piątek, 18 marca 2016

Rozdział 16


"W ciężkiej chorobie tkwi dobro.
  Kiedy ciało słabnie,            
silniej czuje się duszę."  



Cała noc była jednym wielkim koszmarem, dla młodej dziewczyny. Nie mogła spać, przez niekończący się złośliwy kaszel i równie bolesne kłucie w klatce piersiowej. Eliksiry które w środku nocy dostarczył jej Draco, praktycznie nie przyniosły żadnej ulgi. Tak samo też eliksir nasenny, niby zadziałał, ale z bardzo dużym opóźnieniem.
Po przebudzeniu było jeszcze gorzej, ledwie dała rade mówić, gardło piekło ją niemiłosiernie. Każdemu oddechowi towarzyszył przeciągły świst, wydobywający się gdzieś z okolic jej klatki piersiowej. Ogólne osłabienie nie pozwoliło się dziewczynie nawet podnieść z łóżka. Jedyne co mogła zrobić, to ze złością wpatrywać się w drzwi prowadzące do łazienki. Gdzieś tam po drugiej stronie pomieszczenia, zapewne smacznie sobie spał sprawca jej obecnego stanu.
- Przecież ja się zaraz wykończę… - mruknęła, podejmując kolejną próbę dźwignięcia się z łóżka. Na marne.
Wiedziała, że jej obecny stan, to nie przelewki. Musiała jak najszybciej dostać się do skrzydła szpitalnego. Ale jak miała tego dokonać, nie zdolna nawet do oderwania głowy od poduszki?
Malfoy…- Podpowiedział jej cichy głosik. Ale jak go tu zwabić? - Myśl Hermiona, myśl…  - odezwał się ponownie.
Po krótkiej chwili zastanowienia, dostrzegła obok łóżka swoją drewnianą różdżkę.
- I to jest jakiś pomysł… - mruknęła, na tyle z siebie zadowolona, na ile pozwalała jej choroba.
Z trudem ściągnęła magiczny przedmiot z małego dębowego stoliczka. Machnęła dwa razy w stronę drzwi, a te otworzyły się z hukiem. Machnęła ponownie, a drzwi na powrót się zamknęły, mocno przy tym trzaskając. Powtórzyła czynność jeszcze kilka razy. Przy ostatnim machnięciu, Draco niemal dostał drzwiami w czoło. W ostatniej chwili odskoczył na bezpieczną odległość. Ten chłopak na prawdę posiadał świetny refleks.
- Powiesz mi Granger, dlaczego o ósmej rano starasz się wyrwać drzwi z zawiasów? To taka nowa forma rozrywki, książki już ci się przejadły?
- Nie musiałabym tego robić, gdybyś nie był takim idiotą.
- Dlaczego wszystko sprowadza się do tego, że nazywasz mnie idiotą, Granger?
- Bo może nim jesteś? – wychrypiała.
- Radze oszczędzać głosik, bo  z tego co słyszę już z nim jest kiepsko. Albo… Perspektywa milczącej Granger jest bardzo kusząca. Więc jak ci minęła noc? – zaśmiał się przeciągle.
- Nie prowokuj mnie.  – zagroziła, ale dość słabo jej to wyszło. – Eliksiry na mnie nie działają, jestem osłabiona. Mógłbyś iść do skrzydła szpitalnego i załatwić mi coś mocniejszego? – zapytała z nadzieją w głosie.
- Trzeba było tak od razu, coś mocniejszego, to ja mam w barku. Wystarczy tylko poprosić.
- Malfoy. Jak ty mnie dener… - niespodziewanie w połowie zdania głos Gryfonki zamilkł. Było to nieco komiczne, gdyż dziewczyna bezdźwięcznie poruszała ustami. Wyglądała jak ryba pozbawiona wody. Przerażenie pojawiło się na jej pobladłej twarzy.
- Dzięki ci Merlinie! – Uradował się chłopak . – doigrałaś się, teraz przynajmniej będę miał spokój.
Blondyn wprost umierał ze szczęścia, cisza, spokój. Granger w końcu zaniemówiła. Mógłby się tak radować bez końca, gdyby nie powracające dziwne ukłucie w brzuchu. Wyrzuty sumienia ponownie dały o sobie znać. Obecna sytuacja dziewczyny była tylko i wyłącznie winą nierozsądnego zachowania Ślizgona.
Hermiona jedyne co mogła zrobić to złożyć dłonie w geście prośby i dodać do tego smutną minkę. Przecież na każdego działały te sztuczki. Lecz Malfoy, to był Malfoy. Niewzruszony skrzyżował ręce na piersi i z politowaniem przyglądał się młodej, schorowanej dziewczynie.
- Co by tu z tobą zrobić? – pytanie skierował bardziej do samego siebie. – Pójdę ci po te leki Granger, jeśli przyrzekniesz, że nie wyjawisz powodu swojej nagłej choroby. Nie chce kłopotów.
Dziewczyna nie wierzyła, że to jest jedyny warunek jaki musi spełnić, by chłopak jej pomógł. Kiwnęła głową na znak zgody.
- A i napiszesz mi ten esej na eliksiry. Ten co mamy oddać za tydzień. – dodał wiedząc, że w tym momencie zgodzi się na wszystko.
Gryfonka po tych słowach chłopaka, zrobiła naburmuszoną minę, ale przytaknęła grzecznie.
- Grzeczna dziewczynka. To ja idę do skrzydła, a ty siedź cicho, nigdzie nie chodź, najlepiej w ogóle się nie ruszaj. – Zaśmiał się. – A nie, sorry… i tak nie możesz. – dodał rozbawiony i nie kwapiąc się zakładaniem jakiegoś przyzwoitego ubrania, wymaszerował w piżamie na korytarz.
Kiedy drzwi za chłopakiem zatrzasnęły się z lekkim hukiem, posmutniała dziewczyna złapała się za obolałe gardło. Z irytacją powiodła wzrokiem do miejsca w którym jeszcze kilka sekund temu stał jej największy wróg. Wystawiła język w powietrze, co wyglądało bardzo śmiesznie zważywszy na obecną sytuację.
Wkopała się w pisanie czterostronicowego wypracowania i to jeszcze na eliksiry. Ale co mogła zrobić, kiedy jej samopoczucie równało się stwierdzeniu „zaraz umrę”. Dziewczyna będąc chora, zawsze zaczynała lekko panikować. W tym momencie niemal z wytęsknieniem oczekiwała powrotu Malfoy’a. Minuty mijały, a chłopaka nie było. Nadzieja na szybkie zniwelowanie bólu oddalała się od Gryfonki wielkimi krokami.

*

- Haloo, jest tu ktoś?! – Zawołał w przestrzeń.
- O co chodzi? Co się dzieje? – Zapytała zaspana kobieta wybiegająca z prywatnych kwater.
- Może mi pani dać coś mocniejszego? Granger nadal źle się czuje i…
- Ah…To ty. Z wczoraj… - Słusznie zauważyła pielęgniarka. – Jak zły jest jej stan?
Jak zły jest jej stan??? Tragiczny. To kujonka, do tego z szopą kłaków na głowie i z tym natrętnym, piszczącym, przemądrzałym głosem… - Pomyślał.
- Jest rozpalona, leży w łóżku, świszczy irytująco i wkurza wszystkich dookoła siebie. Aaaaa i straciła głos.
- Nie jest dobrze, nie jest… poczekaj tutaj pójdę po jakieś leki. – zaniepokoiła się pielęgniarka.
- Mhm.. – Mruknął w odpowiedzi.

