poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 13


"Niezgłębiona jest przebiegłość kobiet"


Udało się, wrócili na czas i dostarczyli kwiat Dumbledore’owi. Lecz nie obeszło się bez wściekłego zarzucającego dyrektorowi głupotę,  Dracona Malfoy’a. Jego pierwsze słowa skierowane były do starca, blondyn był naprawdę wściekły, przecież mogli zginąć. Hermiona była zmuszona niemal siłą wyciągać chłopaka z gabinetu, chodź ten upierał się niemiłosiernie, że jeszcze nie skończył wygłaszać swoich wszystkich pretensji, to po kilku minutach odpuścił i podążył za wściekłą Gryfonką.

Dziewczyna wypowiedziała dobrze jej znane hasło i wmaszerowała do dużej sypialni w której przeważały odcienie zieleni i srebra, rozsiadła się na miękkim fotelu i spojrzała niezrozumiałym wzrokiem w kierunku blondyna, który o dziwo wpatrywał się w Hermionę z nieukrywanym rozbawieniem.
- O co ci chodzi Malfoy? – zapytała wściekle.
- Nie wiem, czy aż tak się do mnie przyzwyczaiłaś, czy po prostu zapomniałaś o tym, że zlikwidowaliśmy urok – odpowiedział przybierając na usta coraz szerszy uśmiech – osobiście obstawiam tą pierwszą opcję – dodał.
Brunetka otworzyła szerzej usta i wytrzeszczyła nieznacznie oczy. Jak mogła zapomnieć, że już nie są połączeni niewidzialną magiczną barierą. Była wolna, mogła spać w swoim pokoju, który do tej pory jedynie odwiedzała, by zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy i to zawsze w towarzystwie blondyna.
- Chyba kpisz – wyrzuciła z siebie szybko – miałabym się niby do ciebie przyzwyczaić? Ha ha ha…
Po tych słowach Gryfonka pośpiesznie wstała z wygodnego fotela i czym prędzej, nawet nie oglądając się za siebie wybiegła przez łazienkowe drzwi z dormitorium chłopaka. 
Draco Malfoy nie zdążył nawet zareagować na szybką reakcję dziewczyny, do jego uszu dobiegł tylko głośny huk zatrzaśniętych drzwi.

Niemal leniwie przechadzał się po swojej sypialni tam i z powrotem i tak w kółko rzucając przy tym bliżej nieokreślone spojrzenia w tył, za siebie. Bardzo dziwne uczucie ogarnęło chłopaka, nikt za nim nie podążał, nikt nie rzucał w jego kierunku kąśliwymi uwagami, to wszystko się skończyło, pewna brunetka nie była już z nim w żaden sposób związana. Teoretycznie powinien być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, lecz w praktyce było zupełnie inaczej. Nieświadomie odczuwał gdzieś w środku niewielką pustkę, jakby ktoś odebrał mu coś bardzo cennego, coś co często było po prostu irytujące, ale czego nie potrafił się również pozbyć, bo jakaś jego cząstka czuła, że to coś należy do niego. Nie wiedział czym spowodowany był jego obecny stan, lub wiedział i nie chciał tej wiadomości do siebie dopuścić.
Zgrabnie złapał kilka przedmiotów i ruszył w kierunku łazienki, w tej chwili potrzebował tylko i wyłącznie gorącego prysznica. Do pełni szczęścia brakowało mu relaksacji  i chwili spokoju, aby wszystkie nierozstrzygnięte w jego głowie sprawy móc sobie w należyty sposób uporządkować.

*

Dziewczyna trzasnęła głośno drzwiami, zrobiła to celowo, by ON słyszał. Podbiegła do swojego dużego, schludnie zaścielonego łoża i z impetem rzuciła się na nie plecami. Tak dawno nikt w nim nie spał, było niemalże obce. Uniosła się na łokciach i rozejrzała po pozostałej części pokoju, skrzaty musiały tu posprzątać jak jej nie było, gdyż wszystko znajdowało się w pedantycznym porządku. Omiotła spojrzeniem jeszcze raz całe pomieszczenie, cos się zmieniło, co wprawiało ją w dziwny stan, czuła się obca we własnym dormitorium. Czegoś jej brakowało, nie widziała czego, aż do chwili kiedy nie zdjęła swoich ubrań i nie zakopała się w ciepłą pierzynie aż po same uszy. Przymknęła powieki i lekko pociągnęła nosem powietrze, znowu odczuła tą dziwna pustkę, przejechała dłonią po prawej stronie łóżka, wzdrygnęła się dotykając ręką zimnego prześcieradła.
Zrozumiała czemu zawdzięcza swój bliżej nieokreślony stan, brakowało jej JEGO, męskiego zapachu i ciepłego dotyku ciała drugiego człowieka. Westchnęła przeciągle, ale kiedy zorientowała się, że myśli w sposób niepoprawny o swoim największym wrogu, to lekko się skrzywiła i skierowała myśli na inny tor, lecz była zbyt wykończona by  na czymkolwiek się skupić, w ciągu kilku sekund zasnęła.

*

Obudziła się około południa, kiedy to ostre promienie słońca nachalnie wdzierały się przez duże, mieniące się malutkimi błyszczącymi drobinkami okno. Przeciągnęła się i przetarła dłonią zaspane oczy. Zerknęła na zegarek i mrugnęła kilkakrotnie niedowierzając, że spała tak długo, zaraz miał rozpocząć się obiad. Na szczęście była niedziela, więc dziewczyna nie zdenerwował się zbytnio, tylko chwiejnym krokiem ruszyła w kierunku łazienki.
W pomieszczeniu nikogo nie było, ani śladu denerwującego Ślizgona. Nie wiedziała czy odczuwa ulgę, czy może rozczarowanie. Ale czego mogła się spodziewać, że będzie czekał na nią z romantycznym śniadaniem pod prysznicem? Nie, nie musiała sobie wybić z głowy obraz tego łamacza dziewczęcych serc. Dlaczego właściwie o nim myślała? Sama nie znała na to pytanie odpowiedzi, możliwe że za dużo czasu spędzili w swojej obecności, na pewno wkrótce jej przejdzie.
Zanim się rozebrała i podążyła pod prysznic naszła ją jedna przelotna myśl, aby uchylić drugie drzwi pomieszczenia i zajrzeć do jego sypialni, lecz szybko tą myśl odgoniła. Bo co jeśli chłopak był w środku, a do tego nie spał? Poprosiłaby o kilo cukru?
- Niedorzeczne… - mruknęła i odkręciła gorącą wodę.
Na całym świecie nie było nic lepszego od relaksującego gorącego prysznica, który był w stanie zmyć najgorsze z możliwych przeżyć i doświadczeń. Tym razem jego zadanie było nieco trudniejsze, musiał wymazać z głowy Gryfonki ostatnią straszną noc.

