż dopiero zaczynam swoją przygodę z pisaniem, ale 0 komentarzy? Na prawdę?

Zamieszczam dzisiaj czwarty rozdział, jest nieco krótszy i gorszy niż poprzednie, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem dlaczego, może nie ma mnie kto motywować. 
odczuwam wrażenie, że nikt tutaj nie zagląda. 

Jestem w trakcie pisania miniaturki, dodam ją nie wcześniej jak za 3 tyg, ale tylko pod warunkiem, że pojawią się jakieś komentarze

Dziękuję.

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 3


"Kiedy nienawiść każe się człowiekowi rozwijać,
 staje się ona jedną z wielu form miłości"


Gryfonka siedziała na parapecie swojej sypialni i wciąż wspominała długą rozmowę z Ginny, którą odbyły niecały miesiąc temu. Nawet po tak długim czasie nie mogła zrozumieć, co kierowało jej przyjaciółką. Dlaczego to się stało? Czemu on? Czy nie dość jest porządnych gryfonów, w Hogwarcie? Hermiona Granger musiała w końcu zaakceptować wybór Rudej. Była ona już całkiem duża i sama podejmowała za siebie decyzje, czasem lepsze, a czasem te gorsze, a jej obecna decyzja zdaniem Hermiony była tą drugą wymienioną, ale jako najlepsza przyjaciółka postanowiła wspierać Rudzielca i modlić się o opamiętanie dla niej. Może i Blaise Zabini był przystojny, wysoki i posiadł ten swój urok osobisty i może większa część kobiet śliniła się na jego widok, ale nigdy w życiu nie spodziewała się tego po swojej Ginny. To w końcu nadal był Ślizgon, cholernie przystojny, ale Ślizgon. To tak jakby ona miała zaraz zacząć spotykać się z Malfoy'em. A na samą tą myśl jej usta układały się w grymas obrzydzenia. Ginny i Zabini, to jak ogień i lód. Jej przyjaciółka była ciepłą, miłą nieco zwariowaną osóbką, za to Blaise Zabini, drugi co do kolejności postrach Hogwardzkich dziewic, łamacz niewinnych serc, był jak góra lodowa, wielki i oziębły. Nie pasował do rudej. Chociaż z drugiej strony, ogień topi lód. Ale czy tak wielką górę lodową da się stopić? Prawdopodobnie trzeba czekać, jak sprawa tych dwojga się rozwinie, czas pokaże.
Hermiona spędziła resztę wakacji w domu, zajmując się tym, co przez pierwszy miesiąc, z małym wyjątkiem pojawienia się w norze na tydzień. Harry miał rację mówiąc, że Pani Weasley prawdopodobnie zagoni ich do jakichś prac domowych. Pielenie ogródka, sprzątanie starego, zagraconego garażu i wiele innych mało ciekawych zajęć. Pomiędzy obowiązkami przyjaciele mieli też trochę czasu dla siebie, na przykład na mały meczyk quidditch'a za domem, partyjkę gry w szachy czarodziejów, w której Ron nie miał sobie równych, lub babskie ploteczki, których chłopaki unikali jak tylko się dało. Hermiona bardzo szybko pogodziła się z Ronaldem. Nie potrafiła gniewać się zbyt długo na któregoś ze swoich przyjaciół, byli w końcu nierozłączni.
Hermiona zerknęła jeszcze na swój szkolny kufer. Szata wyjściowa, dwie pary zwykłych szkolnych szat, kilka swetrów, błękitna sukienka z boutique, którą ostatecznie kupiła i kilka mugolskich ubrań jeszcze. Dokładnie zajmowało to połowę jej szkolnej walizki, druga natomiast była zapełniona podręcznikami na ten rok i kilkoma dodatkowymi „lekkimi” lekturami.

- Hermi jesteś już gotowa? Powinniśmy wyjeżdżać. – usłyszała z dołu głos Ojca.
- Daj mi minutę tato. Już schodzę. – odpowiedziała szybko zeskakując z parapetu i zapinając walizkę. Po kilku chwilach była już na dole.
- Pisz do nas często. Możesz nawet codziennie. Będę tęsknić Miona. – Powiedziała nieco łamiącym się głosem jej mama i przytuliła córkę.
- Obiecuje, że będę. Jak zawsze mamo. Szkoda, że nie możesz z nami jechać na peron. – odpowiedziała jej dziewczyna – będę tęsknić. Pa.
Pomachała na pożegnanie rodzicielce i zajęła miejsce w samochodzie obok kierowcy. Jechali w ciszy, lubiła ją. Mogła spokojnie odpłynąć w krainę własnych myśli. Gdzieś bardzo głęboko czuła, że ten rok może odmienić wiele rzeczy w jej życiu. Już nie mogła się doczekać, co przyniesie nowy semestr. Hogwart był niesamowicie tajemniczy, zawsze czymś zaskakiwał, a to dziewczyna lubiła najbardziej. Uwielbiała zaskakujące, nieodkryte do końca miejsca i także  ludzi którzy nie byli przewidywalni.
- Jesteśmy na miejscu – odezwał się Pan Granger, zatrzymując na parkingu – masz piętnaście minut, jeśli nie chcesz się spóźnić, to lepiej szybko wysiadaj.
- Dzięki tato – powiedziała i cmoknęła go w policzek – nie musisz ze mną iść, poradzę sobie.
- Jesteś pewna? –zapytał, ale gdy zobaczył jej zdeterminowaną minę, dodał tylko – Jak sobie życzysz skarbie. Pozwól tylko, wyjmę ci kufer z bagażnika. – po tych słowach oboje wysiedli z samochodu. Gdy rzeczy Hermiony zostały postawione obok niej, przytuliła Ojca i po krótkim pożegnaniu oraz obietnicach, że będzie do nich pisać, tak często jak tylko da radę, ruszyła przed siebie w kierunku peronu dziewięć i trzy czwarte. Postanowiła nadać tępa swoim krokom, gdyż nie chciała spóźnić się na pociąg. Spojrzała na duży zegar na peronie. Miała pięć minut do odjazdu czerwonej lokomotywy. Z daleka widziała już peron dziesiąty i dziewiąty. W pobliży nie było żadnych czarodziejów, wszyscy uczniowie byli już pewnie w pociągu. Przyspieszyła do lekkiego truchtu, gdy była już naprzeciwko przejścia na właściwy peron. Przymknęła lekko oczy wbiegając w mur. Zawsze miała małego stracha, że nabije sobie guza, za którymś razem. Nic takiego się nie stało. Po kilku sekundach była po drugiej stronie a do jej uszu dobiegł znajomy odgłos lokomotywy, ostatni sygnał by wsiąść do środka. Gryfonka podbiegła do wejścia i już sięgała po walizkę, gdy ktoś jednym zgrabnym ruchem wciągnął ja do wagonu. Niewiele myśląc wskoczyła do środka w tym samym momencie gdy lokomotywa ruszyła. Obróciła się właśnie by podziękować, za pomoc. To kogo tam zobaczyła lekko ją zaskoczyło, ale nie dała tego po sobie poznać i jak przystało dobrze wychowaną dziewczynę, podziękowała chłopakowi.