*

W końcu po dwudziestu minutach drzwi do dormitorium zostały otwarte, a do środka wmaszerowały dwie postacie. Jedna bardzo przejęta stanem dziewczyny, a druga zastanawiała się nad tym, co mogło by na dobre wykończyć małą Gryfoneczkę.
- Panie Malfoy, proszę wyjść. Muszę zbadać pannę Granger. Zawołam Pana jak skończymy.
- To nie będzie konieczne. – Odpowiedział mało uprzejmie.
Kiedy chłopak opuścił pomieszczenie, pielęgniarka zabrała się za badanie Hermiony. Obejrzała jej dokładnie gardło, sprawdziła migdałki. Przebadała ją różdżką niemal na wylot, przynajmniej tak stwierdziła w duchu zmęczona dziewczyna. Podczas całego badania, kobieta mruczała sama do siebie trzy słowa, „nie jest dobrze”.
- Panno Granger, z przykrością muszę stwierdzić, że ma pani zapalenie płuc i to bardzo złośliwe. Mało eliksirów na panią działa. Nie do końca wiem dlaczego. Jednakże jedno jest pewne, musi pani zostać w łóżku co najmniej przez tydzień. Absolutnie nie sama, jest pani chora, co jest równoznaczne z potrzebą towarzystwa, ktoś musi panią pilnować. Poproszę Dyrektora, aby zwolnił panią jak i pana Malfoy’a z lekcji w tym tygodniu. Popilnuje on panią i pomoże w przyjmowaniu leków.
Hermiona po tych słowach niemal zakrztusiła się powietrzem. Z przerażeniem w oczach patrzyła na, w tym momencie okrutną pielęgniarkę.
- Oh.. Widzę, że jesteś szczęśliwa kochana. To dobrze. Ciekawa jestem tylko gdzie się tak załatwiłaś. Mogłabyś odpowiedzieć wyczarowując słowa w powietrzu?
Hermiona pochwyciła różdżkę, a tuż przed oczami kobiety pojawił się napis.
„ Latanie na miotle jest niebezpieczne również dla organizmu.”
- Wy i ten quidditch. Kto to w ogóle wymyślił, tylko same kłopoty przez tą grę. – Marudziła pod nosem kobieta. – Zostawiam na biurku eliksiry i karteczkę z dawkowaniem. – Idę poinformować pana Malfoy’a. Gdyby coś się działo proszę dawać znać.
Opuściła pomieszczenie, zostawiając zdruzgotaną Hermionę z natłokiem myśli. Nie było jej jednak dane długo rozpaczać, bo już po kilku sekundach w jej pokoju stanął nie kto inny jak wielki pan Malfoy. Gryfonka jęknęła z rozpaczy.
- Wiesz co Granger, To wszystko twoja wina. Toż to jest wykorzystywanie. Słyszałaś, co to stare wredne próchno wymyśliło? Że niby mam tu z tobą siedzieć i dotrzymywać ci towarzystwa. Czy ja wyglądam na towarzyską niańkę?! – Wrzeszczał.
„ To jest tylko i wyłącznie twoja wina, Malfoy. Ja jestem biedną ofiarą twojego nierozsądnego, porywczego zachowania.” – Czerwone literki zakołysały się w powietrzu.
- No nie. Znalazłaś sposób żeby mnie znowu wkurzać, tym swoim nieustannym gadulstwem.  – Westchnął wpatrując się w już znikające zdanie. – Tak się bawić nie będziemy. Jeśli już mam tu siedzieć, to na moich zasadach, oddawaj różdżkę.
„Nie” – Szkarłatne literki ponownie zawisły w powietrzu.
- Nie prowokuj mnie Granger. – Powiedział i jednym zwinnym ruchem wyrwał oburzonej dziewczynie magiczny przedmiot. – Łap książkę i poszukaj czegoś do projektu.
Rzucił w brunetkę książką o rzadkich magicznych roślinach, piórem, atramentem i dużymi kurtkami na notatki. Hermina na szczęście złapała atrament, zanim zdołał się rozlać się na piękną złotą pościel. Książka i pióro wylądowały dokładnie na jej kolanach, a plik kartek uderzył ją w głowę. Zdenerwowana, pochwyciła pergamin w rękę i mocząc pióro w atramencie zaczęła coś gryzmolić zawzięcie.
„ Nie będę odwalać całej roboty za ciebie i nie rzucaj we mnie czym popadnie, bo ja również nie mam ochoty znosić twojej obecności w moim pokoju.” – Pojawił się czarny napis na białym papierze.
- Jak miło... – Zamruczał. – Weź się lepiej do roboty, ja poszukam jakichś zaklęć obronnych przed magicznymi zwierzętami. No co tak patrzysz? Nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie, a kobieta i obrona przed czarną magią, to zawsze jedna wielka porażka, więc weź się lepiej za szukanie czegoś o roślinkach.
Sam jesteś roślinka Malfoy. – dodała w myślach, ale zabrała się za przeglądanie książki.
Czas mijał im w miarę szybko. Dziewczyna nie dała rady mówić, co niesamowicie ją irytowało, a za co chłopak dziękował Merlinowi. Notatki blondyna zajmowały już dwie strony pergaminu, kiedy w pokoju pojawił się zgredek z tacą ze śniadaniem dla dwojga uczniów. Początkowo Draco nie chciał się podzielić jedzeniem z dziewczyną, ale po kilku oburzonych grymasach pojawiających się kolejno na jej twarzy postanowił z bólem serca oddać połowę jajecznicy Gryfonce.
Czas do obiadu minął im w tej samej ciszy co do śniadania. Około godziny siedemnastej spokój panujący w pokoju zaczął strasznie przeszkadzać dziewczynie. Stawał się on niemal krępujący. Hermiona co chwila zerkała to na swoje marne notatki, to na blondyna. Po kilku minutach wewnętrznej walki podjęła trudną decyzję. Wzięła kawałek pergaminu i naskrobała na nim kilka słów, po czym zmięła kartkę i rzuciła nią w chłopaka, tak że oberwał prosto w czubek głowy.
- Co do cholery? – Zapytał odrywając się od lektury.
„ Nudzi mi się… Zróbmy cos…” – Przeczytał napis na karteczce. Rozbawiło go to niewinne stwierdzenie dziewczyny. Cieszył się również, że ta propozycja wyszła z jej strony, bo sam również zaczynał się niemiłosiernie nudzić.
- To co chcesz robić?
Odpowiedziała mu wzruszeniem ramion. Mógł się tego spodziewać.
- Dobra oddam ci różdżkę i możemy zagrać w jakąś czarodziejską planszówkę, co ty na to?
Kiwnęła mu głową na znak zgody. Malfoy i gry planszowe czarodziejów? Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Draco zniknął za drzwiami łazienki.
Gry planszowe czarodziejów różniły się nieco od mugolskich. Po pierwsze plansze były ruchome a pionki zazwyczaj miały swoje humory. Zasady ustalało się zazwyczaj indywidualnie przed rozpoczęciem gry i rzadko można było oszukiwać. Gdyż do każdej gry dołączony był mały przedmiot sprawdzający poprawność odpowiedzi.
- Mam nadzieje, że lubisz „Zaginiony skarb”, bo nie mam zamiaru wracać się po inną grę.
Po prawdzie Hermiona grała tylko w kilka tego typu gier, zazwyczaj jak Ron, czy Harry nudzili ją pół dnia, by się do nich przyłączyła.
Przytaknęła głową na słowa blondyna i odebrała od niego różdżkę. Czuła się nieco lepiej, jak nad ranem. Eliksiry musiały zacząć działać. Draco zajął miejsce na łóżku, zmuszając Gryfonkę do podkurczenia nóg. Rozłożył zapierającą dech w piersiach planszę pomiędzy nimi.
Kwadratowa gra wyglądała jak pomniejszona sceneria jakiejś mugolskiej bajki dla dzieci. Znajdowały się w niej miejsca takie jak, zamek, rzeka, przerażający las, czy kilka małych chatek. Wszystkie te scenerie były w trójwymierze i tętniły życiem. Chłopak położył dwie figurki na jednym z boków planszy, gdzie widniał napis START.
- Ja chce grać blondynką – Wychrypiała ledwo słyszalnie, jej głos chyba wracał do normy. Wskazała na figurkę, która po tych słowach zrobiła oburzoną minę i splotła dłonie na piersi.
- Granger! To jest facet, a nie blondynka! Poza tym coś krótko trwało to twoje zaniemówienie.
Rozbawienie zagościło na twarzy Gryfonki, za co figurka pokazała jej język.
- Hah, a ciebie ktoś kiedyś pomylił z ponętną blondynką, Malfoy? – Zapytała szeptem niby to niewinnie.
- Ty chyba masz gorączkę. Nie gramy.
- Nie, nie, nie, żartowałam. – Przy ostatnim słowie głos ponownie jej się załamał. Najwidoczniej leki dopiero co zaczynały działać i gardła nie należało za bardzo przeciążać.
- To trochę kiepskie te twoje żarty. – Wycedził przez zęby i począł się poważnie zastanawiać, czy aby na pewno dobrze postąpił przynosząc tą grę.
„Jakie są zasady?” – Wyczarowała literki w powietrzu, z obawy o swój głosik.
Draco uśmiechnął się pod nosem, że jednak nie będzie musiał znosić jej gderania.
- Rzucamy kostką, a figury przesuwają się o daną liczbę oczek, po czym pojawia się pytanie na które możesz odpowiedzieć „tak”, lub „nie”. Jeśli odpowiesz poprawnie, to twoja postać zostaje na swoim miejscu, a jeśli nie, to wraca do poprzedniej pozycji. Proste.
Kiwnęła mu głową na znak, że zrozumiała.
- Kobiety mają pierwszeństwo.
Zdziwiona tym nagłym zachowaniem dziewczyna, niepewnie wzięła do ręki niewielką, białą kostkę. Rzuciła okiem na swoją figurkę. Była to brązowowłosa dziewczyna w kusym stroju.
No tak, ciekawe co jeszcze Malfoy robi z tymi lalkami. – Uśmiechnęła się do własnych myśli i wyrzuciła pięć oczek.
Kiedy figurka przesunęła się bliżej w kierunku lasu, nad planszą pojawił się czarny napis.
„Czy Nicolas Flamel był stwórcą kamienia filozoficznego?” „TAK” „NIE”
Phii, banał. – Pomyślała i wybrała odpowiedź, „TAK”. – Jak tak będzie przez cały czas, to nie ma szans żebym przegrała.
Gra była zacięta, początkowo, żadne z nich się nie myliło. Pytania były raz prostsze, raz trudniejsze. Odnosiły się do wielu dziedzin magicznych, Hermiona na swoje nieszczęście bardzo często trafiała na eliksiry, za którymi nie za bardzo przepadała. Kiedy jej figurka była zmuszona cofnąć się z powodu złej odpowiedzi, w odwecie cicho chichotała z błędu brunetki.
Po około godzinie, zabawy i wzajemnego naśmiewania się z głupich błędów jakie oboje popełniali, ktoś zapukał do drzwi. Hermiona uniosła zaciekawione spojrzenie w kierunku wejścia.
- Wejść. – Krzyknął Draco, analizując całą sytuację na planszy. Według swoich spekulacji, miał jeszcze szansę dogonić dziewczynę.
- Hermiona? Malfoy? – Zapytała zdezorientowana Ginny.
Mały rudzielec stał z szeroko otwartymi oczami i ze zdziwieniem wpatrywał się w siedzącą na jednym łóżku i roześmianą parę młodych czarodziejów.
- Nie zauważyłem, żeby przebywanie w towarzystwie Granger jakoś szczególnie wpłynęło na mój wygląd zewnętrzny i odwrotnie. – Hermiona na te słowa wywróciła oczami.
- Yyy, nie. Ja przyszłam tylko zobaczyć co z tobą Hermi. Nie było cię na żadnym posiłku, ani zajęciach.
- Doceniam twoją uprzejmość, ale spoko możesz powiedzieć to co chciałaś „ przyszłam sprawdzić,  czy Granger jeszcze żyje” – Zaczął przedrzeźniać dziewczynę.
- Wcale nie chciałam… A właściwie to Hermiona umie mówić.
- Przykro mi, ale w tej chwili nie umie. – Odpowiedział wyrzucając jednocześnie trzy oczka.
- Co to ma znaczyć? Hermiona?
- Jest chora, straciła swój jakże słodki, uroczy głosik, co jest mi bardzo na rękę, od kiedy dowiedziałem się, że będę robił za jej niańkę.
Ginny stała jak wryta gapiąc się na uśmiechniętego Malfoy’a i zamyśloną przyjaciółkę. Dopiero po chwili dostrzegła planszę do gry, leżącą pomiędzy nimi.
- Ojej, Zaginiony skarb. – Krzyknęła zaskoczona, ale jednocześnie uradowana. To była jedna z jej ulubionych gier.
- Jak poczekasz dziesięć minut, to możesz zagrać z nami drugą kolejkę.
Ruda mimo uprzedzeń do chłopaka, zdecydowała się przytaknąć i nie mówić nic obraźliwego. Tak dawno nie grała w tą grę. Usiadła po prawej stronie Hermiony i z zainteresowaniem oglądała rozgrywkę. Nie długo musiała czekać, by zobaczyć triumf przyjaciółki.
Zdeterminowany przegraną Draco, obiecał sobie, że następna runda z tymi dwoma Gryfońskimi dziewczynami, będzie należeć do niego.
Tak bardzo się pomylił, tym razem wygrała młodsza z dziewczyn, wprawiając blondyna w stan stopniowego wzrostu zdenerwowania.
Zagrali jeszcze dwie kolejki w których udało się chłopakowi w końcu zwyciężyć. Przerwali dopiero w tedy, jak Hermiona mruknęła, że jest zmęczona. Zażyła swoje lekarstwa i zasnęła słodkim, spokojnym snem. A pozostała dwójka rozeszła się do własnych Dormitoriów.