Po niedługim czasie kroczyła pustym korytarzem w kierunku Wielkiej Sali. Wchodząc do pomieszczenia ubrana w rozciągnięty czarny sweter i zwykłe wytarte dżinsy, przyciągnęła na siebie spojrzenie kilku Gryfonów. Podążyła w ich kierunku uśmiechając się wesoło.
- Witajcie – przywitała się uroczo i zajęła miejsce pomiędzy Ronem a Harrym, którzy wyglądali na nieco zmartwionych.
Nie zwracając na to uwagi brunetka nałożyła sobie spory kawałek kurczaka na talerz. Dopiero teraz orientowała się jak bardzo głodna była.
- Hermiono! – przerwał jej Ron.
- O co chodzi Ron? – zapytała zdezorientowana, gdyż ton jej przyjaciela nie należał do przyjemnych.
- O co chodzi? O CO CHODZI?! – zaczął zdenerwowany – Nigdzie Cię nie było wczoraj, ani na kolacji się nie pojawiłaś, ani na śniadaniu. Nikt Cię nigdzie nie widział!
- Ron przestań krzyczeć – upomniała przyjaciela.
- Hermi, Ron ma trochę racji, Martwiliśmy się, nie wspominając już o tym, że Malfoy zniknął tak samo niespodziewanie jak ty – powiedział dużo spokojniej wybraniec.
Po tych słowach Hermiona zdenerwowała się nie na żarty.
- Co sugerujecie?! Dostaliśmy z Malfoy’em ważne zadanie do wykonania, zlecone przez samego Dumbledore’a – chłopaki z każdym jej słowem otwierali szerzej usta ze zdziwienia – A co myśleliście? Że udałam się w romantyczną podróż z moim największym wrogiem? – spojrzała na chłopaków, a ich wzrok zdradzał wszystko, nie myliła się, nie mogła – oh... jak mogliście tak pomyśleć?! Idę do siebie!
Wykrzyczała i czym prędzej wstała od stołu i udała się w kierunku wyjścia, zapominając nawet o głodzie jaki jeszcze kilka chwil temu odczuwała. Pędziła tak korytarzem, wściekła na cały świat i nawet nie zauważyła jak ktoś niespodziewanie wyłonił się zza zakrętu, lecz na jakąkolwiek reakcje było już za późno. Wpadła z impetem na wiele  wyższą i umięśnioną postać, przewracając siebie i tą drugą osobę w ten sposób, że wylądowała dokładnie na czyimś miękkim ciele.
- Malfoy?!
- Jaka miła niespodzianka Granger – wyszeptał blondwłosy chłopak.
- Zejdź ze mnie w tej chwili! – krzyczała.
- Chciałbym i to bardzo, ale to ty na mnie siedzisz Granger – powiedział nad wyraz spokojnie tłumiąc w sobie śmiech. Draco Malfoy musiał mieć naprawdę dobry humor tego dnia.
Dziewczyna po chwili spostrzegła, że chłopak ma rację i czym prędzej się podniosła, obrzucając go morderczym, rozwścieczonym spojrzeniem, nic nie odpowiadając wyminęła blondyna i poczęła się oddalać, kiedy do jej uszu nie dotarła krótka uwaga.
- A może przepraszam? – zawołał za nią.
- A może nie?
- Granger, nie bądź niegrzeczna, zwracasz się do Prefekta Naczelnego.
- Też jestem Prefektem Naczlnym, Malfoy. I nie zaczynaj znowu tej głupiej zabawy na odejmowanie punktów, pamiętasz jak się to ostatnio skończyło? – zapytała zła.
- I sugerujesz, że to przeze mnie wszystko tak się skończyło?
- Nie, przez Merlina… - nie zdążyła dokończyć, gdyż zza zakrętu wyłoniła się sylwetka Mcgonagall.
Starsza kobieta wyglądała na niezmiernie uradowaną widokiem dwójki uczniów.
- Oh jak dobrze, że was widzę – odezwała się – oboje – dodała po krótkiej chwili.
- Co się stało Pani profesor? – zapytała zaniepokojona Gryfonka.
- Nic poważnego, po prostu ominęła was pewna sprawa podczas waszej wczorajszej nieobecności. Tak naprawdę miało to zostać ogłoszone w poniedziałek, ale z niewiadomych powodów Dumbledore’owi  strasznie się śpieszyło. No nie patrzcie na mnie takim wzrokiem – powiedziała widząc ich przestraszone miny – W Hogwarcie odbędzie się coś w rodzaju konkursu.
- Konkursu? – zapytali w tym samym momencie.
- Tak, tyle że to będzie przymusowy konkurs, każdy musi wziąć w nim udział. W skrócie cały szósty rok będzie podzielony na grupy dwuosobowe i będziecie musieli przygotować prezentację na dowolny temat, ale związany z jakimś przedmiotem na który uczęszczacie. Termin przygotowania, to jeden miesiąc. W ostatni dzień wszystkie grupy będą przedstawiać swój projekt w Wielkiej Sali przed całą szkołą – tutaj zrobiła krótką pauzę i jakby z niepewnością wypowiedziała ostatnie zdanie – Oh i byłabym zapomniała, w sobotę wszyscy uczniowie zostali już podzieleni na grupy, a ze względu na wszą nieobecność, muszę ogłosić, że będziecie zmuszeni pracować razem. To tyle, życzę miłego dnia. – wypowiedziawszy ostatnie zdanie podała zdezorientowanej Hermionie białą kopertę zatytułowaną „ Magiczny projekt – informacje”.
- Że co?! – krzyknął blondyn – mamy pracować razem?!
- Nie wydzieraj się tak Malfoy – zezłościła się dziewczyna – Dopiero co zerwaliśmy z urokiem, a tu nagle znowu musimy przebywać razem i do tego współpracować. Mnie też się to nie uśmiecha, a w dodatku będę musiała odwalić całą robotę sama – westchnęła.
- Sama? Jak sama?
- Nie mów, że mi w jakikolwiek sposób pomożesz, bo i tak ci nie uwierzę.
- Ty chyba zapomniałaś, że zwracasz się do najwybitniejszego człowieka w tej szkole.
- I najbardziej leniwego – dodała.
- Jeszcze zobaczymy. U mnie o 19 omówimy szczegóły, a teraz sory Granger, ale mam sprawę do załatwienia – to powiedziawszy nie dał dziewczynie ani chwili na odpowiedź, tylko zniknął szybko za zakrętem.
- Co za bezczelny typ… - mruknęła do siebie.

Swoje kroki skierowała ku wieży Gryffindoru, miała nadzieje spotkać tam pewną rudowłosą dziewczynę. Po drodze minęła kilka zakochanych obściskujących się w kątach par, tym razem im darowała, nie odjęła punktów, nie zareagowała, bo pewien blondwłosy arystokrata świetnie potrafił wyprowadzić dziewczynę z równowagi, tak że nie potrafiła się skupić na niczym innym. Przemierzała zimne i ciemne korytarze z niemal morderczym wyrazem twarzy, rozzłoszczona i zirytowana. W jej głowie błądziła tylko jedna myśl, „jakby tu pozbyć się pewnego Ślizgona, aby nikt niczego nie podejrzewał”.