- Dzięki Zabini. Ale nie myśl, że to zmieni mój stosunek do Ciebie. – to powiedziawszy złapała swój kufer i chciała ruszyć do przodu, ale Zabini zagrodził jej drogę.
-  Nie liczę na to, że jeden dobry uczynek zmieni twoje nastawienie do mnie. Mogę Cię jedynie zapewnić, że będę się starał Granger. – odpowiedział ze szczerością. – Ginny powiedziała mi że wiesz, byłbym wdzięczny , gdybyś utrzymała to na razie w tajemnicy. – dodał, jakby z nadzieją w oczach.
- Nie mam zamiaru nikomu, tego rozgłaszać. Nie jestem jakąś Brown, czy inną plotkarą – Tu Zabini uśmiechnął się rozbrajająco. A Hermiona widząc to, dodała szybko. – Ale wiedz, że robię to dla niej, nie dla Ciebie.
Ominęła uśmiechającego się Ślizgona i ruszyła w poszukiwaniu swoich przyjaciół.  Nie minęła nawet pięciu przedziałów, gdy zobaczyła Harrego siedzącego w jednym z nich.
- Harry! Ron! – ucieszyła się i przytuliła chłopaków.
- Hermi! – wykrzyknęli radośnie.
- Nie widzieliśmy się zaledwie tydzień – Pierwszy odezwał się Potter wrzucając kufer Hermiony na półkę i zajmując miejsce pod oknem naprzeciw Rona.
- To był długi tydzień Harry. – odpowiedziała, po czym zmieniła temat -  Wiecie kto będzie nas uczył obrony przed czarną magią w tym roku?
- Ja nic nie wiem. – odezwał się Ron – O ile to nie będzie Snape, to mało mnie to obchodzi.
- A ja słyszałem coś o jakimś młodym facecie, ale to plotki czwartoklasistek. Nie wydaje mi się, by one coś wiedziały.
 Tak cała wielka trójca pogrążyła się w rozmowie o szkolnym życiu, przedmiotach, przyszłorocznych egzaminach i zakończeniu edukacji. W rozmowie czas mijał im zaskakująco szybko, ani się spostrzegli za oknem zapadł zmierzch. Właśnie zakładali się o to, jacy uczniowie w tym roku obejmą stanowisko prefektów naczelnych, kiedy nagle drzwi do ich przedziału otworzyły się. W ich przejściu stanął nie kto inny jak Uwielbiany przez wszystkich Draco Malfoy.
- Święta trójca nierozłączna, jak mogłoby być inaczej. – przemówił z lekką kpiną blondyn, a cała trójka zerwała się z miejsc.
- Czego tu chcesz Malfoy? – zapytał rudzielec, a nazwisko Ślizgona wymówił jak najobrzydliwszą obelgę.
- Nie myśl Weasley, że przebywanie w tym przedziale sprawia mi jakąkolwiek przyjemność.
- To czego od nas chcesz? – zapytał neutralnym tonem Harry.
- Nie od WAS Potter – zaakcentował trzeci wyraz – Tylko od wiem to wszystko Granger. Mamy zebranie prefektów. Jeśli nie chcesz się spóźnić, radzę iść teraz. –  nie czekając na odpowiedz, wyszedł z przedziału.
- Że też musiała wysłać jego. – zamruczała dziewczyna. Posłała uśmiech niezadowolenia w kierunku przyjaciół i wybiegła za Malfoy’em. Liczyła, że nie odszedł za daleko, w końcu nie wiedziała w którym przedziale jest to całe spotkanie. Dostrzegła blondyna kilka metrów przed nią.
- Malfoy! Malfoy! Czekaj! – krzyczała za chłopakiem. A uczniowie znajdujący się na korytarzu przyglądali jej się z zaciekawieniem. Draco  zatrzymał się w półkroku i zaczekał aż gryfonka znalazła się obok niego.
- Na przyszłość, nie rób takich scen. Jeszcze pomyślą, że jesteśmy razem – wypowiadając ostatnie zdanie skrzywił się lekko. I ruszył przed siebie.
- Chyba w twoich snach .
- Raczej w koszmarach Granger. – uśmiechnął się lekko do siebie.
- Miewasz o mnie koszmary, blond fretko? Czym sobie na to zasłużyłam? – kpiła dalej.
- Słuchaj sz…szczoto. – zawahał się. Jego przyjaciel, jak widać skutecznie oduczył go słowa szlama. Na samą myśl, że mógłby tak kogoś nazwać, lekko się krzywił. – Nie będziesz mnie obrażać publicznie. Jasne? – Mówiąc to złapał Gryfonkę boleśnie za nadgarstek, nie zwalniając kroku.
- Malfoy, puść mnie. To boli. – Wyszeptała, przestraszona i jednocześnie zdziwiona jego gestem.
Drzwi do przedziału obok, otwarły się. A w ich przejściu stanęła McGonagall. Rzuciła okiem na dwójkę prefektów, którzy byli nieco spóźnieni. Spotkanie zaczęło się dobre dziesięć minut temu. Lecz po chwili jej wzrok zjechał na ręce tych dwojga. To jak głupią miała minę było nie do opisania, szkoda że trwało za ledwie ułamek sekundy. Dwójka odwiecznych wrogów spojrzała w to samo miejsce, gdzie przed chwilą spoczywał wzrok ich nauczycielki. Dłoń Blondyna nadal znajdowała się na nadgarstku Gryfonki. Nie trzeba było długo czekać na reakcje, para odskoczyła od siebie jak oparzona.
- To …
-My …
- Nie … Ten …
- Nie musicie się tłumaczyć, to nie jest moja sprawa. – skwitowała szybko profesorka, ustępując im miejsca, by weszli do środka, gdzie czekała reszta prefektów. Mijając nadal lekko zszokowaną kobietę, usłyszeli jej cichy pomruk. – tak. to wiele, bardzo wiele sprostuje.
Ostatnie wolne miejsca były koło siebie. Nie protestując zajęli je, starając się siedzieć tak, by nawet najmniejsza część ich szat się nie stykała.
- Wracając. To o czym mówiłam wcześniej to było zwykłe przypomnienie zasad i obowiązków prefekta. A jak mniemam Panna Granger i Pan Malfoy mają je w jednym palcu. Więc przejdę dalej. – Tutaj zrobiła krótką przerwę, spoglądając na wymieniona dwójkę. – Jak co roku wybieramy dwójkę prefektów naczelnych z szóstych klas. Pamiętacie Prefektów z tamtego roku, prawda?