*

Kolejne dni w towarzystwie Ślizgona mijały podobnie, do obiadu zajmowali się projektem, później nadrabiali wspólnie zaległości w lekcjach, by na wieczór zagrać w jakąś grę. Hermiona już na drugi dzień prawie w pełni odzyskała swój głos, ale o dziwo nie kłóciła się z chłopakiem tak często, jak wcześniej. Trzy dni później zaczęła czuć się już w miarę dobrze. Można powiedzieć, że nie odczuwała już żadnych negatywnych skutków choroby. Widocznie mocniejsze eliksiry w końcu na nią zadziałały i wyleczyły to wstrętne zapalenie płuc, z którym w świecie mugoli walczyła by pewnie w szpitalu popodpinana do różnorodnej aparatury. Jednak mimo nalegań i zapewnień o dobrym stanie, Pomfrey nie pozwoliła jej jednak wrócić na zajęcia, aż do następnego tygodnia.

Kolejny tydzień przyniósł ze sobą mroźne powietrze i nagłą zmianę w zachowaniu jej sąsiada zza ściany.




*

Jest kolejny, z góry przepraszam, że taki bez akcji i wgl, ale w moim życiu obecnie też nie dzieje się za wiele <przeziębiona>.
W kolejnym rozdziale obiecują się poprawić. Uznajmy, że te był takim rozdziałem przejściowym :)

sobota, 5 marca 2016

Rozdział 15

Tym razem dedykacja dla, Madzik M
która również mnie nie opuściła
po tak długiej przerwie

"Człowiek jest tak cudownie skonstruowany,
 że zawsze zrzuca winę na innych.
 Albo przynajmniej wynajduje sobie 
okoliczności łagodzące."


Poniedziałkowego ranka, dokładnie około godziny siódmej rano rozległ się przeraźliwy dźwięk w dormitorium na czwartym pierze. Był to niewielki budzik leżący na szafeczce przy łóżku brązowookiej. W tym momencie była to rzecz najbardziej znienawidzona przez dziewczynę. Wyrwana ze spokojnego snu Gryfonka nie mogąc poradzić sobie z budzikiem, już po paru chwilach boleśnie wylądowała na twardej podłodze, no może dywan trochę zamortyzował upadek. Rozwścieczona i już całkowicie rozbudzona, podniosła się na równe nogi i z morderczym wyrazem twarzy podeszła, do cały czas dzwoniącego przeraźliwie przedmiotu.
- Ty mały, wredny zakłócaczu spokojnego snu, doigrałeś się!
Krzyczała na mały przedmiot, który w dalszym ciągu nie chciał się uciszyć. Zdenerwowana do granic możliwości, cisnęła z całych swoich sił budzikiem dokładnie w stronę łazienkowych drzwi, które w tym samym momencie zostały otwarte od drugiej strony. Mało brakowało a blondwłosy chłopak straciłby swoją śliczną główkę. W ostatnim momencie z zaskoczeniem w oczach uchylił się przed nadlatującym przedmiotem, w myślach dziękując za to, że quidditch wyrobił w nim tak dobry refleks, nawet o siódmej rano po nie przespanej nocy.
Za plecami chłopaka rozległ się głośny huk, a następnie można było usłyszeć dźwięk opadającego tłuczonego szkła. Gryfonka widząc swojego sąsiada w dość dziwnej w tym momencie pozie, z groźną miną nie zwiastującą nic dobrego,  w dodatku w samych spodenkach, które prawdopodobnie służyły mu za piżamę, miała ochotę uciec pod łóżko, albo najlepiej wyskoczyć przez okno, cokolwiek byle tylko znaleźć się jak najdalej od rozwścieczonego arystokraty. Dopiero po paru chwilach zdała sobie sprawę z tego, że ona sama również nie posiadała na sobie zbyt dużo materiału. Jej piżamka składała się z fioletowej cienkiej koszulki na ramiączkach i bardzo króciutkich spodenek. Hermiona zaczerwieniła się jak dojrzały burak, spuściła wzrok na swoje stopy i czekała na reakcję chłopaka.
- Granger! Ocipiałaś?! – Zaczął wrzeszczeć, lecz brunetka mu przerwała.
- Wyrażaj się! – Zwróciła mu automatycznie uwagę za wulgarny język, czego pożałowała po następnych słowach.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić! Nie po tym jak próbowałaś z samego rana mnie zabić! Zaraz mnie popamiętasz Granger. Następnym razem się zastanowisz dziesięć razy zanim zrobisz coś głupiego, lub zaplanujesz zamach na moją niewinną, wybitnie zdolną osobę.
Kolejne zdarzenia potoczyły się bardzo szybko. Rozjuszony do granic możliwości Draco Malfoy machną swoją drewnianą różdżką, którą cały czas trzymał w prawej dłoni, co umknęło wcześniej młodej Gryfonce.
Kilka sekund później w jego ręce spoczęła miotła wyścigowa i czarna sportowa bluza. Bluzę założył, miotły dosiadł, okno otworzył zaklęciem, i nim Hermiona zdążyła choćby wydać pisk przerażenia, lub pomyśleć o ucieczce, to już szybowała razem ze swoim odwiecznym wrogiem nad błoniami, jakieś kilkanaście metrów nad ziemią, w samej przewiewnej piżamce. Na dworze panowało niesamowite zimno, było pochmurnie i lada chwila mogło zacząć padać. Dziewczyna trzęsła się jak galareta i nie wiadomo, czy bardziej z zimna, czy ze strachu.
- I co Granger? Fajne widoki? – zapytał z sarkazmem blondyn, który na własnej skórze odczuwał zimne podmuchy wiatru, ale nie był, aż tak roznegliżowany jak dziewczyna.
- Mm..Mmmaaaalllfffooyyy……- zdołała tylko wydukać zanim zamknęła oczy i obróciła się w taki sposób, że swoje półdługie paznokcie wbijała boleśnie w jego klatkę piersiową, bez problemu przebiła się przez jego ciepłą bluzę. Dodatkowo schowała głowę w jego ramionach, dygocząc tak jakby zaraz miała spaść.
- Tego jeszcze nie było. Granger się do mnie łasi. – zaśmiał się – Co ty się ze swoim sierściuchem na mózg zamieniłaś? – zapytał już nieco łagodniej i żartobliwiej, kiedy zrozumiał, że dygotanie dziewczyny wywołane jest bardziej strachem niż zimnem. – Ty żyjesz Granger?
Na dźwięk swojego imienia, tym razem łagodniejszy, drgnęła delikatnie i wydukała tylko tyle, na ile było ją w tej chwili stać.
- Naaaa dółłł… prooooszę.
- Ahh, chcesz na dół Granger, tak? Wiesz, ja preferuję zostać, tutaj w górze, ale mogę zrobić dla ciebie dobry uczynek i pomóc ci zejść. – zaczął miło, lecz wcale nie to miał na myśli. – Gotowa? Uwaga, zrzucam. – to powiedziawszy przechylił miotłę tak, że przerażona Gryfonka zaczęła się powoli zsuwać w dół. Arystokrata po prawdzie chciał tylko nastraszyć biedną dziewczynę, nie miał pojęcia jednak, że miotły, latanie i duża wysokość, to największy strach Hermiony.
W ostatniej chwili, kiedy brunetka miała się już całkiem zsunąć, złapał ją w pasie i poleciał z powrotem do ciepłego dormitorium. Wylądował miękko na dywanie i niemal siłą odkleił od siebie dziewczynę. Kiedy to zrobił, to ze strachem stwierdził, że Granger ma posklejane od drobnych łez rzęsy. Nawet nie przypuszczał, że aż tak bardzo mogła się bać. Jego kara miała bardziej polegać na ochłodzeniu dziewczyny, niż na niemal śmiertelnym jej przestraszeniu. Właśnie obmyślał w swojej niezbyt współczującej głowie, co powinien sensownego powiedzieć, lecz nie dane było mu cokolwiek wyowiedzieć, gdyż Hermiona powróciła do świata żywych.
W sypialni rozpętało się istne piekło. Przedmioty które znajdowały się najbliżej pierwsze poszły w ruch, za nimi kolejne i kolejne, a do tego milion obelg wyrzucanych, przez zazwyczaj słodkie usteczka pani Prefekt.
-Ty chory psychicznie, zapatrzony w siebie arystokrato! Ty skretyniała imitacjo człowieka! Nienormalny, sadystyczny, porąbany imbecylu, dla ciebie leczenie w Mungu, to za mało. Bo tak ciężkiego przypadku kretynizmu nie da się wyleczyć!!! – wrzeszczała rzucając w swojego oprawcę coraz cięższymi książkami jakie znalazła na biurku. Draco widząc ten wybuch i jednocześnie chcąc uniknąć ciężkich obrażeń, w jednej chwili czmychnął do swojego pokoju, barykadując przy tym drzwi, najróżniejszymi zaklęciami. – Tak! Uciekaj ty nie znająca uczuć świnio!
Kończąc swoją wiązankę wyzwisk, upadła zmęczona na podłogę, podkuliła nogi pod brodę i tym razem mniej żywiołowo dała upust emocjom. Łkała cichutko w kawałek swojej skąpej koszulki.