Dotarła wreszcie do portretu Grubej Damy, wypowiedziała aktualne hasło i podążyła w kierunku dobrze jej znanego dormitorium. Jak się okazało Ginny była sama w pokoju, siedziała na łóżku i czytała jedną z książek o quidditchu.
- Hej Gin – przywitała się.
- Hermi, fajnie że wpadłaś – odłożyła książkę i usiadła na brzegu łóżka klepiąc miejsce obok siebie.
- Ginny, mam problem – wyszeptała.
Rudowłosa popatrzyła się na przyjaciółkę z pytającym spojrzeniem.
- Problem?
- Problem z Malfoy’em.
- Z Malfoy’em? – zapytała zaskoczona.
- Cały czas jestem na niego skazana, a teraz jeszcze ten głupi konkurs, jesteśmy razem w parze… - wydyszała ze zrezygnowaniem brunetka.
- To było do przewidzenia, tylko was nie było jak wybierali pary. Hmm… ale popatrz na to z innej strony. Jesteście najlepszymi uczniami w Hogwarcie, musicie to wygrać. A nagroda gówna jest nie byle jaka.
- Nagroda? – zapytała zdezorientowana Gryfonka.
- Nie mów, że nie czytałaś – wskazała na kopertę w rękach Hermiony – Nagrodą za pierwsze miejsce jest tygodniowy pobyt na Dominikanie w ekskluzywnym mugolskim Hotelu. To jest najlepsza nagroda, nie dość że masz wolne od szkoły, to jeszcze jedziesz na wakacje i to w dodatku w ekskluzywnym stylu.
Z każdym kolejnym wypowiadanym słowem młodszej z dziewczyn, usta Hermiony przybierały coraz większy kształt litery „o”. Nie dowierzała. Jej młodsza przyjaciółka mówiła całkiem do rzecz. Może i byli największymi wrogami, może Malfoy był zapatrzonym  w siebie kretynem, ale na magii znał się doskonale, tak naprawdę to znajdowali się najwyżej w szkolnym rankingu. Niewygranie takiego konkursu wiązało się z cudem.
Hermiona skrzywiła się nieznacznie. Rudowłosa wydawała się być bardzo zadowolona z faktu, że jej koleżanka ma szansę wygrać ten cały konkurs i spędzić uroczy tydzień w hotelu pełnym udogodnień. Lecz sama zaplątana w tą zabawę brunetka, nie podzielała myśli młodszej Gryfonki.
- Najlepsza? Najlepsza? – zapytała z oburzeniem – Zadam ci zagadkę Gin. Co jest gorsze od spędzania czasu z Malfoy’em w szkole?... O już wiem, Spędzanie czasu z Malfoy’em na pseudo wakacjach! – wykrzyczała.
- Oj, no Hermi. Może nie będzie tak źle – starała się pocieszyć przyjaciółkę.
Hermiona natomiast uniosła chytry wzrok, w którym niemal błyszczał nowy, przebiegły pomysł. Zanim opuściła dormitorium zaskoczonej Ginny, wypowiedziała tylko jedno przesycone przebiegłością zdanie.

- Masz racje Gin, nie będzie tak źle, a ja już się o to postaram.




***

Wiem, że słowo PRZEPRASZAM, i TŁUMACZENIE SIĘ nic nie zmienią, ale chciałabym abyście wiedziały, że jest mi bardzo przykro, z powodu tak długiego braku rozdziału. 

Nie wiem jak to wytłumaczyć, zwątpienie w bloga? brak weny? Mała motywacja? Mała ilość komentarzy?  Możliwe że wszystkie te czynniki wpłynęły na tak długi okres oczekiwania :( ale obiecuję się poprawić. A już niedługo spodziewajcie się lepszych i na pewno bogatszych o jakąś akcje rozdziałów, niż ten dzisiejszy.

Dzisiejszy rozdział to jakby wstęp do kolejnych ciekawych wydarzeń. nieco krótki, za co ponownie musicie mi wybaczyć ;/ w przyszłości postaram się poprawić.

Tak tak kończę truć i zapraszam do czytania :)



A i prawie bym zapomniała, zapraszam na mój drógi blog który powoli się rozkręca, ale może zaciekawi niektóre z Was. Blog modowo - lifestylowy :D

http://brielfashion.blogspot.com/

piątek, 2 października 2015

Rozdział 12



"Zaufa­nie jest naj­piękniej­szą spo­wie­dzią
 za­kończoną słowem "prowadź"