Jak można by nie pamiętać, była to namiętna para Krukonka i Puchon. Zaraz po rozpoczęciu roku zaczęli ze sobą chodzić i tak zostało aż do teraz.
- W tym roku grono pedagogiczne, zdecydowało się na wybranie na to stanowisko przedstawicieli domu Salazara i Gordryka. – ciągnęła dalej – Wszyscy chcemy, aby te dwa domy w końcu się pogodziły, więc liczę, że nowo wybrani prefekci naczelni będą współpracować – ostatnie słowo wręcz przeliterowała – ze sobą nawzajem, jak i ze starymi prefektami.
Hermiona całe wakacje miała cichą nadzieję, że to ja wybiorą. Nie sądziła jednak, że przyjdzie jej się dogadać z jakimś Ślizgonem. – Wszystko jedno - pomyślała – byle by to nie był Malfoy.
- Naszymi Prefektami zostają, Hermiona Granger i Draco Malfoy. Jeśli nie ma żadnych pytań, to bardzo wam dziękuję. Wasza dwójka niech jeszcze chwilę na mnie zaczeka.
McGonagall otworzyła drzwi i wyszła jako pierwsza, a w jej ślady poszli inni. Jedni nieco rozczarowani wyborem, inni z nieukrywanym szokiem, a jeszcze kolejni z wyraźnym podekscytowaniem. Nie często wybiera się na Prefektów Naczelnych dwójkę odwiecznych wrogów.
- To są jakieś jaja. – podniósł głos Draco, kiedy wszyscy już wyszli.
- Mnie tez nie uśmiecha  się współpraca z Tobą.
- Granger, tu już nie chodzi o współpracę, słyszałaś przemówienie tej starej ropuchy.  „Wszyscy chcemy by te dwa domy w końcu się pogodziły” – przedrzeźniał nauczycielkę. – ona pragnie chyba cudu.
- I wybrali nas na znak zgody, co oni sobie wyobrażają? Ja bym cię nawet kijem dobrowolnie nie dotknęła – ciągnęła zbulwersowana dziewczyna.
- I wzajemnie.
- Jakby co, to nie ja jeszcze kilka minut temu trzymałam Ciebie za rękę.
- Słuchaj ty mała, przemądrzała Gryfonko, to co się przed chwilą wydarzyło ,to była czysta prowokacja z twojej strony. – to powiedziawszy nachylił się nad dziewczyną, by lepiej go słyszała.
Nie jedna marzyła o takiej sytuacji, by znaleźć się z blondynem tak blisko. Był nieziemsko wysoki, miał na oko z metr dziewięćdziesiąt. Przy nim, te jej marne sto siedemdziesiąt centymetrów było niczym. Gdy się tak nad nią pochylał, chcąc powiedzieć z pewnością coś niemiłego, blond grzywka lekko opadła mu na oczy.
- Ekhm, Ekhm – odchrząknęła profesorka, zastając tę samą dwójkę ponoć nienawidzących się uczniów, już drugi raz w niejednoznacznej pozie. A Ci jak za pierwszym razem, tak i teraz odskoczyli od siebie, obrzucając starszą kobietę morderczym spojrzeniem.
- Albus nie uwierzy, jak mu powiem. – uśmiechnęła się do własnych myśli i przeszła do właściwego tematu. – Nie tłumaczcie się. Usiądźcie, to będzie krótkie przemówienie. A później będziecie mieć czas dla siebie – nie mogła darować sobie małego komentarza, pod adresem tej pary. Oni za to skrzywili się słysząc przytyk nauczycielki, ale żadne się nie odezwało. – Jako, że zostaliście Prefektami Naczelnymi, będzie przysługiwało wam prywatne dormitorium. – tu ponownie zrobiła pauzę na lekki uśmiech. -  Możecie dawać szlabany odejmować i dodawać punkty, oczywiście w ramach rozsądku. Dodatkowo jeśli zajdzie taka potrzeba, zostanie wam zlecone patrolowanie korytarzy. Na chwilę obecną tego nie wymagamy. A zapomniałabym, w tym roku zarządziliśmy wprowadzenie wielu tematycznych dni do kalendarza szkolnego, każdy nauczyciel dodał cos od siebie. Zorganizowany zostanie między innymi bal halloween’owy, noworoczny, jakieś walentynki i ostatnia impreza, to bal wiosenny na którym wybierzemy króla i królową. – Draco i Hermiona skrzywili się lekko na ten pomysł. Nie dość mają nauki? I jeszcze to? – będzie tego o wiele więcej, ale to na chwilę obecną tajemnica. Waszym zadaniem będzie pomoc w przygotowaniu tych wszystkich uroczystości. – zakończyła lekko się uśmiechając.
- Ona cos za dużo się uśmiecha i wygląda przy tym przerażająco  – pomyślał Draco.
-Są Jakieś pytania?
- Nie Pani Profesor. – odpowiedzieli chórkiem, spoglądając na siebie ze wściekłością. Z McGonagall lepiej było nie dyskutować.
- W takim razie, bardzo wam dziękuję. Lepiej się przebierzcie, zaraz wysiadamy.
Nie obrzucając się nawet najmniejszym spojrzeniem, wyszli i skierowali się w przeciwne strony.
Hermiona po krótce streściła chłopakom spotkanie z Profesorką. A ci przerażonym wzrokiem śledzili każdy jej gest. Będąc w ich towarzystwie, nie hamowała się ze swoją złością.
Po kilku minutach dojechali na miejsce. Później powozy, wielka sala, Przydział pierwszorocznych, krótkie ogłoszenia dyrektora, ogromna uczta. Wszystko to minęło bardzo szybko, a dziewczyna nie wiedziała nawet kiedy, pożegnała się z przyjaciółmi i teraz włóczyła swoimi cholernie zgrabnymi nogami, za Puchonem oraz Krukonką z siódmego roku, obok których kroczył dumny Draco Malfoy. Starzy Prefekci właśnie prowadzili ich do swoich zeszłorocznych Dormitoriów. Droga nieco się dłużyła, gdyż pokoje znajdowały się na czwartym piętrze i za paroma zakrętami. Jak okazało się na miejscu, na ścianie, koło siebie wisiały dwa portrety.
- Nieziemsko – mruknęła do siebie Gryfonka
- Nie dość, że mam współpracować z tą nadętą fretką, to jeszcze będę musiała mieszkać koło niego. – Pomyślała zrozpaczona.