*

Po porannej akcji i miliardzie wypłakanych przez dziewczynę łez, dwójka Prefektów starała się za wszelka cenę siebie unikać. Nie mieli ochoty na konfrontację. Hermionie złość jeszcze nie minęła i nie zapowiadało się by miała minąć, a Draco na myśl o Gryfonce odczuwał takie dziwne, niewygodne wibrację w okolicy brzucha. Już na drugiej lekcji stwierdził, że te jego dolegliwości muszą być spowodowane jakimś szczególnie uciążliwym zapaleniem żołądka. Jeszcze przed obiadem wybrał się do skrzydła szpitalnego po jakieś kojące specyfiki. Biedny chłopak nie wiedział, że na poczucie winy nie ma lekarstwa.
Hermiona właśnie siedziała na obiedzie przy stole Gryffindoru i z cierpiącym wyrazem twarzy, leniwie grzebała widelcem po kurczaku z ryżem, przywołując tym samym zaciekawione spojrzenia swoich przyjaciół.
- Co z tobą Hermiono? Nawet nie tknęłaś obiadu. – zmartwił się Harry.
- Nooo wasne… a jet pysny… - zamlaskał mało zrozumiale Ron.
Dziewczyna jednak nic się nie odezwała, tylko nadal w zamyśleniu przesuwała widelcem po talerzu.
- Co się stało? Powiedz, może będziemy mogli ci jakoś pomóc. – spróbował ponownie brunet. Tym razem Gryfonka odpowiedziała, nieistotne że jednym słowem, bo było to słowo, które wszystko wyjaśniało.
- Malfoy…
- A to wredna świnia, chcesz żebym się do niego przeszedł? – Zapytał rudzielec, kiedy już przełknął przeżuwany kawałek mięsa. – A po co ja pytam. Idę teraz. – Stwierdził i zaczął wstawać, na co Harry zareagował natychmiastowo i pociągnął przyjaciela za ramię z taką siłą, że ten na powrót zajął miejsce przy stole.
- Nigdzie nie idziesz Ron, dopóki Hemiona nas nie poprosi.
- Poprosi? O co poprosi? Kto poprosi? Czy ja słyszałam nazwisko Malfoy? – nowoprzybyła dziewczyna zaczęła wyrzucać ze swych ust potok słów.
- To nie twoja sprawa Ginny.
- Nie moja? Przecież widzę, że Hermiona jest smutna, ty rozwścieczony, Harry zatroskany, a Malfoy właśnie wchodzi do Sali ze wzrokiem, którego nie powstydziłby się sam bazyliszek. – zaczęła wymieniać, a trójka przyjaciół z każdym słowem rudej, wpatrywała się w nią z coraz większym zdumieniem. – No co? Spostrzegawcza jestem.
Kiedy mózg brunetki przetrawił słowa takie jak „Malfoy,  „idzie” i  „bazyliszek”, momentalnie zerwała się z miejsca i wybiegła z Sali, nie chcąc oglądać jego zarozumiałej, narcystycznej gęby.
- Co on jej zrobił?! Doigrał się!
- Ron, proszę cię usiądź, nawet nie wiesz o co poszło. – zaczął Harry. – Ginny?
- Tak?
- Możesz sprawdzić co się stało?
- No pewnie, przecież wiesz, że wtykanie nosa w cudze spawy, to moja specjalność. – to powiedziawszy, mrugnęła do bruneta. Złapała jabłko do ręki i pognała za przyjaciółką.
Biegła za dziewczyną dosyć długo, bo ta nawet po głośnych nawoływaniach, nie miała zamiaru się zatrzymać. Dopiero po pokonanych kilku piętrach zastała Hermionę opierającą się o jakąś balustradę, zdyszaną i zapłakaną. Ginny poważnie się zmartwiła, bo  po prawdzie Hermiona była silną, młodą kobietą i ciężko było ją wyprowadzić z równowagi.
- Hermi, co się dzieje? – zapytała z troską.
- Nic Ginny, zupełnie nic… chlip… - zapłakała.
- Hermiona. Litości, przecież widzę, że coś się stało.
Brunetka otwierała już swoje smutne usta, by opowiedzieć rudej o całym porannym zajściu z Malfoy’em, ale pech chciał, że nagle jakiś młodszy uczeń z zaciekawionym i nieskrępowanym spojrzeniem wyminął stojące na schodach dziewczyny. Hermiona się spłoszyła i na powrót zamknęła usta.
- Nie tutaj proszę…
- Ok. Ale nie zdążymy dojść do twojego dormitorium i z powrotem przed rozpoczęciem kolejnych zajęć, a mam eliksiry ze Snape’em. A wiesz jaki on jest.
- To co proponujesz? – zapytała smutno, powstrzymując się od łez.
- Za zakrętem jest łazienka Jęczącej Marty. Tam nikt nie przychodzi, będziemy miały spokój.
Starsza Gryfonka przytaknęła lekko głową na propozycję przyjaciółki i obie dziewczyny udały się do łazienki.
Ginny miała rację, nie było tutaj nikogo, jak zwykle. Trzeba przyznać, Marta była w czymś naprawdę świetna. Bardzo dobrze odstraszała od siebie tak samo żywych, jak i umarłych.
Usiadły na zimnym parapecie, a Hermiona powiodła zmęczonym wzrokiem na widok za oknem. Nie kwapiła się by rozpocząć rozmowę.
- Więc? – zapytała ruda.
- Nie zaczyna się zdania od więc. – zwróciła uwagę przyjaciółce.
- Och! Hermiono Jane Granger, powiesz w końcu co do cholery się stało? – Gin nieco podniosła głos, nie miała zamiaru się wściekać, ale Hermiona czasami potrafiła być bardzo irytująca.
- Malfoy się stał, jeśli musisz wiedzieć. – Wydusiła po krótkiej ciszy.
- Tak Hermi, Malfoy się stał jakieś siedemnaście lat temu. – odpowiedziała z sarkazmem, zniecierpliwiona. Chciała tylko pomóc, zrozumieć przyjaciółkę, ale zniecierpliwienie brało górę.
- Tak to wiem, stał się by uprzykrzać innym życie, ale nie o to mi chodziło. – zawahała się. – Stało się to dzisiaj rano. Miałam straszny problem z wyłączeniem budzika, który dzwonił przeraźliwie głośno i to tak jakby był jakiś opętany. I z tego wszystkiego wkurzyłam się i cisnęłam nim z całej siły w bliżej nieokreślonym kierunku. Pech chciał, że były to drzwi od łazienki, którą dzielę z tlenioną fretką. Ginny, jestem taka zła na niego z jednej strony, a z drugiej czuje się winna. Wystarczyło, by się nie uchylił, a teraz leżałby w skrzydle szpitalnym z roztrzaskaną głową i to była by moja wina. – opowiadała zawzięcie.
- Przecież nic się nie stało, wszyscy są cali i zdrowi. Mogło się stać ale jest ok. – Pocieszyła brunetkę, lecz miała przeczucie, że to nie koniec opowieści. A było to słuszne przeczucie.
- Wiem, ale po tej akcji on się wkurzył. I powiedział, ze tego popamiętam. A zaraz potem przywołał swoją miotłę i siłą mnie na nią wciągnął w samej letniej piżamie. Byłam taka przerażona. Nigdy nie widziałam w jego oczach takiej złości. Naprawdę myślałam, że mnie zrzuci…Ba nawet to zainsynuował. Wiesz jak boję się latania i ogólnie wysokości, to było straszne Ginny. Ale najgorsze było chyba to, że z tego strachu nie panowałam nad sobą i wtuliłam się w niego niczym małe bezbronne dziecko. To było takie upokarzające.
- Hermi, Malfoy jest jaki jest, ale nie zrobiłby ci krzywdy.
- Nie wiesz tego! Tak strasznie się bałam. Nie chciałabym go więcej widzieć na oczy. Wiesz, myślałam że się chociaż trochę zmienił, chodź ociupinkę, ale on jest jeszcze gorszy niż przedtem.
- Postaraj się o tym nie myśleć, a ja spróbuję jakoś rozwiązać tą sprawę. Hermi, w gruncie rzeczy nic się nikomu nie stało. – zakończyła swoją wypowiedź łagodnie. Wiedziała że musi coś zaradzić, bo jej przyjaciółka może się nerwowo wykończyć przez tą chodzącą, platynową kulę głupoty.
Kiedy spojrzała na zegarek, zdała sobie sprawę, że zaraz spóźni się na eliksiry. Poinstruowała Hermionę, że muszą się śpieszyć. Kiedy podążyały do wyjścia, nagle tuż przed starszą z dziewczyn pojawiła się dziwnie gęsta przeźroczysta mgła, która jak się okazało, była duchem Jęczącej Marty.
- Czeeść dziewczyny. – zaczęła piskliwie Marta.
- Yyy… Cześć Marto – odpowiedziała Hermiona.
- O kim too taak rozmawiaałyścieee? Czy to jakiś przystojniaak? – zapytała przeciągając niektóre samogłoski.
- Spieszymy się bardzo, jakbyś mogła nie teraz. – Poprosiła grzecznie Gin.
- Odpowiedzciee – nalegała.
- Żaden przystojniak, raczej chodzący iloraz głupoty i narcyzmu. – wściekła się brunetka na samą myśl, że ktoś mógłby widzieć w Malfoy’u coś więcej, prócz tego co wymieniła.
- Ty go nie lubisz, twoja ocena więc będzie mało wiarygodnaaa.
- To Malfoy. Mówiłyśmy o Draco Malfoy’u. – odpowiedziała pośpiesznie Ginny wiedząc, że jest już spóźniona na lekcję z najgorszym nauczycielem wszechczasów. – Przepuścisz nas teraz?
- Draco Malfoy – powtórzyła z uwielbieniem Marta. – Przecież to ten cudowny Prefekt, który dość często przesiaduję w Łazience Prefektów. Ciasteczko. – westchnęła – Wiecie, czasem tak sobie siedzę w rurach i obserwuję. Raz to prawie wszystkie bąbelki zniknęły. – zachichotała jak nastolatka i odleciała rozmarzona gdzieś w kierunku drugiej kabiny.
Dziewczyny ciesząc się, że Marta w miarę szybko dała im spokój, popędziły ile sił w nogach na zajęcia.
- Cholerny Malfoy, nawet ducha potrafi podniecić. – pomyślała brunetka zanim weszła spóźniona o sali transmutacji.
Reszta dnia minęła spokojnie, zero widoku blondwłosej czupryny, zero dziwacznych pytań ze strony przyjaciół. Gdyby nie małe kazanie od opiekunki jej domu, że Prefektowi Naczelnemu nie wolno się spóźniać, że powinna świecić przykładem, to resztę dzisiejszego dnia nazwała by w miarę znośną. Zadane wypracowania napisała, a nawet zrobiła trochę notatek na temat obrony przed dziwnymi, droźnymi zwierzętami. Po tej kłótni z Malfoy’em musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Chłopaka nie miała zamiaru przepraszać, i takich przeprosin również ze strony blondyna się nie spodziewała, bo on pewnie nawet nie wiedział co to jest.