 Jego oczom ukazała się leżąca kilka metrów od niego, na zimnej poczerniałej ziemi, blada jak trup i nie dająca znaków życia Gryfonka.
Draco przestraszył się nie na żarty, gdyż jeszcze chwile temu wyminął zdrową, może lekko skrzywiona z bólu dziewczynę. Teraz nie dawała znaków życia, leżała bezwładnie w dziwnie skrzywionej pozie. Arystokrata w jednym momencie doskoczył do brunetki i upewniając się kilkakrotnie, że oddycha odetchnął z ulgą. Powoli, uważając by nie zrobić jej krzywdy, wziął ją na ręce i zaniósł blisko wejścia do jaskini. Usiadł na wystającym głazie, a Gryfonkę położył sobie na kolanach i zaczął nią delikatnie potrząsać.
 - Granger… Granger… obudź się – wyszeptał jej do ucha.
Dziewczyna poruszyła się nieznacznie i zmarszczyła nos, po czym zamrugała kilkakrotnie powiekami, a przerażenie pojawiło się w jej oczach z chwila w której uświadomiła sobie w jakiej pozycji się znalazła.
- Malfoy, co ty robisz? – zapytała słabym głosem.
- Jak to co? Pomagam ci, zemdlałaś – Stwierdził takim tonem, jakby pomoc Gryfonce była rzeczą wykonywaną przez niego notorycznie.
- Umarłam i znalazłam się w równoległej rzeczywistości, gdzie nie jesteś dla mnie takim dupkiem? – zapytała obrzucając blondyna rozkojarzonym spojrzeniem.
- Bredzisz Granger, przecież nie jestem taki zły.
- A nie, pomyłka. Jednak  to ta właściwa rzeczywistość, nadal jesteś zakochanym w sobie głupkiem – skończywszy mówić poderwała się z kolan Ślizgona. Jednak zrobiła to zbyt gwałtownie, bo Draco już drugi raz tej nocy zmuszony był pomóc dziewczynie.  Złapał ją delikatnie za ramiona i posadził na wcześniej zajmowanym kamieniu.
- Co się właściwie stało? Zobaczyłaś tam coś, że zemdlałaś? – skinął głową w stronę lasu.
- Eeee… Nie…
- Nie zachowuj się jak Potter, odpowiedz normalnie – polecił, widząc jak się jąka.
- Bo wiesz, czasem tak reaguje na widok krwi – odpowiedziała i spojrzała gdzieś w bok, a chłopak dopiero w tym momencie spostrzegł że dziewczyna przez cały czas ma schowaną ranną rękę za plecy, tak by na nią nie spoglądać.
- Oj Granger, chcesz mi przez to powiedzieć, że co najmniej raz w miesiącu mdlejesz w łazience? – zażartował.
Hermiona spojrzała na niego niezrozumiałym wzrokiem i starała się przeanalizować jego słowa, kiedy w końcu zrozumiała co arystokrata miał na myśli zrobiła minę oburzonej księżniczki.
- Jesteś okropny, to wcale nie tak tam to, to co innego.
- Co innego? – zapytał uśmiechając się pod nosem – to wyobraź sobie, że masz teraz okres… tyle że z ręki.
- Jesteś obrzydliwy wiesz? – zdenerwowała się.
- Dobra Granger, nie ważne. Pokazuj tą łapę – rozkazał.
- Nie
- Nie dyskutuj, musimy iść dalej jakbyś nie zauważyła, to nasza misja nie dobiegła jeszcze końca.
Zrezygnowana odwróciła wzrok gdzieś w bok i wyjęła dłoń zza pleców podając ją chłopakowi. Jak się okazało była cała usmarowana czerwoną mazią, chodź na szczęście rana przestała już krwawić. Nie mając przy sobie żadnej wody, czy bandaża blondyn użył jedynego co miał pod ręką, a jego ruch zaskoczył brunetkę.
- Ty mnie kiedyś wykończysz – mruknął, po czym rozpiął bluzę i jednym szarpnięciem oderwał podłużny kawałek materiału ze swojej koszulki – teraz się nie ruszaj – nakazał i począł obwiązywać zranioną rękę, a dziewczyna wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać – no i po bólu Granger.
Spojrzała nieufnie na dłoń, później na Malfoy’a i z powrotem na dłoń po czym wydukała ciche dziękuję.
- No dalej Granger wstawaj musimy iść.
Dziewczyna wstała z kamienia i potrząsając lekko głową stwierdziła, że czuje się lepiej, gdyż zawirowania zniknęły i stabilnie mogła stanąć na nogach. Chłopak zabrał miecz  i ruszył przodem w głąb ciemnej jaskini.
- Kurwa – zaklął głośno – Nic tu nie widać, a różdżki nie działają.
Hermiona zamrugała kilka razy i włożyła zdrową rękę do kieszeni kurtki i uradowana wyciągnęła podłużny metalowy przedmiot.
- Zupełnie o niej zapomniałam, to latarka Malfoy taki mugolski wynalazek. Oświetli nam drogę, spójrz – wytłumaczyła widząc pytający wzrok chłopaka.
Nacisnęła przycisk i całe wnętrze rozświetliło się ukazując mrożący krew w żyłach obraz. Jaskinia była rozległa, brudna z wilgotnymi ścianami, ale to nie to wprawiło Gryfonkę w osłupienie, a mianowicie liczne porozrzucane po posadzce kości i czaszki, należące do ludzkiego szkieletu.
- Malfoy? Jak to wytłumaczyć? – zapytała ledwo słyszalnie.
- Nie wiem Granger, ale módlmy się, żeby nie spotkać tego „czegoś”, co zostawiło po sobie taki bajzel.
- Może już chodźmy – odezwała się – chce mieć to czym prędzej za sobą.
I ruszyli w ciemną jaskinię, ścieżka która szli czasami lekko skręcała, więc trzymali się jej nie napotykając w tym czasie już żadnych nowych przeszkód. Maszerowali w ciszy nawet na siebie nie zerkając. Dopiero gdy droga zaczęła się rozdzielać w dwie rożne strony przystanęli.
- Spójrzmy na mapę – zaproponowała.
- Z mapy wynika, że chyba musimy iść w lewo…a nie w prawo, albo…
- Dawaj to Malfoy – powiedziała i wyszarpnęła mu pergamin z rąk – trzymałeś ją do góry nogami Głupku.
- Nie obrażaj mnie, bo mogę się wrócić i sama pójdziesz szukać, tego suchego badyla.
- Oj tam, nie zostawisz mnie.
- Dlaczego jesteś tego taka pewna? – zapytał unosząc jedną brew.
- Dumbledore kazał trzymać nam się razem.
- Ten cały Dumbledore powiedział również, że ta wyprawa nie przekracza naszych możliwości.
- A co przekroczyło twoje możliwości Malfoy? – zapytała zaciekawiona.
- Ty.
Zdziwiona uniosła wzrok z nad mapy na chłopaka.
- Ja?
- Nie mów, że nie masz dość ciągłego przebywania razem? Ale może tobie pasuje moje towarzystwo Granger? – uśmiechnął się cwaniacko i czekał na odpowiedź.
- Chyba śnisz! – krzyknęła – nie będę wypowiadała się na ten temat, nie ma na to czasu. Idziemy prawym korytarzem.
Schowała mapę do kieszeni i tym razem , to ona postanowiła prowadzić.
Szli dość długo w zupełnej ciszy nie wyczuwając obecności żadnych niepożądanych stworzeń. Kilkakrotnie jeszcze musieli posiłkować się mapą. Po pewnym czasie doszli do ślepej uliczki, drogę zagrodził im wysoki mur skalny. Spojrzeli po sobie ze zdziwieniem i wrócili do analizowania mapy. Może coś źle odczytali? Albo skręcili nie w tym miejscu gdzie trzeba było? Gryfonka zaczęła się zastanawiać, pergamin pokazywał, że miejsce w którym się naleźli jest jak najbardziej prawidłowe.
- No i co teraz? – zapytał jakby samego siebie.
- Tu musi być jakieś przejście – stwierdziła głośno i zaczęła dotykać  kamiennej powierzchni w celu odnalezienia jakiejkolwiek wskazówki. Przyglądała się murowi, myślała, analizowała, lecz nic nie przychodziło jej do głowy.
- Granger?
-Hm?
- Szukamy w złym miejscu – stwierdził poważnym tonem, wpatrując się w jakiś wysoko położony punkt.
- Jak w złym?
- Chodź tutaj. Widzisz tam ten przesmyk? – zapytał wskazując na prawy górny róg muru – to prawdopodobnie jest przejście, kwiat musi znajdować się po drugiej stronie. Podsadzę cię.
- Nie, nie, nie…Ty idź – panikowała.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że masz lęk wysokości i nie bądź niemądra, musimy tam wejść razem.
- Może mam, a może nie. Nie twój interes.
- Nie mamy czasu. Dawaj Granger, podsadzę cię.
Dziewczyna ze zrezygnowaniem podeszła do chłopaka i z miną męczennicy pozwoliła podsadzić się Malfoy’owi  i po dłuższej walce z kamiennym murem znalazła punkt zaczepienia. Udało jej się prześlizgnąć do około połowy szczeliny, a widok który zastała delikatnie poprawił jej humor. Po drugiej stronie przesmyku znajdowało się łagodne zejście. Wsunęła się głębiej w szczelinę i już po kilku chwilach stała na solidnym podłożu. Zza  ściany do jej uszu dobiegł niespokojny głos chłopaka.
- I jak Granger, żyjesz?
- Nie udawaj, że cię to obchodzi Malfoy.
- Ah…Jaka szkoda – westchnął, kiedy się okazało, że jednak jest cała i zdrowa – idę do ciebie – kilka sekund później arystokrata stał dokładnie obok Gryfonki.
- Zobacz, tam się coś świeci – wskazała białą poświatę tuż za zakrętem.
Skierowali swoje kroki do wskazanego przez dziewczynę miejsca, a widok jaki zastali był chyba najpiękniejszym w ich życiu. Dokładnie za skrętem w prawo znajdowała się nieduża wnęka w ścianie, a w niej spoczywał emanujący magicznym światłem biały kwiat. Wyrastał jakby z kamieni, w ciemnej, pustej jaskini, rósł bez wody, czy słońca, w żaden sposób nie czerpał wartości odżywczych, bo z czego? Z kamieni? Lecz nie to było zaskakujące, a jego piękno . Był naprawdę duży, z podłużnymi nachodzącymi na siebie, nieziemsko białymi płatkami.
- To jest piękne Granger – wyrwało się Malfoy’owi.
- Tym razem się z tobą zgodzę – powiedziała starając się nie mrugać.
- Wiesz, że musimy go ściąć?
- Wiem, ale jest taki piękny – powiedziała po czym dodała nieco pewniej – musimy się również pośpieszyć.
Draco jakby od niechcenia podszedł do kwiatu i przyjrzał mu się dokładnie.  Wyciągną prawą rękę w jego kierunki i dotknął opuszkami palców bielutki płatek rośliny, na co ona poruszyła się nieznacznie, niczym małe, domowe zwierzątko. Chłopak wyglądał na zdziwionego tym zachowaniem kwiatu, lecz nie trwało to długo, bo już po chwili trzymał w ręce srebrzysty miecz. Wystarczyło jedno zgrabne pociągnięcie ostrza a kwiat spoczął na jego dłoni.