Dwójka zakochanych podała im oddzielne hasła i namiętnie się całując oddaliła tą sama drogą.
Dormitorium Hermiony jak i Dracona było rozmiarów ich starego pokoju wspólnego. Jej utrzymane w ciepłych odcieniach brązu i złota, a jego w zimnej zieleni z dodatkami srebra. Oboje byli zaskoczeni, że dostali aż tak dużą przestrzeń tylko dla siebie. Łóżko znajdowało się w centralnej części pokoju, było ogromne. Trzy razy takie, jakie Hermiona miała w domu. Przeszła do przodu, wzdłuż własnej małej biblioteczki i solidnego drewnianego biurka. Jej kufer stał koło ogromnej rzeźbione szafy. Podeszła w tamtym kierunku. Otworzyła go jednym, prostym zaklęciem i wyjęła kosmetyczkę, ręcznik i kusą piżamkę.
- Pora się odświeżyć – mruknęła pod nosem i pobiegła zniecierpliwiona w kierunku łazienki. Jeśli jej dormitorium było tak niesamowite, to ciekawe jak wygląda łazienka. Gryfonka radośnie otworzyła drzwi do pomieszczenia.

To co za nimi zobaczyła wywołało na niej ogromny szok. Zaniemówiła z wrażenia. Trzymane przez nią przedmioty wylądowały z wielkim hukiem na posadce. Była raczej przerażona, niż szczęśliwa. 




***

Trzeci rozdział za nami, tak się cieszę. Dziękuję za poprawę błędów mojej kochanej Werce.
Możliwe, że czwarty rozdział ukaże się jeszcze w tym tygodniu.

W sobotę wyjeżdżam na dwutygodniowy obóz sportowy za granicę, więc na pewno nie będę mieć internetu, ale to nie znaczy, że nie będę pracować nad kolejnymi rozdziałami. :)

Czwarty i piąty powstanie z małą pomocą mojej kochanej kuzyneczki Angel.

Buziaki :**


piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 2

"Prawdziwa przyjaźń to doskonała harmonia tego,

co ludzkie z tym, co bliskie"