*


Wieczorem tuż po kolacji, jedną z pustych klas wypełniały istne wrzaski młodej Gryfonki. Stała nad swoim czarnoskórym chłopakiem i krzyczała zawzięcie. Aż dziw bierze jak w takim małym ciałku mieściło się tyle energii. Chłopak oskarżany był o wszystko, głownie o to czego nie zrobił, a nawet nie miał pojęcia, że do czegoś takiego doszło.
- Ginny kochanie, proszę... Odpuść już.
- Nie, nie odpuszczę Blaise. To twój przyjaciel. Na pewno masz na niego jakiś wpływ, musisz mieć. Zrób coś w tej sprawie, porozmawiaj z nim, takie akcje z jego strony, w stosunku do Hermiony, są nie poprawne. Ona wypłakuje przez niego oczy.
- Gin…
- Nie Ginnuj mi tu, albo coś z tym zrobisz, albo nie masz czego u mnie szukać przez najbliższe dni. – Gryfonka trzeba przyznać umiała stawiać warunki. Uwielbiała osiągać wcześniej obrany cel. Była mistrzynią intrygi. Popatrzyła na swojego chłopaka z miną nieznającą sprzeciwu. Po czym opuściła pomieszczenie bez pożegnania.
- Malfoy, zawsze musi coś spieprzyć. – mruknął do siebie i powlókł nogami na czwarte piętro im szybciej załatwi ta sprawę tym lepiej.