- Udało nam się Granger – powiedział przerywając ciszę.
- Nie sądzisz, że to aż za dziwnie brzmi? Udało się NAM, razem – powiedziała.
- Oj tam Granger, jak się postarasz, to potrafisz być miła.
- Zapomnij, że jak wrócimy do zamku to nadal taka będę. Lepiej już chodźmy.
Chłopak poszedł pierwszy oddając dziewczynie kwiat, przeszedł na drugą stronę a następnie pomógł brunetce zejść. Szczęśliwi ruszyli do wyjścia, nie potrzebna była im już mapa, dokładnie pamiętali każdy skręt jakim tu dotarli. Kiedy byli już przy wyjściu Draco przystanął nagle i popatrzył na Hermionę z lekkim przerażeniem.
- Granger?
- Tak? – zapytała nie wiedząc dlaczego się zatrzymał.
- Chyba znam odpowiedź na twoje wcześniejsze pytanie.
- Które?
- Jak pytałaś, skąd wzięło się tu tyle ludzkich szczątków – stwierdził ze strachem.
- Malfoy! – krzyknęła nie wiedząc o co może mu chodzić.
- Granger, spójrz na wyjście z jaskini – polecił.
Dziewczyna wykonała jego polecenie, lecz od razu tego pożałowała. Wrzasnęła głośno i wypuszczając kwiat z rąk przesunęła się bardzo blisko Dracona, który sam był nieźle wstrząśnięty. Dokładnie przed wyjściem z groty stał najbrzydszy, najbardziej odrażający i zapewne niebezpieczny stwór jakiego dane było im zobaczyć. Pogarbiony, wychudzony w połowie wilkołak, a w drugiej połowie ciężko stwierdzić co. Jego ciało pokryte było licznymi bliznami, które mogli dostrzec pomiędzy poszarpaną, brudną sierścią. Oczy miał czarne i wyłupiaste, a mordercze spojrzenie skierowane było prosto na dwójkę młodych czarodziei. Pysk miał długi ozdobiony niezliczoną ilością pożółkłych, ale ostrych jak brzytwa zębów, a do tego pazury długie i ostre, mogłyby przebić nie jednego człowieka na wylot.
- Ma…Ma…Malfoy! – starała się krzyknąć dziewczyna.
- Nie bój się Granger, nie wejdzie tu.
- Skąd wiesz? – zapytała przyciskając swoją rękę do ręki chłopaka.
- Mogą tu wejść tylko nieletni czarodzieje, zapomniałaś? Poza tym spójrz na te ludzkie kości, są ułożone niemal równo. Ci ludzie nie umarli zabici przez bestię, oni zmarli z głodu – stwierdził.
- Jak my teraz wyjdziemy? Jak wrócimy do zamku? On nas przecież zabije – panikowała.
- Idź tam, może uda ci się go zagadać na śmierć.
- Malfoy! – zganiła chłopaka.
- A jak cię zje to tylko liczyć, że się tobą struje, a  ja spokojnie wrócę do zamku – starał się rozładować napiętą atmosferę.
- Jak możesz żartować? Jesteśmy w pułapce – panikowała.
- Zależy z jakiej strony na to spojrzeć Granger…
- Co masz na myśli? – zapytała niedowierzając, że blondyn może mieć jakiś pomysł.
- Mamy miecz, a na nim zagadkę, może to jest rozwiązanie naszego problemu – wypowiadając ostatnie słowo wskazał głową na stwora szczerzącego kły.
- To jest to Malfoy, daj ten miecz – poleciła i nie czekając na odpowiedź chłopaka wyrwała mu ostrze z ręki i poczęła czytać napis w myślach. Draco w tym czasie podszedł do przodu kilka kroków i podniósł upuszczony przez dziewczynę kwiat.
-  Wygrają tylko ci co cienką granicą się staną – powtórzyła na głos – co to może oznaczać?
- Nie jestem dobry w zgadywankach Granger, więc ci nie pomogę – stwierdził obracając kwiat dłoniach.
- Bo myślałam, że będzie inaczej phi…
Brunetka myślała intensywnie, nad słowami wyrytymi na mieczu, lecz nic nie mogła wymyślić. Próbowała sobie przypominać najróżniejsze książki jakie czytała, a które mogłyby jej pomóc, ale w jej głowie panowała kompletna pustka. Co chwile zerkała na czyhającego na ich życie potwora, który z minuty na minutę wyglądał coraz straszniej.
- Mam! – krzyknął w pewnym momencie arystokrata.
- Co masz? – zapytała zrywając się z kamienia na którym usiadła.
- Pamiętasz dzień kiedy Dumbledore rzucił na nas ten urok?
- Jakbym mogła zapomnieć, przecież to był najgorszy dzień w moim życiu, no może do dnia dzisiejszego. Jaki ma to związek?
- I wzajemnie – odpowiedział na jej uwagę o najgorszym dniu w życiu – pamiętasz co powiedział zanim wyszliśmy?
- Do rzeczy Malfoy – nakazała.
- Powiedział coś w stylu, że między miłością a nienawiścią jest cienka granica, a ta granicą jest zaufanie.
Dziewczyna otworzyła oczy ze zdumienia, jej największy wróg rozwiązał zagadkę.
- Malfoy, jesteś genialny – krzyknęła rozentuzjazmowana.
- Wiem – odpowiedział jej z udawaną wyższością.
- Cofam to, jesteś za bardzo pewny siebie. Ale wracając, dyrektor nie powiedział nam tego bez powodu. Jego tekst łączy się z tym na mieczu, to nie jest przypadek – mówiła podekscytowana – Miecz mówi o zaufaniu, to ono pozwoli nam zwyciężyć, a słowa Dambledore’a odnosiły się do zlikwidowania klątwy, to jest to Malfoy! Załatwimy dwie sprawy za jednym zamachem.
- Jaśniej Granger – poprosił, bo nie nadążał za paplaniną dziewczyny.
- Nie rozumiesz? Ufając sobie, pokonamy potwora i pozbędziemy się uroku, dyrektor chciał nas pogodzić, a jak inaczej mógłby to zrobić, jak nie zmuszając nas do wzajemnego zaufania? – zapytała.
- Czy ty się Granger słyszysz? Jeśli to co mówisz jest prawdą, to jesteśmy w dupie – stwierdził inteligentnie.
- hm? – mruknęła nie rozumiejąc go.
- Czy potrafimy sobie zaufać? – zapytał.
Słowa chłopaka były dla niej jak kubeł zimnej wody, miał rację oni nie są w stanie sobie zaufać.
- Nie wiem jak ty, ale ja chcąc się stąd wydostać, więc jestem gotowa na wszystko.
- Wiesz Granger, że to zabrzmiało dwuznacznie? – zapytał uśmiechając się podejrzanie.
- Nie w tym sensie na wszystko – poprawiła się szybko lekko purpurowiejąc na twarzy.
- Ufasz mi Granger? – zapytał spoglądając w oczy Gryfonki.
- A mam powód by ci ufać? Boję się, że możesz mnie tu zostawić! – pożaliła się.
Draco spojrzał na dziewczynę z nieukrywanym zdziwieniem. Wiadomo, że jej nie lubił, dogryzał na każdym kroku, obrażał i wykłócał o najbanalniejsze rzeczy, ale nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że dziewczyna będzie odbierać to tak poważnie i pomyśli że byłby w stanie zostawić ją na tym totalnym odludziu. Po prawdzie arystokrata nie był ideałem, ale posiadał jakieś tam serce i zostawianie biednej zlęknionej dziewczyny w przerażającym lesie nie należało do rzeczy które mógłby zrobić, nawet jeśli ta dziewczyna miała na nazwisko Granger.
- Posłuchaj głupku, - zaczął niezbyt uprzejmie, jak miał w zwyczaju – nie zostawię cię tu, sam nie chce zostawać w tym miejscu ani minuty dłużej, a co dopiero mieć ciebie Granger na sumieniu.
- Sam jesteś głupkiem – odpowiedziała tylko z wyrzutem i nieśmiało spojrzała na chłopaka którego oczy w tym momencie wyrażał całkowity spokój i opanowanie. Nie kłamał, nie mógł.
Ten skretyniały kretyn Malfoy potrafił jej zaufać, więc czemu ona nie potrafiła jemu? – odezwał się cichy głosik w jej głowie. Przecież każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, ale pytanie brzmi, czy Draco Malfoy był człowiekiem? Jednego była pewna, nie był tą wstrętną kreaturą z zewnątrz czyhającą na ich życie. W tej chwili był wyrozumiały, miły i sprawiał wrażenie człowieka posiadającego serce.
- Zaufam ci, ale jeśli przez ciebie zginiemy, to wiedz że cię wskrzesze i zabiję jeszcze raz – powiedziała cicho.
- Jeśli zginiemy, to ty tez będziesz martwa Granger, więc nic mi nie zrobisz.
- Nie bądź tego taki pewny.
Po tych słowach wyciągnęła prawą rękę w stronę blondyna i pochwyciła rękojeść miecza. Ich rozgrzane palce stykały się na chłodnej powierzchni, wzrok spoczął w przeciwnych kierunkach, to była jedna z najbardziej intymnych chwil w jakiej się znaleźli od ostatniego czasu.
- Ufasz mi Malfoy? – zapytała po chwili ciszy.
- Pytanie czy ty ufasz mi Granger? – odpowiedział zachrypniętym głosem.
- Skopmy temu stworowi ten obrzydliwy tyłek – te słowa zaskoczyły ją samą.
- Zaskakujesz mnie Granger – powiedział po czym odkładając kwiat na pobliski kamień ruszyli w kierunku potwora.
Szli równo czując jak serca chcą wyrwać się z ich piersi, adrenalina wzrosła kilkakrotnie, tętno wzrosło i pojawiło się lekkie dygotanie dłoni. Kreatura spojrzała na nich ze wściekłością i zawyła przeraźliwie odsłaniając ostre kły. Bali się, bali się niemiłosiernie, ale obdarzyli się nieograniczonym zaufaniem. Wiedzieli, że nie może być źle, że razem dadzą radę.
Wystąpili z jaskini równo, celując mieczem w potwora który skierował swe kroki w ich stronę. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia i ruszyli  całym impetem na oszalałe stworzenie. Wszystko potoczyło się szybko, z miecza błysnął strumień jasnego światła i oślepił wspólnego ich wroga, co wykorzystali wbijając miecz aż po samą rękojeść w jego serce. W tym samym momencie kiedy wilkołak wydał z siebie ostatnie tchnienie życia wypuścili ostrze z rąk i opadli zmęczeni na najbliżej położony kamień.
- Udało się! NAM się udało – odezwała się dziewczyna patrząc jak miecz wbity w miękkie, martwe ciało rozpływa się i znika.
Nadal rozdygotani na całym ciele, ale jednocześnie szczęśliwi zabrali kwiat z jaskini i popędzili ile sił do wyjścia z lasu, musieli zdążyć.