Hermiona już drugi raz przeglądała zawartość swojej czarnej torebki, trochę pieniędzy, różdżka dla bezpieczeństwa, wszystko było spakowane. Nic więcej nie potrzebowała, w końcu wybierała się do Nory tylko na jeden dzień. Zwykłe spotkanie z przyjaciółmi, krótka pogawędka z rodzicami Rona. Już nie mogła się doczekać, tak bardzo za nimi tęskniła przez ten miesiąc. Wyjęła z szuflady biurka niewielkie pudełeczko i popędziła do salonu.
- Mamo, wychodzę! Nie czekaj na mnie, mogę wrócić późno. – krzyknęła w przestrzeń i nie czekając na odpowiedź weszła do kominka odkręcając pudełeczko, które ze sobą przyniosła. Jak się można domyślić był to proszek fiuu. Wzięła jedna garść, rzuciła pod stopy i krzyknęła głośno NORA.
Dostrzegła, że jej stopy odrywają się od podłoża, a ona sama poczuła szarpnięcie, zawirowała, obróciła się, a po paru sekundach wylądowała, a dokładniej wyleciała z dużego kominka Weasleyów.
- Auć! – Krzyknęła krótko i nadal siedząc na podłodze zaczęła rozmasowywać swoja kość ogonowa na której boleśnie wylądowała. Nie minęła nawet minuta, gdy w pomieszczeniu pojawiła się Pani Weasley, a za nią słychać było inne nadbiegające osoby.
- Kochana Hermiono – jak – dobrze – że – już – Jesteś – Zaszczebiotała pomiędzy obcałowywaniem dziewczyny.
- Mnie też miło Panią widzieć – Starała się być miła, chociaż ciężko się mówi, gdy zaczyna brakować tlenu.
- Mamo no, puść Hermionę, inni też chcą się z nią przywitać. – powiedział nieco zawstydzony Ron.
- Tak…tak. Proszę Hermiono, czuj się jak u siebie. – To mówiąc puściła dziewczynę i wróciła do przerwanego zajęcia.
Brązowooka nie miała nawet chwili wytchnienia, bo dwójka jej najlepszych przyjaciół, uwiesiła się na jej szyi, jak gdyby nie widzieli się z 5 lat.
- Hermi, tak dobrze Cię widzieć – odezwał się pierwszy wybraniec.
- Yy… tak, dobrze że jesteś – wybełkotał elokwentnie Ron, gdy wreszcie oderwał się od dziewczyny.
- Kochani, ja też za wami tęskniłam. – odpowiedziała radośnie – a gdzie zgubiliście Ginny?
Ron widocznie zrobił się spięty na wspomnienie o jego siostrze.
- Pewnie siedzi zamknięta w sypialni, i romansuje z tym swoim kochasiem – burknął lekko poczerwieniały Ron. A Hermiona dostrzegła, że Harrego w tym samym momencie zainteresowała jakaś stara dziura w suficie.
- Ginny kogoś ma? A to kłamczucha, nic mi nie powiedziała. – Nic więcej nie dodała, chodź miała na to wielką ochotę, ale widząc spięcie w oczach obu chłopaków, postanowiła im darować i zmienić temat. – A ty Harry, kiedy przyjechałeś?
Jej przyjaciel nawet nie zdążył odpowiedzieć, gdyż Pani Weasley ponownie wtrąciła się w rozmowę, a dokładniej krzyczała z kuchni na dzieciaki.
- Może macie ochotę na naleśniki?! Przygotowałam całą stertę.! Hermiona na pewno jest bardzo głodna!
Wymieniona wcześniej uśmiechnęła się na samą myśl o przepysznych naleśnikach z syropem klonowym. Ronowi rozbłysły oczy, jak zawsze na wzmiankę o jedzeniu, a Harry zaśmiał się głośno z miny swojego przyjaciela.
- No co? Jestem głodny, to nie jest śmieszne. – oburzył się rudzielec.
- Tylko ty zawsze jesteś głodny i nie ma dnia… Zaczęła Miona
- …ani godziny, żeby było inaczej. – Dokończył za nią Harry nie hamując szerokiego uśmiechu  i wszyscy włącznie z naburmuszonym, mruczącym coś pod nosem Ronem, ruszyli do kuchni.
Rozsiedli się wygodnie przy ogromnym stole, a Rudzielec jako pierwszy sięgnął po naleśniki, za jednym zamachem nałożył sobie pięć i zaczął obficie polewać je syropem klonowym, aż zamoczyły się po same brzegi. Pozostała dwójka przyjaciół patrzyła na całą tą akcje z lekkim obrzydzeniem, bo wiedzieć że Ron je jak świnia to jedno, a widzieć to, to druga kwestia. Zapominając o głodzie, przepysznych naleśnikach, tępo śledzili poczynania kolegi, który teraz usiłował pokazać światu, że jest w stanie wepchnąć sobie do ust jednego z nich, całego oblepionego syropem klonowym. O zgrozo!! Udało mu się to.
- Ronaldzie Weasley, niedobrze mi jak na Ciebie patrzę. Nie jesteś dzieckiem, chyba dobrze wiesz jak poprawnie zjeść posiłek? – Oburzyła się brązowowłosa.
- le o cho chosi si hesiono? – Wybełkotał.
- Ronald!  Jeśli zaraz nie zaczniesz jeść jak człowiek, to ja wychodzę! – Wykrzyczała – To takie obrzydliwe – Dodała już nieco ciszej. – A ty Harry przestań się tak śmiać, bo zaraz z krzesła spadniesz! Grrr… z kim ja się zadaje?
- Hermi, to cały nasz Ron, jego nie zmienisz. – szepnął Harry, tak że tylko ona mogła go usłyszeć.
Rudzielec widząc jej poważna minę, zaczął bardzo szybko przeżuwać jedzenie. Był na tyle mądry by wiedzieć, że jeżeli jeszcze raz chociaż spróbuje powiedzieć coś z pełnymi ustami, to Hermiona jest w stanie zabić go na miejscu.
W oczekiwaniu, aż Ron przełknie to co ma w ustach, pozostali nałożyli sobie po jednej porcji i zajęli  się konsumowaniem.
- Hermi, przep… - nie dane mu było skończyć, bo Hermiona musiała się wtrącić.
- Ooo odzyskałeś głos, no brawo. Może teraz przyjrzysz się mi i Harryemu i weźmiesz z nas przykład.
- No nie bądź taka, Miona. – Odpowiedział z miną zbitego psiaka. Może ciężko uwierzyć, ale samej Gryfonce widząc ten wyraz twarzy, złość nieco przeszła, więc postanowiła odpuścić przyjacielowi i kolejny raz tego dnia zmienić temat.
- To co planujecie robić przez resztę wakacji?
- Nie mamy jakichś konkretnych planów, pewnie parę partyjek szachów, gry w Quiddicha, normalka, ale mama Rona pewnie zapędzi nas do robienia porządków, jak co roku. – To ostatnie zdanie wypowiedziane było ledwie słyszalnym szeptem.
- Co tak sobie szeptacie?
Ten głos należał do najmłodszej z Weasleyów, która wkroczyła sprężystym i radosnym krokiem do kuchni. Z roku na rok stawała się coraz piękniejsza. Nie była wysoka, ale dzięki swoim półdługim ognisto rudym włosom, układającym się w miękkie fale i lekko opadającym na ramion, wyróżniała się wszędzie. Miała delikatne rysy twarzy, bardzo dziewczęce, ale nie dziecinne. Trzeba też wspomnieć, że twarz była zasypana sporą ilością piegów, których wręcz nienawidziła, a to właśnie one dodawały jej niesamowitego uroku i pewnej oryginalności. Połowa Facetów w szkole zaczynając od czwartego roku, a kończąc na ostatnim, przechodząc obok nie mogła odmówić sobie ukradkowych spojrzeń w jej kierunku.
- Ginny! Wreszcie Cię widzę. – Krzyknęła Hermiona i przytuliła swoją najlepszą przyjaciółkę.
- ja też się stęskniłam. Może masz ochotę wybrać się ze mną na pokątną? Jakiś spacerek, mała kawa, albo babskie zakupy?
- zakupy? Hermiona?? – Zapytał zdziwiony Ron.
- O co ci znowu chodzi Ron? – Zapytała nieco podirytowana i wkurzona już wcześniejszą rozmową.
- no bo, ten tego – gubił się rudzielec
- no wykrztuś to w końcu!
- To ty chodzisz na zakupy?
Oczy gryfonki zwęziły się niebezpiecznie, a każdy kto ją znał chyba wiedział, że zwiastuje to kłopoty.
- a tak się składa Ronaldzie, że jestem dziewczyną!! A dziewczyny lubią chodzić na zakupy! Ba, a nawet kupować ubrania! A ja jakbyś nie zauważył, nie latam sobie nago na co dzień, więc musiałam gdzieś kupić te ciuchy. – z każdym jej słowem Ron robił się coraz bardziej czerwony. - a teraz przepraszam bardzo – tutaj zamaszyście wstała z miejsca – ale udam się teraz z Ginny na ZAKUPY, i sobie coś kupię!
Skończywszy mówić złapała rozchichotaną przyjaciółkę pod rękę i ruszyły w kierunku schodów. Za plecami usłyszała jedno zdanie zaadresowane do Rona przez ich wspólnego przyjaciela.
- aleś się popisał, tak łatwo ci teraz nie odpuści.
Hermiona usiadła na brzegu łóżka w pokoju młodszej koleżanki, gdy ta krzątała się po pomieszczeniu zbierając drobne rzeczy i pchając je do niewielkiej, zaczarowanej torebeczki.
- Gin, czy dowiem się dlaczego mnie okłamałaś, kiedy zapytałam czy kogoś masz? – na twarzy młodszej zaczęło pojawiać się lekkie zdenerwowanie, a wzrok powędrował gdzieś w kierunku okna.
- Bo…ja. No wiesz nie powiedziałam Ci, bo to nie było jeszcze pewne – plątała się.
- Ty, Ginerwa Weasley najbardziej wyszczekana, zahartowana życiem wśród samych facetów, zawsze stawiając na swoim, czerwienisz się na wzmiankę o jakimś chłopaku? – zaśmiała się. – wow to musi być ktoś.
- To nie tak! To nie jest mój chłopak! I wcale się nie czerwienie! – naskoczyła na nią ruda.
- Nie no co ty, wyglądasz jak burak! Ale nie, to nie jest czerwienienie. –zażartowała. – to kto jest tym szczęściarzem?
Granger nie należała do tych osób, które łatwo dają za wygraną, oj nie. Będzie dotąd pytać i męczyć aż ruda przyjaciółka się wygada.
- No daj spokój, powiem ci w swoim czasie. Ja… nie mogę.
- A ja myślałam, że się przyjaźnimy… - starała się podejść rudzielca Granger-ja-wiem-wszystko-tylko-nie-to-z-kim-chodzi-moja-najlepsza-przyjaciółka.
- Dobra, już. Powiem Ci, ale jak wrócimy z Pokątnej, wole nie popsuć nam babskiego wypadu.
-Niech Ci będzie – odpowiedziała zadowolona, że prawie dopięła swego. Od teraz w jej głowie zaczęły pojawiać się najróżniejsze pomysły tłumaczące przyjaciółkę.

Może on nie jest z Hogwartu, albo jest starszy. Nie.. to raczej niemożliwe. Może to znowu Harry? Nie, nie, to też odpada, dopiero co ze sobą zerwali. No kurczaki, kto to może być?