Dracona zastał w pozycji półleżącej z jakąś książką w ręku.
- Siema stary. – przywitał się, po czym zajął miejsce na wygodnej sofie.
- Co cię sprowadza Blaise? Czyżbyś miał problem z małym wrednym rudzielcem? – zapytał z przekąsem zamykając czytaną książkę.
- Poniekąd… - Mruknął. - A poniekąd z tobą.- Dodał w myślach.
- Do takiej rozmowy trzeba zastosować pewne środki znieczulające. To powiedziawszy wyciągnął z barku butelkę ognistej whisky.
- Zawsze wiesz co dobre Smoku.
Rozlał mocnej cieczy do dwóch szklanek i pierwszy pociągnął spory łyk ostrego płynu, a poczuł przy tym lekką ulgę.
Może jak się spiję to te dziwne wibracje w okolicy brzucha mi przejdą.  - Pomyślał, bo leki od pielęgniarki nic nie pomagały.
- Opowiadaj – polecił.
- Nie wiem nawet jak zacząć, posprzeczaliśmy się trochę z rudzielcem. Głównie to ona wrzeszczała. – Zwierzał się brunet.
- Blaise, chłopie co z tobą? Nie daj się tej małej wiewiórce.
- To nie tak, ona tylko broni swojej przyjaciółki. – wyrzucił z siebie, ale widząc groźną minę przyjaciela dodał szybko – tak jak ja broniłbym ciebie. W końcu jesteśmy kumplami.
Znowu ta Granger, i znowu ten brzuch. Co do cholery jest grane?
- Przejdź do rzeczy. – nakazał i rozlał drugą kolejkę ognistej.
- To co dzisiaj zrobiłeś Hermionie, nie pochwalam tego. Ponoć była przerażona. – Opróżnił duszkiem całą zawartość szklanki.
- Po pierwsze to ona się nazywa Granger, a nie He… Her… no wiesz co mam na myśli. Po drugie musiała dostać nauczkę, prawie mnie zabiła. – oburzył się Draco i również opróżnił szklankę. Tym razem Zabini rozlał trzecią kolejkę.
- No właśnie prawie. Jak widzę jesteś cały i zdrowy.
- Mało brakowało.
- Nie rozczulaj się nad sobą, jak mała księżniczka Draco.
- Nigdy nie nazywaj mnie księżniczką. – zagroził wymachując butelką i rozlewając czwarta kolejkę.
- Nie będę jak przestaniesz się tak zachowywać.
- Ty coś za bardzo lubisz mnie obrażać po alkoholu.
- Przeproś ją Draco.
- Chyba na głowę upadłeś. Ty już nie pijesz. – Ogłosił blondyn po czym polał piąta kolejkę.
Apsik… - dobiegło zza ściany.
- O wilku mowa. – Uśmiechnął się czarnoskóry. – Chyba nieźle ją dzisiaj przewietrzyłeś. Jak nic będzie chora.
Jak na potwierdzenie tych słów dobiegło do ich uszu kilka kolejnych „apsik” Gryfonki.
Może i Draco znowu doznał lekkiego ukłucia w okolicy brzucha, ale nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Zabini posiedział jeszcze chwilę w prywatnym dormitorium przyjaciela, przez cały ten czas próbując nakłonić go do przeprosin Gryfonki. Na nic się jednak to zdało, Blondyn pozostawał niewzruszony. Nie zwracał nawet uwagi na kaszlącą i kichającą na przemian zza ściany dziewczynę.
Po krótkim czasie opróżnili butelkę do końca, a Blaise na chwiejnych nogach opuścił swojego kumpla życząc mu szczęśliwej nocy, bo sam był bardzo szczęśliwy.
Draco Malfoy, na którego alkohol nie wpłynął w tak dużym stopniu, jak na jego czarnoskórego przyjaciela, rzucił się na łóżko z nadzieją szybkiego uśnięcia.
Nic bardziej mylnego, ciągłe, głośne pochlipywanie nosem i kichanie dobiegające z pokoju obok, nieźle utrudniało mu odpłyniecie do krainy Morfeusza. Po kolejny mijających bezsennych minutach i rozgrywającej bitwie w myślach Dracona, w końcu zdecydował się zajrzeć do Gryfonki. Czyżby wyrzuty sumienia?
- Ja nie miewam wyrzutów sumienia. – Mruknął do siebie.
Hermiona zakatarzona i rozpalona leżała w swoim łożu szczelnie okryta kołdrą, a towarzyszyła jej przy tym paczka chusteczek. Kiedy zobaczyła wchodzącego do jej pokoju Malfoy’a, po raz setny dzisiaj miała ochotę uciec gdzie pieprz rośnie.
- Czego chcesz? – Zapytała tonem mocno wypłukanym ze wszelkich uczuć.
- A jak myślisz? Twoje pociąganie nochalem i cosekundowe kichanie, nie daje mi spać. – odpowiedział jej takim samym tonem, dodając do tego tylko swoje zimne spojrzenie.
- Och… przepraszam, jak ja śmiem zakłócać ciszę nocną wielkiemu Malfoy’owi. – kpiła patrząc prosto w te stalowe tęczówki.
- Nie denerwuj mnie Granger i przestań kichać, bo to jest nie do zniesienia. – lekko, ale to bardzo leciutko kręciło mu się w głowie.
- Myślisz, że tak się da? Na zawołanie? Nie byłabym chora, gdyby nie twoje wypaczone poczucie humoru.
- Czyli to moja wina? Świetnie, po prostu wspaniale. Zasmarkana Granger, tego mi jeszcze było trzeba. – po tych sowach zapadła krótka cisza. – Wyskakuj z łóżka.
- Że co proszę?
- Idziemy do skrzydła szpitalnego.
-Nigdzie nie idę. – Zaprotestowała - Nie jestem umierająca, tylko przeziębiona.
- I uparta jak osioł, zapomniałaś dodać. Co ja z tobą mam. – Westchnął – Będę się szlajał o północy po zamku.
- Na własne życzenie Malfoy. A po za tym to nic nie musisz robić. Nikt ci nie karze.
- Nie? I całą noc mam wysłuchiwać twoje jęki, nie dziękuję. Idę po jakieś leki.
Zniknął za drzwiami. Zostawiając zakatarzoną Dziewczynę samej sobie. Idąc tak korytarzami w stronę skrzydła szpitalnego zastanawiał się, dlaczego właściwie to robi? Mógł rzucić zwykłe zaklęcie wyciszające na całe dormitorium i byłoby po kłopocie. Ale nie, nie zrobił tego. Najwidoczniej młodego arystokratę na prawdę zżerało jakieś poczucie winny, ale nie skłonny był do wypowiedzenia słowa „przepraszam”. On musiał ukazać skruchę na własny pokręcony sposób. Sam nie mając o tym pojęcia.
Po dwudziestu minutach wrócił do Gryfonki z kilkoma flakonami eliksirów. Położył je na łóżku dziewczyny informując by wypiła ten na katar i na gorączkę, a na końcu ten słodkiego snu.
Nic więcej nie mówiąc wyszedł z pomieszczenia. Podając jej leki odczuł jakąś wewnętrzną ulgę. Zasnął niemal momentalnie. Nie wiedział tylko, że następnego dnia z dziewczyną może być jeszcze gorzej.









 *

Jest i kolejny :)
Może nie przepadam za nim szczególnie, ale trochę rozkręci uczucia naszych bohaterów w kolejnym.
Dajcie znać czy się podobało.
Zapraszam również do przeczytania SOWY  dodanej dzisiaj w południe.  

Ps. Zapraszam w niej na mojego drugiego nowo powstałego bloga, troszeczkę bardziej poważnego :)

Tradycyjnie buźki :***






Sowa


Witam, witam :) wszystkich moich Czytelników. czuję nieogarnione pokłady natchnienia i weny do pisania :) Kolejny rozdział na tym blogu pojawi się prawdopodobnie już za kilka godzin :)

Ale przed tym przychodzę do Was  z mam nadzieję dość ciekawą informacją.

Poprowadzę drugiego bloga!!! :) 

Nie martwcie się, nie zaniedbam tego, ponieważ ta historia jest dla mnie ważna.
Tak naprawdę to Dramione tutaj, jest tak samo nieprzewidywalne dla was jak i dla mnie. Nigdy nie ustalam dużo wcześniej co wydarzy się w następnych "odcinkach", to raczej spontaniczne decyzję, wynikające bezpośrednio z moje aktualnego stanu emocjonalnego. Dlatego tak bardzo kocham tego bloga, bo może się w nim stać dosłownie wszystko. Jest to Dramione na które zaplanowałam nieskończoną ilość rozdziałów, takie z którym ciężko będzie mi się pożegnać, więc będę chciała ciągnąć historie głównych bohaterów jak najdłużej.
Jest, a przynajmniej staram się żeby było, zabawne, lekkie, ale czasami również smutne, czy delikatnie przerażające, ale raczej z nastawieniem na tą luźniejszą rozweselającą część.

Nowy blog za to, również będzie tej tematyki, lecz powiedziałabym, że planuję uczynić go trochę bardziej poważnym. Co oczywiście nie oznacza, że zabraknie w nim humoru, o co to, to nie.
W tej nowej powstałej w mojej głowie historii, chcę bardziej skupić się na emocjonalnym podłożu naszej dwójki zakochanych bohaterów.
Będze to historia która w mojej głowie już na dzień dzisiejszy zakreśliła początek i koniec. Planuję niewiele rozdziałów, ale trochę dłuższych niż te tutaj.

Może spodoba się komuś mój pomysł, jak na razie zapraszam do prologu ---> TUTAJ
Nad szablonem oczywiście pracuję, więc na razie wybaczcie mi takie gołe, proste tło.

Dajcie oczywiście znać w komentarzach pod prologiem , co o nim sądzicie.


Ach,,, i wprowadziłam małe rewolucje na pasku bocznym na tym blogu, byście mogli wiedzieć kiedy spodziewać się kolejnych rozdziałów :D

lecę do pisania piętnastego :)

Dziękuję :*

wtorek, 1 marca 2016

Rozdział 14


Rozdział dedykowany z całego serducha
 dla Mlikeme, za to, że po tak długim czasie
mojej nieobecności, nadal ze mną jesteś.


"Ludzie zawsze pozostają ludźmi.
Najchętniej robią to, czego im nie wolno."


Gryfonka w podskokach przemierzała drogę od biblioteki do swojego prywatnego dormitorium. Nikt się za nią nie włóczył, ona z przymusu nie musiała podążać za platynową kulą głupoty. Sama samiutka wracała uradowana po kilku godzinach spędzonych sam na sam z książkami. Miała idealny plan jak uprzykrzyć życie blondynowi.
 Punkt dziewiętnasta miała stawić się w jego pokoju i wdrożyć swój plan w życie. Genialny pomysł pani-wszystko-wiedzącej, opierał się na wykorzystywaniu i posługiwaniu się Ślizgonem podczas przygotowywania projektu. McGonagall oznajmiła, że muszą znaleźć sobie temat i jakoś dobrze go przygotować, musiał on odnosić się do co najmniej jednego przedmiotu na jaki uczęszczają. Gryfonka wpadła na pomysł, że dowali im sporo roboty tworząc projekt z kilku przedmiotów, a mianowicie tematem ma być ich ostatnia przerażająca wyprawa w  poszukiwaniu rzadkiego kwiatu. Można by w tedy podciągnąć projekt pod zielarstwo, eliksiry, OPCM i historie magii. Z takim tematem i dobrą jego realizacją mają szansę wygrać. Ale czy na pewno na tym jej zależało? Wygrana zawsze jest pożądana, ale nie kiedy nagroda główna ma doszczętnie zniszczyć jej psychikę.
Wróciła do dormitorium i wyjęła na biurko kilka książek które już wcześniej czytali z Malfoy’em na temat kwiatu i kilka innych na temat obrony przed niebezpiecznymi zwierzętami. Było tego niewiele, ale musiało im wystarczyć, to i wiedza zdobyta podczas wyprawy.
Brunetka podążyła w kierunku szafy w poszukiwaniu jakiegoś ciepłego swetra, gdyż zrobiło się trochę zimno. W trakcie poszukiwań wpadła na jeszcze jeden pomysł, jak zdobyć kolejne informacje do ich projektu, ale to już musiał załatwić blondyn.
Założyła ciepły wełniany sweter, wzięła do ręki wcześniej przyniesione książki, weszła do łazienki i skierowała swoje kroki w kierunku dormitorium jej wroga. Zatrzymała się przed samymi drzwiami i zaczęła zastanawiać, czy nie wypadałoby zapukać? Wątpliwości rozwiał cichutki głosik w jej głowie mówiący, że arystokracie nawet przez myśl by nie przyszło zapukanie do drzwi.