Ostatnią ich wspólną myślą było, to że już nic nie będzie takie samo, to jedno zdarzenie, ta jedna podróż tchnęła w ich serca całkowicie nowe uczucie.





***

Kolejny rozdział za nami, tak się cieszę na zakończenie tej ich misji. teraz czas na szkolne przygody, może nawet w ruch ponownie pójdzie zestaw łazienkowy :D ale kto to wie :D wena jest przecież nieobliczalna.

Zapraszam do czytania komentowania itp. itd. 
Już niedługo napisze coś jeszcze, może nawet w ten weekend :D 

niedziela, 27 września 2015

Miniaturka - Polubić mugoli

Miniaturka - Polubić mugoli




-Że ja się na to zgodziłem Granger.

To zdanie rozbrzmiewało już któryś nasty raz tego ranka, wypowiadane ze zrezygnowaniem przez pewnego blond arystokratę. Chłopak z delikatną irytacją szykował się do opuszczenia dormitorium, powolnym ruchem dłoni przeciągnął po nieco przydługawych już platynowych włosach. Za nic w świecie nie dał rady nad nimi zapanować, nieporadnie dokładał coraz to nowszą porcję żelu, a towarzyszył mu przy tym szczery śmiech pewnej Gryfonki.
Siedziała na parapecie, z podwiniętymi pod brodę kolanami, jej delikatne brązowe loki spływały zgrabnie po ramionach. Wpatrywała się ze szczerą radością i uśmiechem w bezradnego blondyna. Każda jego próba ułożenia włosów kwitowana była przez dziewczynę coraz to nowszą salwą śmiechu i niedowierzającym kiwaniem głową. Spędziła w tej pozycji już około dwadzieścia minut czekając na niewybranego Ślizgona.
Kto by pomyślał, że Hermiona Granger i Draco Malfoy, będą w stanie w ogóle się znosić, a już nie wspominając o wspólnych rozmowach, czy obecnym przesiadywaniu dziewczyny w jednym z męskich ślizgońskich dormitoriów.

Co ich odmieniło?

 Tę odpowiedź ciężko odnieść do jednej sytuacji, a najlepiej do kilkuset. Wspólne dyżury, wypełnianie tych samych obowiązków, bycie reprezentantami szkoły, wspólne wyjazdy integracyjne, wszystkie te sytuacje wpłynęły na obecny stan nastolatków. Błędem byłoby stwierdzenie, że zostali najlepszymi przyjaciółmi, lecz najodpowiedniejszym słowem opisującym ich wzajemne relacje, jest brak widocznej nienawiści.

- Nie zgodziłeś się – zaszczebiotała – ty nie miałeś wyjścia.

Jak zwykle musiała go poprawiać, i przypomnieć o minionym niewygodnym zdarzeniu z przed tygodnia.

- Nie denerwuj Granger – odezwał się zirytowany, nachalnie przyklepując swoją przydługawą blond grzywkę.

- Tak dla przypomnienia, to nie ja przegrałam zakład – odpowiedziała zeskakując z parapetu i zbliżając się do niego na odległość kilku centymetrów – zaraz je sobie wszystkie powyrywasz.