Ulica Pokątna jak zwykle tętniła życiem. Czarodzieje odwiedzali ja po pracy, by spędzić miło popołudnie przy kawie z przyjaciółmi, rodziną, lub po prostu zrobić zakupy. Dziewczyny szły radośnie w kierunku nowo otwartego ekskluzywnego butiku z kreacjami wieczorowymi.
- Tak fajnie, że przyjechałaś. Może zostałabyś u nas na parę dni?
- Bardzo bym chciała Gin, ale nie zabrałam niczego z domu. Poza tym po dzisiejszym przedpołudniu, nie wiem czy wytrzymałabym spokojnie z Ronem w jednym domu,  co dopiero w jednym pokoju.
- Przecież możemy przenieść się do ciebie, spakować rzeczy i wrócić. A moim bratem się nie przejmuj, on tak już ma.
- Gin, ty nie rozumiesz, to nie był pierwszy raz. Strasznie mnie to denerwuje, czasami wydaje mi się, że jestem tylko ich osobista maszynka, do odrabiania prac domowych.
- Ja tak nie uważam, przyjaźnicie się. O zobacz, nie ma kolejek. – Zawołała Ginny i przyspieszyła kroku.
Hermiona narzuciła szybsze tępo, by nadążyć za przyjaciółką. Otwierając drzwi butique poczuły delikatną woń kwiatowych perfum. Wnętrze urządzone zostało perfekcyjnie, przeważały delikatne błękitne i kremowe kolory. Sukienki były bajkowe, można było tu dostrzec wszystkie kolory tęczy, suknie balowe, wieczorowe, krótkie, długie, każdy znalazłby coś dla siebie. Dziewczyny wpatrywały się w lokal z zachwytem. Cisze przerwała młoda dziewczyna. Wyglądała jakby dopiero co skończyła naukę w Hogwarcie.
- Jestem Ann. W czym mogę wam pomóc? – zapytała uprzejmie.
- Szukamy sukienek balowych, najlepiej nie z tej ziemi. – Pierwsza odpowiedziała Ginny.
- Na pewno coś się znajdzie. Jakieś specjalne życzenia co do koloru, kroju?
Przyjaciółki spojrzały na siebie, wymieniły jedno spojrzenie i zgodnie odpowiedziały.
- Chętnie zobaczymy wszystkie.
Ann obdarzyła je szerokim uśmiechem i zgrabnym ruchem ręki poprowadziła do przymierzalni, gdzie oznajmiła by na nią zaczekały.
- To miejsce jest nieziemskie, niesamowite, bajkowe, przepiękne. Aż mi słów brakuje, żeby je opisać. – Zachwycała się Hermiona.
- Wie się co dobre. Szkoda tylko, że ceny też są nieźle wygórowane. Ale odkładałam cały rok, żeby móc sobie kupić wymarzona kieckę.
- Wygórowane? Boje się nawet pomyśleć.
Blondynka wróciła bardzo szybko, lewitując po trzy sukienki dla każdej z dziewczyn.
- Proszę to dla was, gdyby coś to wołajcie. – powiedziała i przeszła jedną przymierzalnie dalej.
-Ginny, koniecznie przymierz tą czerwoną, czuje, że będzie idealna.
- A ty błękitną. Aaa to wychodzimy równo. – Krzyknęła i zniknęła za parawanem
Hermiona poszła w jej ślady. Przyjrzała się trzem długim sukienką jedna była na ramiączkach a dwie kończyły się wbudowanym gorsetem. Analizując wszystkie detale ostatecznie zdecydowała się na błękitną delikatną, ale jednocześnie trochę bajkową sukienkę. Brązowowłosa dziewczyna nie była zbytnia fanką sukienek bez rękawów, czy ramiączek, ale ta o dziwo idealnie dopasowała się do jej sylwetki. Już chciała powiedzieć Ginny, że jest gotowa i mogą wyjść, gdy usłyszała znajome głosy za zasłoną. Wiedziała, że zna tych dwóch facetów, ale nie mogła sobie przypomnieć kim są. Nie czekając na koleżankę, ciekawa kto jest po drugiej stronie, odchyliła zgrabnie kotarę. A to kogo tam ujrzała wprowadziło, ją w osłupienie.

Może jeszcze mnie nie zauważyli. Mam szanse się cofnąć i schować. To nie może być prawda. Jeszcze ich tu brakowało.

Niestety nie zdążyła wprowadzić swojego planu w życie, bo ktoś inny zdradził ich pozycję.
- Hermi miałaś na mnie poczekać. Głupi zamek, miałam mały prob… o Cholera! – zamilkła w pół zdani, jak zobaczyła kto odwraca się w ich stronę.
-No proszę, proszę. Kto by się spodziewał. Szlama-wiem-to-wszystko-Granger i rudy karzeł Weasley. – przemówił ten nieco wyższy.
- Co tu robisz Malfoy? Jakbyś nie zauważył, to damski boutique. – odszczekała się Hermiona
- Jestem Draco Malfoy i mogę wchodzić gdzie chce i kiedy chce, a tobie nic do tego Granger. – młody arystokrata przyjrzał się nieco dokładniej wyższej z gryfonek. Miała na sobie delikatna sukienkę, ładnie opinającą biust i talię, a jej kolor pięknie wyglądał, na delikatnej opaleniźnie dziewczyny. Jej lekkie brązowe fale opadały zgrabnie na ramiona.

Granger w tej kiecce wygląda całkiem, całkiem – Pomyślał blondyn – Nie! Stop! Wróć! Draco to szlama, jak możesz tak myśleć? – skarcił się w myślach arystokrata. – A tak w ogóle to gdzie się podziała ta jej sucha szopa?