- Znając Malfoy’a, to po prostu władowałby się nie proszony do mojego pokoju – szepnęła do siebie i postąpiła dokładnie tak samo.
Chłopak od razu spojrzał na otwierające się drzwi, a widząc w nich Gryfonkę momentalnie powrócił do czytanej książki, na której okładce błyszczał wielki złoty znicz.
- Ekhm…ekhm… - odchrząknęła chcąc zwrócić na siebie uwagę blondwłosego kretyna.
- Nie widzisz, że czytam Granger? – zapytał niemal od niechcenia.
- Przyszłam omówić nasz wspólny projekt – odezwała się lekko podirytowana.
- No jak już musisz… - westchnął i odłożył czytaną książkę na stoliczek – więc na co to wpadła nasza mała kujonica?
- Po pierwsze nie nazywaj mnie tak. A po drugie to więcej zaangażowania Malfoy.
- Dobra dawaj, na co wpadłaś? Mam nadzieję, że bardzo się nie narobię. – westchnął, nie wiedząc jak dożo pracy będzie wymagać od niego realizacja pomysłu brunetki.
- Projekt będzie na temat kwiatu Kadupul – oznajmiła na jednym wydechu.
- Że co? Tobie Granger Już do reszty na mózg padło? Zdążyłem wymazać całą tą wyprawę z pamięci, a ty wyskakujesz z czymś takim – oburzył się chłopak.
- Ale to idealny temat, nikt nie dowie się o wyprawie, zrobimy po prostu zwykły projekt na temat magicznego…
- …Badyla – dokończył za nią.
- Na temat magicznego kwiatu i wszystkiego co z nim związane – poprawiła go – no dokładnie to w naszym projekcie będą zawarte przedmioty, zielarstwo-bo dotyczy bezpośrednio kwiatu, historia magii-bo to starożytny, tajemniczy i zapomniany kwiat, OPCM-bo jego zdobycie wiążę się z niebezpieczeństwami i eliksiry- bo jest początkiem lekarstwa na likantropię.
Z każdym słowem Gryfonki, usta blondyna otwierały się coraz szerzej z zaskoczenia.
- Cholerna Granger! Przecież to zajmie nam cały wolny czas – pomyślał
- No więc jak chcemy zdążyć w miesiąc, to musimy się nieźle sprężyć i zabrać do pracy już od jutra.
Cisza
- Malfoy? Mówię do ciebie.
- Jeśli myślisz, że wezmę udział w tym nienormalnym, niemożliwym i wymagającym ode mnie zmarnowania niesamowitej ilości mojego wolnego czasu i energii projekcie… to jesteś w błędzie Granger.
Tak jak myślała, chłopak nie zgodził się od razu. Takich jak on trzeba umieć podejść w specjalny sposób.
- Malfoy, nie bez powodu zostaliśmy prefektami naczelnymi. Jesteśmy najlepszymi uczniami  tej szkole, wymaga się od nas większego zaangażowania w projekty i ogólne życie szkolne
- To jest samobójstwo Granger!! – wykrzyczał rozdrażniony.
- Posłuchaj mnie chociaż raz, ja mam już wszystko zaplanowane…- Zawahała się – A poza tym, to McGonagall zaakceptowała już ten temat – wypowiedziała ostatnie zdanie szybko i niezbyt pewnie, w końcu nie była najlepszym kłamcą.
- Że co proszę?! Poszłaś z tym tematem do Maggonagal? Bez konsultacji ze mną? Ja cię kiedyś zabije Granger… - cisza grozy – albo...nie kiedyś, zrobię to teraz!
Biedna Gryfonka nie spodziewała się takiej reakcji chłopaka. Draco Malfoy z groźną miną wstał ze swojego wygodnego fotela i z morderczym wyrazem twarzy zaczął zbliżać się do brunetki, niczym do swojej ofiary.
- Uspokój się Malfoy – poleciła bardzo cicho i niepewnie, wyciągając ręce przed siebie w geście samoobrony.
- Lepiej uciekaj Granger, bo nie ręczę za siebie – wyszeptał ledwo poruszając ustami, ale to wystarczyło by Hermiona szybciutko, niemal biegiem wycofała się do swojego dormitorium i zabezpieczyła drzwi zaklęciem.
Usiadła na łóżku i westchnęła do siebie.
- Przynajmniej jeszcze żyję, teraz muszę jakoś przekazać mu szczegóły naszego projektu. – mruknęła. Po chwili zastanowienia sięgnęła po kawałek pergaminu i pióro spoczywające w jej szkolnej torbie, po czym zaczęła coś szybko pisać.



Malfoy,

Zupełnie nie rozumiem twojego zdenerwowania, mój pomysł na projekt sam w sobie jest niemal równy sukcesowi, a każdy wie jak Ty lubisz być we wszystkim najlepszy. Wiadomo będziemy musieli się trochę wysilić, ale to nic w porównaniu z możliwym uczuciem zwycięstwa.
Nie chcąc ryzykować życiem, wysyłam ci listę kilku zadań które musisz wykonać.
1.        Zdobądź od Snapea jakieś informację na temat przyrządzanego przez niego eliksiru na likantropię, bo będzie nam niezaprzeczalnie potrzebny.
2.       Poszukaj czegoś na temat kwiatu w dziale ksiąg zakazanych.
3.       Poszukaj kilku zaklęć obronnych przed magicznymi groźnymi zwierzętami
4.      Spróbuj wymyślić coś sam od siebie.
Ja zajmę się resztą, jak zbierzesz wszystkie informacje, to daj znać.

H.G.



Podpisawszy się na końcu listu inicjałami, zwinęła pergamin na pół i podeszła do drzwi prowadzących do łazienki. Przysłuchała się chwilę ciszy panującej za nimi po czym zdjęła zaklęcia ochronne i weszła do środka. Wsunęła list pod drzwi prowadzące do dormitorium Ślizgona, po czym szybko czmychnęła do siebie nie chcąc go drażnić. Na nowo zabezpieczyła wejście i po krótkim czasie położyła się do łóżka.


*


Czytanie książki i odrabianie pracy domowej, zajęło Ślizgonowi dosyć sporo czasu zanim się spostrzegł było już około godziny dziesiątej wieczorem. Po zabraniu kilku przydatnych rekwizytów skierował swoje kroki w kierunku łazienki z zamiarem wzięcia długiej odprężającej kąpieli. Musiał jakoś odreagować te kilka chwil spędzonych w towarzystwie zarozumiałej Granger.
Kiedy już wyciągał rękę do klamki w drzwiach, zauważył pod swoimi stopami, mały, biały pergamin. Zaskoczony schylił się po niego i rozwinął. Z każdym przeczytanym słowem jego twarz przybierała bliżej nieokreślony wyraz, a z ust wydobyło się oburzone mruknięcie.
- Cholerna Granger.
W ostateczności zdecydował się wziąć szybki prysznic.
Draco poczuł lekkie odprężenie, kiedy gorąca woda zaczęła spływać po jego umięśnionym ciele. Uspokajające ciepło nakłoniło go do rozmyślań typu.

Co ta cholerna Granger sobie myślała? Że będzie mogła mnie wykorzystywać? Nikt nie wykorzystuję Malfoy’ów. Tylko Malfoy’owie wysługują się innymi.

Po prawdzie Ślizgon był nadal nieco zły na dziewczynę, bo przecież mogli sobie wybrać jakiś lżejszy temat i przygotować go w ogóle się nie wysilając. Ale czy to tego oczekiwało od nich grono pedagogiczne? Proste, wykonane na szybko zdanie przez dwóch najlepszych uczniów Hogwartu? No chyba nie w tę stronę to miało iść. Może Gryfonka miała rację i trochę wysiłku nie zaszkodzi, by pokazać reszcie hołoty, kto jest najlepszy.
Blondwłosy Ślizgon nie wiedział co ma myśleć o zaistniałej sytuacji. W jednej chwili chciał, zabić Granger i pomóc Granger. Ciężko było mu się zdecydować, który pomysł jest słuszny. lecz zważywszy na to, że obstając przy pierwszym mógłby zostać zesłany do Azkabanu, na co teraz nie miał najmniejszej ochoty, postanowił pomóc dziewczynie.
Kilka minut później kompletnie ubrany w swoje pachnące nowością, drogie ubrania. Zaskakująco tym razem zdecydował się na przenikliwie ciemny odcień czerni <sarkazm>. Wsunąwszy różdżkę do tylnej kieszeni opuścił cieplutkie dormitorium i ruszył przed siebie zimnym korytarzem, który jak się później okazało prowadził do biblioteki.
Prefektom naczelnym dozwolone było korzystanie z działu ksiąg zakazanych, ale tylko po zdobyciu wpierw od dyrektora, lub opiekuna domu pisemnej zgody, oczywiście potrzeba musiała być uargumentowana, Następnie trzeba było okazać ją wielce pojejżliwej bibliotekarce. Więc nic dziwnego, że Draco wolał zakraść się do tego przerażającego działu biblioteki na własną rękę i nielegalnie, niż chodzić za nauczycielem i prosić się o jakiś kawałek świstku z podpisem.
- Jak mnie przez ciebie złapią Granger, to nie żyjesz. – Mruknął do siebie mijając kolumny starych ksiąg. – Lumos – szepnął a pomieszczenie w którym przebywał rozświetliło się nieznacznie. – Alochomora – drzwi ustąpiły.
Co ja właściwie robię? Co ja robię? – powtarzał w myślach, szukając odpowiedniego działu.