Zgrabnym ruchem prawej dłoni przejechała kilkakrotnie po włosach chłopaka. Wystarczyło jej kilka sekund, aby ułożyć niesforne kosmyki. Uśmiechnęła się uroczo i pokręciła lekko głową na boki, wyrażając tym samym swoje rozbawienie całą tą sytuacją.

- Jak ty to robisz Granger?

- Co robię? – zapytała udając, że nie wie o co chodzi.

- Jakim sposobem potrafisz ułożyć moje włosy lepiej niż ja sam.

- Hmm… Wrodzony talent? – mówiąc to mrugnęła kokieteryjnie.

- Nie powiedziałbym.

- Rusz tyłek  Malfoy, przed nami długa droga – zmieniła ton na bardziej stanowczy.

- Muszę? – zapytał z miną małego, słodkiego szczeniaczka.

- Chyba nie musze ci tłumaczyć, że przegranie zakładu wiąże się z konsekwencjami – wyjaśniła – no chodź nie będzie tak źle.

- Cały dzień wśród mugoli, i ty uważasz, że nie będzie źle? – narzekał wciąż.

Nie zdążył dodać nic więcej, bo dziewczyna złapała swój wiosenny płaszczyk i przy okazji rękę Dracona, by kilka sekund później znaleźć się na korytarzach Hogwartu. Oboje ubrani byli w zwykłe mugolskie ubrania, pech chciał, że zgrali się kolorystycznie i w tej chwili przypominali bardziej uroczą, zakochana parę, niż zwykłych znajomych. Dziewczyna miała na sobie ciemno granatową sukienkę delikatnie rozkloszowaną od tali, na wierzchu czarny sweterek, rajstopy i buty na niewysokim, ale grubym obcasie, natomiast Draco założył na siebie ulubioną, szytą na miarę granatową elegancką koszulę i czarne dżinsy, które podarowała mu dziewczyna, tłumacząc to panującą wśród niemaicznych ludzi modą.

- Wiesz Granger, nigdy bym nie pomyślał, że będziesz łamać ze mną szkolny regulamin – zagadnął.

- Jeszcze wiele o mnie nie wiesz. – odpowiedziała tajemniczo, by po chwili ciszy jeszcze dodać – a tak na marginesie, to ja też nie myślałam, że kiedykolwiek pokażesz się ze mną publicznie.

- Lubię otaczać się gronem pięknych kobiet.

To wyznanie chłopaka wprawiło dziewczynę w niemały szok, do tego stopnia, że musiała przystanąć na chwilę i przetrawić sens wypowiedzianych w jej kierunku słów.

- Czy ty właśnie nazwałeś mnie piękną? – zapytała wpatrując się głęboko w zimne, szare tęczówki.

- A czy widzisz tu grono kobiet?

- Nie.

- No to masz odpowiedź – stwierdził z lekkim uśmiechem i wyminął dziewczynę.

- Nie prawda, wcale nie o to Ci chodziło Malfoy.

- Granger, nie siedzisz w mojej głowie, więc nie wiesz co miałem na myśli – sprostował, wymijając kilkoro uczniów przy wyjściu na błonia.

- Oh.. Ja też lubię otaczać się przystojnymi mężczyznami – szybko podłapała jego grę. I tym razem Draco obrzucił ją niedowierzającym spojrzeniem.

- Dzięki Granger.

- Przepraszam, źle mnie zrozumiałeś, dzisiejszy dzień to wyjątek od normy – Posłała blondynowi jeden ze swoich najbardziej rozbrajających uśmiechów i skierowała się w stronę zakazanego lasu. A towarzyszył jej przy tym cichy szept chłopaka, Ty mnie kiedyś wykończysz Granger.

Kiedy znaleźli się już na skraju lasu, dziewczyna wyciągnęła swoją drobną rękę w kierunku arystokraty, a ten bez zastanowienia ją ujął. Po chwili mroczny obraz rozmazał się a na jego miejsce wskoczył widok zatłoczonej londyńskiej ulicy.

- Witaj w moim świecie – mruknęła Gryfonka.

Draco zlustrował wzrokiem otaczających go mugoli, byli ubrani bardzo podobnie do niego, można by powiedzieć, że niemal identycznie. Obserwował śpieszących się dorosłych, przepychające i żartujące na wszelkie tematy dzieci, oraz palących papierosy nastolatków. Spojrzał jeszcze raz na przechodniów po czym spuścił wzrok na własne ciało, a myśl jaka przebiegła mu przez głowę była szokująca. Za sprawą tej małej nieznośnej brunetki stał się mugolem. Jednym z tych, których do niedawna jeszcze nienawidził i tępił.

Odrzucił od siebie ponure myśli i zwrócił się z zaciekawieniem do towarzyszki.

- Jakie atrakcje zaplanowałaś?

- Takie które wykończą twoje wiotkie serce Malfoy – odpowiedziała zadziornie.

- Nie martw się o moje serce Granger, ono dużo wytrzyma.

- Widok mnie tańczącej w Klubie gogo też? – zapytała rozbawiona.

Młody Malfoy po tych słowach chwycił się prawą ręką za serce udając zawał.

- Zawsze możemy się przekonać – mruknął jej na ucho.

- Przykro mi, ale nie skorzystam – mrugnęła do niego - Chodźmy do mojej ulubionej kawiarni.

Pociągnęła chłopaka na kolejną ulicę, na której znajdowała się przeurocza niewielka kawiarenka w stylu vintage. Weszli do środka i zajęli miejsce przy oknie za którym rozciągał się widok ulicy. W kilka minut obok ich stolika pojawiła się kelnerka z dwiema kartami.

- Zdecydowałeś się na coś? – zapytała po chwili.

- Wezmę tylko Czarną kawę.

- Mówiłam ci już, że pijasz za dużo kawy? Niedługo serce ci stanie.

- Nie tylko serce Granger. Widziałaś tamtą kelnerkę? – mrugnął do brunetki porozumiewawczo.
Gryfonka na te słowa mocno się zarumieniła i odwróciła speszony wzrok.

- Zacznij myśleć głową Malfoy – odpowiedziała chłopakowi po cichu, ponieważ koło ich stolika pojawiła się wspomniana wcześniej kelnerka.

Podając chłopakowi kawę nachyliła się znacząco wypinając pokaźny biust, mrugnęła do niego okiem i uśmiechnęła się niejednoznacznie.

- Granger, zaczynam lubić te mugolki – odezwał się ruszając przy tym zabawnie brwiami.

- Zamknij się, bo zaraz zdzielę cię gazetą po tym twoim pustym łbie.

- Oj Granger, nie zgrywaj już takiej zazdrosnej, bo się zaraz zarumienię.

- Phi, zazdrosna? O ciebie? Chyba kpisz.

Nic już nie odpowiedział tylko pochwycił stojący przed nim gorący płyn i powolnym rchem zbliżył filiżankę do ust.

- O cholera, To jest dobre.

- Czyli polubiłeś mugoli?

- Oj no nie przesadzajmy, to tylko jedna kawa, tym mnie nie kupią.

- Ale są na dobrej drodze – stwierdziła z uśmiechem i pociągnęła łyk swojego latte.

Hermiona Granger za wszelką cenę obrała sobie zmianę nastawienia Malfoy’a w stosunku do mugoli. Postanowiła tak pokierować dzisiejszym dniem, aby chłopak błagał ją o kolejny wypad do miasta. Po kilku minutach ich filiżanki były puste, a widząca to kelnerka podeszła do ich stolika.