- Słuchaj ty narcystyczny dupku, myślisz, ze przejmę się obelgami z ust kogoś takiego jak ty? To jest śmieszne. A teraz zamkniesz te swoje nadęte usteczka, albo zmienię cię w tlenioną fretkę. – odpyskowała i dumna z siebie powiodła wzrokiem w kierunku rudej przyjaciółki. Która teraz wyglądała na nieco rozdartą pomiędzy, „wycofać się” albo „wiać”. Było to nieco nie zrozumiałe, gdyż młodsza kochała, te ich już epickie konfrontacje.
- Nie zadzieraj ze mną, wiem-to-wszystko-bo-spędziłam-całe-życie-w-bibliotece-Granger, bo mogę ci zrobić krzywdę. – Syknął
- Ha ha ha. Krzywdę? Ty? – zaśmiała się gryfonka – Może przypomnieć ci incydent z trzeciej klasy, tak to moja pięść popieściła twój przydługawy nochal?
- Draco, odpuść. Nie chciałbym cię znowu ratować, ostatnio zalałeś mi krwią pół koszuli. – zażartował Zabini – a Ty Granger masz niezły cios, jako jedyna się odważyłaś.
Śmiać się, czy złościć? Dziewczyna była nieco zdezorientowana.
- Nie wymagało to zbytniej odwagi, a tak poza tym to tacy frajerzy powinni dostawać częściej, a Malfoy to już w szczególności.
- Granger, nie pozwalaj sobie! – Blondyn Mocno zacisnął pięści ze złości.
- Odpuść fretko, robisz z siebie tylko pośmiewisko – słusznie spostrzegła, gdyż kilkoro klientów i personel zaciekawieni czekali na dalszy rozwój akcji. Takie występki nie były tu częste.
- Tleniony baranie, zostaw moja przyjaciółkę i spłyń – Nareszcie ruda otrząsnęła się z zaskoczenia i przemówiła
- Wiewióra stul dziób, jak dorośli rozmawiają. – zgasił ją jednym zdaniem i podszedł niebezpiecznie blisko Hermiony. Ścisnął mocno jej lewy nadgarstek, przysunął swoje usta do  ucha dziewczyny i wyszeptał, tak aby tylko ona mogła go usłyszeć.
- Tym razem ci odpuszczę, ze względu na tych gapiów – tudzież skinął głową w kierunku wejścia – ale następnym razem nie będę taki miły. -  Po tych słowach obrócił się na pięcie i skierował do wyjścia, a w ślad za nim poszedł Zabini obrzucając ostatnim, nieco przepraszającym? Spojrzeniem rudą istotę, która teraz wyglądała na nieco przybitą i zawiedzioną.
-Co to miało być? Ginny czemu mnie nie wsparłaś? Co z tobą?

- Hermi, chyba muszę ci o czymś powiedzieć. Nie będziesz szczęśliwa…




***

No hej! 

Jak wam się podobało, drugi rozdział nieco dłuższy, powoli się rozkręcam.
Ze względu, że są wakacje to rozdziały będę dodawać tak średnio co 3 dni.
Bardzo chętnie przyjmę jakieś wasze sugestie, co ewentualnie mogę poprawić.

Prawdopodobnie jest też mniej błędów tym razem, gdyż poprosiłam o sprawdzenie całej notki moja dobrą koleżankę Weronikę. Dziękuję ci kochana :)

Dzięki za za wejścia, buziaki :*


czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 1


"Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko. 
Tyl­ko wte­dy uda nam się pojąć, 
jak wiel­kim cu­dem jest życie."




Delikatne promienie słońca przebijały się przez okno w pokoju na pierwszym piętrze. Delikatnie oświetlając twarz śpiącej dziewczyny, a może już młodej kobiety?
Wydawać by się mogło, że śniła o czymś naprawdę przyjemnym, kąciki jej pełnych, różowych ust były lekko uniesione, a twarz wyglądała na spokojną. Nawet pod przymkniętymi powiekami można było dostrzec, wielkie i ładnie zarysowane oczy, a na prawy policzek spływał niewielki kosmyk jej gęstych, nieco puszystych, brązowych włosów.
 Leżała na łóżku w swoim niedużym, ale bardzo zadbanym pokoju, każda najmniejsza rzecz, miała tutaj swoje własne miejsce, wszystko dobrze poukładane i zorganizowane, pokój perfekcjonistki. Łóżko znajdowało się pod średnich rozmiarów oknem, po przeciwnej stronie można było dostrzec drzwi wyjściowe, a zaraz obok dużą szafkę z najróżniejszymi książkami, widać, że lubiła czytać. 
 W ścianie obok, była średnich rozmiarów wnęka, która służyła za coś w rodzaju garderoby, nie było tam dużo ubrań, zaledwie kilka kompletów, na parę dni i jakiś strój wizytowy, nie była biedna, po prostu stawiała na minimalizm i prostotę we wszystkim. Oprócz tego w pokoju znajdowało się jeszcze biurko i kilka szafek.

Zapowiadał się piękny dzień, gdyż słońce coraz nachalniej wdzierało się do pokoju dziewczyny. Nic dziwnego, mieliśmy w końcu środek wakacji. 
Pierwszy miesiąc wolnego brązowowłosa spędziła na, cóż dla niektórych może to dziwne, ale na nauce. Była bardzo ambitna, może nawet trochę przesadnie przejmowała się ocenami. Chciała być najlepsza, nie wiedziała skąd u niej się to brało, po prostu tak miała od pierwszej klasy i tyle. Ale pomimo ciągłej nauki, nie zapominała o swoich przyjaciołach, którzy zawsze przy niej byli, czy była szczęśliwa, czy smutna, zawsze mogła na nich liczyć, a oni na nią. Była świetną przyjaciółką i dobrą córką. Bardzo kochała rodziców i wiedziała rozłąka jest dla nich bardzo trudna. Gdy wyjeżdżała na parę miesięcy do szkoły, mogli utrzymywać z nią kontakt tylko poprzez listy. Dlatego kiedy tylko miała okazję być w domu, spędzała z nimi jak najwięcej czasu.

Dziewczyna nie znacznie poruszyła się na łóżku, lekko pociągnęła nosem powietrze a na jej twarz wpłynął większy uśmiech, czyżby poczuła zapach śniadania? Jej oczy bardzo powoli się rozszerzały, starając przyzwyczaić się do ostrego światła. Po kilkunastu sekundach, już lekko rozbudzona przetarła swoje wielkie, brązowe oczy, zamrugała kilkakrotnie i podniosła się do pozycji siedzącej. Włosy miała w wielkim nieładzie, sterczały we wszystkie strony, a koszulka nocna była nieco pognieciona.
 Przeciągnęła się, by rozprostować kości po długiej nocy i ruszyła wesołym krokiem do łazienki, wcześniej zabierając kilka letnich ubrań.
Z kuchni można było usłyszeć radosne podśpiewywanie i brzęk przesuwanych talerzy i szklanek. 

- Hermiona, wstałaś już? Śniadanie prawie gotowe. - wołała radośnie kobieta z kuchni.
- Tak, tak. Zaraz zejdę mamo – odpowiedziała pospiesznie i zabrała się za rozczesywanie, swoich długich włosów.
Ubrana była w krótkie, szare dresowe spodenki i zwykły biały t-shirt. Gdy rozczesała już włosy, związała je w wysokiego kucyka i zbiegła szybko do kuchni.
- Hej mamo – przywitała się
- Cześć skarbie, przygotowałam jajecznice tak jak lubisz.
Na stole kuchennym stała patelnia ze średnio ściętą jajecznicą, tak jak lubiła i szklanka świeżo wyciskanego soku z pomarańczy.
- Dzięki mamo. – odpowiedziała grzecznie, po czym wzięła się za jedzenie – Co planujesz ugotować na obiad? Mogłabym ci pomóc jak chcesz. – zapytała, a jednocześnie zaoferowała swoją pomoc rodzicielce.
- Nie trzeba Hermi, poradzę sobie, na dzisiaj przewidziałam zapiekankę warzywną.  – powiedziała zgodnie z prawdą i przyjrzała się swojej córce która bardzo szybko pochłaniała posiłek. - nie jedz tak szybko, bo się jeszcze udławisz.
- Muszę się pośpieszyć, bo trochę zaspałam. Zaraz będzie bardzo gorąco na dworze, a ja chciałam jeszcze pobiegać.