*

Minuty mijały, a Draco pakował już trzecią książkę do swojej szkolnej torby. Idąc dalej wzdłuż regału, przyglądał się połyskującym od różdżki i blasku księżyca literkom na okładkach grubych woluminów. Nagle gdzieś z odległego kąta pomieszczenia usłyszał kroki, przyśpieszone i nerwowe. Nie dane mu było się zastanowić do kogo mogły należeć, bo zza pobliskiego rogu wyłoniła się przeraźliwie miałcząc, kotka Filch’a.
Zdenerwowany chłopak którego w ogóle nie powinno tu być, zgasił swoją różdżkę i ruszył pędem w blasku księżyca do najodleglejszego miejsca w dziale ksiąg zakazanych. Nie mógł biegnąć do wyjścia, bo najprawdopodobniej został by złapany przez woźnego.
Adrenalina w jego ciele podskoczyła prawie do maksimum, a przez to nie zauważył wyłaniającej się przed nim sylwetki innego ucznia. Zderzyli się i wylądowali na posadzce niesamowicie boleśnie, wytwarzając przy tym ogromny hałas.
- Na gacie Merlina! Granger, co ty tu robisz? – zapytał zdezorientowany nadal siedząc na zimnej podłodze i wpatrując się w równie zszokowaną Gryfonkę. Kiedy dziewczyna nic się nie odezwała, ani nie zdołała zamknąć swojej szeroko otwartej buzi, Draco bez pytania przeplótł ją ramionami w pasie i odciągnął pod ciemny kąt, chowając za wielkim regałem. Udało mu się szepnąć jeszcze kilka słów zanim do jego uszu dotarł cichy szmer butów. – Dlaczego zawsze musisz na mnie wpadać Granger?
- Zaraz was znajdę… Żaden uczeń nie będzie włóczył się po zamku w środku nocy…Po samym dziale ksiąg zakazanych… - warczał do siebie woźny mijając kryjówkę dwójki uczniów.
Draco puścił brunetkę jedną ręką i bezdźwięcznie wskazał drzwi wyjściowe, dając tym samym do zrozumienia, że kiedy doliczy, a raczej wskaże na palcach lewej ręki trzy, mają biegnąć tak szybko jak tylko potrafią. Gryfonka kiwnęła głowa na znak, że zrozumiała. Rozpoczęło się odliczanie.
Jeden…
Dwa…
Trzy…
Zerwali się z miejsca w jednym momencie, robiąc przy okazji trochę szumu. Wybiegli z biblioteki i skierowali swoje kroki w kierunku dormitoriów. Nie minęła nawet chwila, jak za swoimi plecami usłyszeli stukot trzeciej pary butów i głośne krzyki goniącego ich mężczyzny.
- Nie uciekniemy…Sprawdzaj klasy Granger… - wysapał zmęczony ucieczką blondyn.
- Może głośniej krzykniesz moje nazwisko, Malfoy! Jeszcze Filch cię nie słyszał. – odpowiedziała wyzywająco, lecz zaczęła sprawdzać po kolei drzwi do sal.
- Przestań się mądrzyć i szukaj. Tu są wszystkie zamknięte.
Gryfonka już miała odpowiedzieć coś kąśliwego, lecz jedne z drzwi ustąpiły pod jej naporem.
- Tutaj szybko! – zawołała
Malfoy’owi nie trzeba było dwa razy powtarzać, w mgnieniu oka znalazł się przy dziewczynie, a już po chwili siedzieli zamknięci w ciasnym schowku na miotły i inne środki czystości. Pomieszczenie było ciasne, a w powietrzu unosił się chemiczny zapach detergentów.
Oddechy dwójki uczniów powoli wracały do normy, a już zupełnie się uspokoiły, kiedy po raz kolejny tej nocy kroki woźnego mijającego ich kryjówkę zniknęły gdzieś po drugiej stronie korytarza.
- Malfoy! Co to jest?
- Ale co?
- TO co wbija mi się w nogę.
- Aaa, trzeba było tak od razu. Dobrze wiesz co to takiego Granger. – odpowiedział już całkowicie odprężony, snując głupie aluzje.
- Malfoy! Ty zboczeńcu. – pisnęła, by po chwili zastanowienia dodać. – ahh… to tylko twoja różdżka. – szepnęła z widoczną ulgą, bardziej do siebie, niż do chłopaka.
- To AŻ moja różdżka. – poprawił brunetkę, dosadnie akcentując jeden z wyrazów.
- Chodziło mi o tę magiczną. – dodała dla sprostowania, nieco się czerwieniąc.
- No, no Granger, ja potrafię nią wyczarować cuda. – dodał, czując że osiąga zamierzony efekt.
- Oh, przestań. – zaczęła odpuszczać to małe przekomarzanie, gdyż jej zdaniem zaczęło schodzić na niewłaściwe tor. – lepiej się stąd zabierajmy zanim Filch wróci.
- Przeszkadza ci moja bliska obecność, Granger? Nie chce nic mówić, ale to ty wybrałaś ten ciasny schowek na miotły.
- Oh… Bo wszystkie sale były zamknięte… - zawahała się chwilkę nad dalszą odpowiedzią – zaraz… Ty masz przy sobie różdżkę, dlaczego nie użyłeś jej do otwarcia którejś z klas? – Wymierzyła oskarżycielsko swój długi palec wskazujący dokładnie w klatkę piersiową chłopka.
- Bo w takich sytuacjach, jak ta przed chwilą, nie myśli się o takich rzeczach jak różdżka – wytłumaczył się. – A gdzie jest twoja Granger? Jakoś musiałaś się dostać do działu ksiąg zakazanych.
Hermiona po tym pytaniu zmieszała się lekko, nie chciała wyjść na rozkojarzoną, nie myślącą, lub co gorsza głupią. Ale nie mogąc wymyślić sensownego wytłumaczenia odpowiedziała po prostu prawdę.
- Zapomniałam jej. Miałam mały problem ze snem, więc pomyślałam, że pewnie i tak olejesz mój liścik i całą tą listę, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. A tak jakoś przypadkiem wyszło, że zapomniałam różdżki. – opowiedziała zgodnie z prawdą.
- Na problemy ze snem radzę wziąć jakiś eliksir. Na to twoje „pomyślałam, że olejesz mój liścik”, poleciłbym pofatygować się do mnie osobiście, bo twoje domysły i branie spraw we własne ręce, zazwyczaj źle się kończy. Ale do jasnej cholery, jak udało ci się wejść do środka bez różdżki? Przecież drzwi były zamknięte.
- Zamknięte?
- No wiesz to takie zjawisko, kiedy próbujesz otworzyć coś, ale nie dajesz rady, bo…
- Malfoy. Wiem co znaczy, że coś jest zamknięte. Ale jak dotarłam do biblioteki to krata od działu ksiąg zakazanych była uchylona. – odpowiedziała lekko przerażona.
Zapanowała między nimi cisza, trochę krępująca i złowroga. Oboje zaczęli się nad czymś mocno zastanawiać i analizować.
- Malfoy? – zapytała z paniką.
- Hm?
- Ktoś tam jeszcze był oprócz nas. – stwierdziła z przerażeniem.
- To, że był to wiadomo, ale kto i co tam robił? – zapytał retorycznie. – dobra Granger, nie mam ochoty dzisiaj na zagadki, jestem zmęczony, lepiej spadajmy do siebie.
- O niczym innym nie marzę.
Po tej krótkiej odpowiedzi, uchylili drzwi od małej, ciasnej komórki i po kilkokrotnym rozejrzeniu się po korytarzu, ruszyli w wiadomym kierunku. Kiedy dotarli do celu, wymienili tylko krótkie „pożegnanie”.
- koszmarnych  snów Granger.
- Tobie jeszcze gorszych Malfoy .


Wykończeni nocnymi przygodami zasnęli niemal od razu. 




***
Sama się sobie dziwię, że po tym co stało się wczoraj, byłam w stanie napisać nowy rozdział. Może nie idealny, ale to zawsze jakiś przełom po tak długiej nieobecności.

Tradycyjnie życzę miłego czytania :)
I proszę o komentarze/opinie na temat rozdziału.

Notka o mojej nieobecności tutaj ---> INFORMACJE - WAŻNE

Dziękuję buziaczki :****