Po tegorocznym powrocie ze szkoły nasza mała Gryfonka postanowiła zrobić coś dla własnego organizmu  i od miesiąca, codziennie rano spędzała godzinę na bieganiu. Przez pierwsze kilka dni było ciężko, ale po tygodniu już weszła we wprawę i biegała z przyjemnością. Miłym zaskoczeniem było dla niej również, to że zrzuciła trzy kilogramy, a jej sylwetka stała się nieco smuklejsza. Chociaż wcześniej nie wyglądała wcale źle, to trzeba przyznać, że trochę sportu wcale jej nie zaszkodziło.
Odłożyła naczynia do zlewu i żegnając się z mamą krótkim „niedługo wrócę”, założyła sportowe buty i wybiegła z domu, zabierając po drodze małą butelkę wody z kuchennego blatu.
Gdy biegała czuła się wolna, miała dużo czasu na rozmyślanie o przyszłości, o tym co czeka ją na szóstym roku w Hogwarcie, jakie ciekawe przygody przeżyje ze swoimi przyjaciółmi tym razem. Na samą myśl o Harrym i Ronie, zrobiło jej się troszkę smutno. Nie widzieli się cały miesiąc, więc strasznie za nimi tęskniła.

Jak wrócę do domu, to wyślę im sowę, może nawet ich odwiedzę. Uśmiechnęła się do własnych myśli i skręciła w prawo, w wąską uliczkę.

*

Tym czasem pewien przystojny Ślizgon konsumował swój pierwszy posiłek tego dnia, przygotowany przez skrzaty domowe, był na tyle leniwy, że zażądał by mu go podano do łóżka. Ten to miał życie, wszystko podsuwane mu było pod sam nos, nie musiał się w ogóle wysilać, zawsze dostawał co chciał, mając zaledwie trzynaście lat rodzice podarowali mu skrytkę w Banku Gingota, z pokaźna sumką galeonów, która prawdopodobnie miała zastąpić mu ich miłość i brak czasu. Chłopak spędzał każdy dzień wakacji tak samo, długie spanie, jakiś posiłek, latanie na miotle, czasem odwiedziny któregoś ze szkolnych przyjaciół, przeglądanie domowej biblioteki w poszukiwaniu czegoś ciekawego do czytania, co w gruncie rzeczy kończyło się zawsze wielka klapą, trochę znęcania się nad skrzatami domowymi i spanie. Każdy dzień nudny i taki sam. Jedyne o czym myślał to jak najszybszy powrót do głupiej szkoły, której w gruncie rzeczy nie znosił, ale tam przynajmniej się coś działo.

Draco właśnie popijał sok dyniowy, gdy nagle drzwi do jego pokoju otworzyły się z wielkim hukiem, a stanął w nich nie kto inny jak Blaise Zabini, jego najlepszy przyjaciel. Biedny chłopak, nie przyzwyczajony do takich atrakcji na co dzień, wypuścił z wrażenia szklankę z sokiem, który zalał mu pokaźną część pościeli.

- Blaise! Ty idioto, jestem cały mokry! – Wydarł się pan blond arystokrata na przybysza.
- Oj Smoku, Ale z ciebie niezdara. – Zaśmiał się i zajął miejsce na fotelu pod kominkiem. – Przybyłem cię uratować.
Draco spojrzał wściekle na nieoczekiwanego gościa po czym zaczął czyścić siebie i pościel z niedopitego napoju.
- A przed czym to miałbyś mnie ratować? – zapytał poirytowany i zajął miejsce na brzegu, swojego pokaźnych rozmiarów łoża.
- A przed tobą samym, Smoku. Twoja matka żaliła się mojej, że nie wychodzisz z domu, całe dnie gnijesz w łóżku, a nawet masz takiego lenia, że sam po śniadanie nie zejdziesz, tylko wykorzystujesz te biedne stworzenia. – odpowiedział i uśmiechnął się z błyskiem w oku – Więc oto jestem, Ja twój wybawca.
- Biedne stworzenia?! – oburzył się arystokrata – a coś ty się na mózg z Granger – wiem –to –wszystko – lepiej – od –ciebie  zamienił?
- Smoku, natychmiast masz przestać marudzić, wciągnąć na te swoje cztery litery jakieś ciuchy i wyjść ze mną do świata żywych. No i nie dyskutować – dodał gdy dostrzegł, że chłopak otwierał usta, aby się sprzeciwić.
W kierunku Zabiniego zostało tylko posłane spojrzenie w stylu "gdyby wzrok mógł zabijać, to byłbyś już martwy drogi przyjacielu". No i nic więcej nasz blond włosy chłopak nie odpowiedział, tylko zrezygnowanym krokiem skierował się do łazienki.
- Tylko się pośpiesz, nie mamy całego dnia – usłyszał jeszcze zamykając drzwi.

Ale ten Blaise jest wkurzający, ja mu jeszcze pokażę jak wspaniały może być dzień spędzony z Malfoy'em nie w humorze.





*************

Hej,
 tak jak obiecałam rozdział jest już dzisiaj, może nie zbyt długi, ale to dopiero moje początki, więc liczę na wyrozumiałość i cenne wskazówki, na temat tego co można poprawić/zmienić.

Dzięki, do następnego :)


Słowem wstepu

Hej Wszystkim!

Jak widać będzie to blog o Dramione, historia widziana moimi oczami. Jak mi to wyjdzie zobaczycie sami już niedługo :)

Jestem wielką fanką wszystkiego co związane z Harrym Potterem, książki, filmy, blogi.
Moja mała przygoda z blogami rozpoczęła się jak miałam 12 lat i tak zostało aż do teraz, przeczytałam niezliczone ilości opowiadań, a zakochałam się w większości.

W końcu nadszedł czas, na stworzenie czegoś własnego. Jest to moja pierwsza taka historia, dlatego wasze komentarze bardzo pomogą mi w ulepszaniu i rozwijaniu tej historii :)

Akcja będzie toczyć się na szóstym roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Voldemort nie istnieje, ale stosunki Gryffindor, Slytherin pozostają niezmienne.

Już niedługo pierwszy rozdział, zapraszam do czytania.