- Możemy prosić rachunek? – zapytała Gryfonka, a kobieta szybko podała im małą karteczkę z wypisaną kwotą.

Nim brunetka zdążyła wyjąć pieniądze z kieszeni płaszcza, to blondyn podawał już na wyciągniętej ręce odliczone galeony.

- Malfoy nie – Powiedziała pośpiesznie i wytrąciła mu z ręki magiczne pieniądze – pozwól, że ja zapłacę – po czym podała kelnerce właściwe pieniądze, a ta odeszła kiwając ponętnie biodrami.

- Wiesz Granger, chciałem być gentlemanem.

- Używając magicznych monet w niemagicznym świecie? – zapytała lekko zdenerwowana.

- Liczy się gest.

- Lepiej już chodźmy, będziesz miał jeszcze wiele okazji, żeby się wykazać  – wstała z miejsca i założyła swój czarny płaszczyk, a chłopak poszedł w jej ślady.

W wesołych nastrojach opuścili kawiarenkę, no może tylko blondyn był w wesołym nastroju, dziewczyna wykazywała raczej małe chęci do śmiechu.

- Jaki następny przystanek pani przewodniczko?

- Nie nazywaj mnie tak.

- Dobra, to jaki następny przystanek Granger?

- Zaraz się przekonasz – odpowiedziała tajemniczo.

Szli w ciszy mijając kolejne mniejsze i większe ulice, a słoneczko nieśmiało przebijało się przez zachmurzone niebo. Hermiona uśmiechnęła się leciutko na myśl, że już po pierwszym ich „przystanku” Draco wykazał pozytywne zainteresowanie mugolami.
Zbliżali się powoli do ogromnego, kolorowego, oświetlonego milionami malutkich lampek i innych światełek placu, na którym stały dziwaczne maszyny i gdzie dostrzec można było największe skupisko ludzi.

- Granger?

- Tak?

- Będziesz przeprowadzać na mnie wymyślne tortury za pomocą tym maszyn? – zapytał zaniepokojony.

- Och głuptasie, to wesołe miasteczko – odpowiedziała śmiejąc się z głupiego pomysłu blondyna.

- A wesołe miasteczkoooo, no i wszystko się wyjaśniło – zaczął z sarkazmem.

- Nie byłeś nigdy w wesołym miasteczku? – dopytywała zszokowana.

- Nie chcę być niemiły, ale pochodzimy z zupełnie różnych światów Granger. Ja mam Galeony, ty masz te swoje fikuśne monety, ja mam teleportację, ty te dziwne metalowe pojazdy na czterech kołach, ja mam smoki, a ty atrapy smoków? – kończąc zdanie skinął głową na wielkiego metalowego smoka, który był główną atrakcją miasteczka.

- No przepraszam, czasem o tym zapominam. Wynagrodzę ci to.

- No ja myślę – odpowiedział i poruszył znacząco brwiami.

- Nie tak jak myślisz – dodała – Co zaliczyć chcesz pierwsze?

- Tą kelnerkę z kawiarni.

- Malfoy!

- No co? Pytałaś, to odpowiedziałem – tłumaczył się.

- Nie to miałam na myśli, ty tylko o jednym.

- W końcu jestem tylko facetem.

Gryfonka pokręciła z politowaniem głową ruszyła w kierunku Tunelu Strachu. Obrała sobie za taktykę przestraszenie Mlafoy’a, może w tedy będzie potulniejszy. Nie zwracając uwagi na towarzysza skierowała swoje kroki ku atrakcji.

- Tunel Strachu – przeczytał na głos arystokrata – to pretekst żeby się trochę do mnie poprzytulać Granger?

- Ty cały czas o tym samym, trochę staję się to nudne Malfoy.

- Poczekaj na finał.

Nie zareagowała na komentarz Ślizgona, złapała go tylko za przedramię i pociągnęła w  kierunku przesuwających się dwuosobowych wagoników. Ruszyli powoli w ciemny tunel, jedyne co byli w stanie zarejestrować, to oślizgłe brudne ściany pomieszczenia w jakim się znaleźli. Dziewczyna poprawiła się niezgrabnie na siedzeniu, nie lubiła ciemności, a już w szczególności tych zaniedbanych i złowrogich. Kontem oka spojrzała na swojego towarzysza, w przeciwieństwie do niej wyglądał na znudzonego zaistniałą sytuacją. Chłopak jakby czując na sobie czyjeś spojrzenie odwrócił się do koleżanki i wyszeptał.

- Boisz się już Granger?

- Chciałbyś – i jak na zawołanie w jednej chwili od strony dziewczyny wyskoczyła z ciemności wielka obsmarowana sztuczną krwią, kukła klauna. Brunetka podskoczyła ze strachu i nieświadomie przysunęła się bliżej chłopaka.

- Chyba jednak się boisz – stwierdził.

- Wcale, że nie – zaprzeczyła.

- Gdybyś zmieniła zdanie, to wiedz, że nadal tu jestem.

- Nie będziesz mi potrzebny – zapewniła go, niezbyt pewnym głosem.

Tunel do najstraszniejszych nie należał, ale dziewczyna i tak odczuła jego wpływ, wielokrotnie zamykała oczy, lub zakrywała je dłońmi, po każdej takiej akcji słyszała szczery śmiech blondyna siedzącego obok. Po kilku minutach było już po wszystkich a Malfoy podtrzymywał za łokieć rozkojarzoną Hermionę.

- Mówiłem, że jak coś to jestem do twojej dyspozycji.

- Przeliczyłam swoje możliwości, ale już mi lepiej – stwierdziła – teraz ty wybierz gdzie idziemy.
Słysząc jej słowa, Draco uśmiechnął się nieznacznie i rozpoczął dokładne oglądanie znajdujących się w wesołym miasteczku atrakcji. Jego wzrok na dłuższą chwilę przykuła budka z maskotkami, koło której stał niewielki basen napełniony do połowy czysta wodą, a nad nim znajdował się podest z niewielką pętelką. Na podeście siedziała cudowna długonoga blondynka.

- Chce tam iść – oznajmił wskazując palcem.

- Malfoy, jeśli tak bardzo ciągnie cię do roznegliżowanych kobiet, to może od razu udaj się do agencji towarzyskiej – skomentowała jego głupie zachowanie.

- Czy taki punkt jest przewidziany w dzisiejszym planie zajęć? – zapytał rozbawiony.

- Nie! – odpowiedział mu naburmuszony głos.

Niezbyt przejął się oburzeniem koleżanki i podążył w kierunku intrygującej go budki, a dziewczyna chcąc nie chcąc poczłapała za nim.

- Witam Państwa serdecznie, o jaką nagrodę powalczymy? – zapytał lekko otyły facet do którego należało stanowisko.

- Granger, podoba ci się tamten pluszak? – wskazał na największą główną nagrodę, którą był przeuroczy miś. 

- Może podoba, może nie i tak nie wygrasz.

- Och nie doceniasz mnie.

- Nie trafiłbyś tam nawet jeśli to ja zajęłabym miejsce tej blondynki – odpowiedziała pewna siebie.

- Zgadzam się!

- Że co?

- Czy moja koleżanka może usiąść na podeście? – to pytanie skierowane było do mężczyzny.

- Niema problemu, Tina zejdź. – mężczyzna zwrócił się do blondynki.

- Nie nie nie nie, ja tylko żartowałam – panikowała Gryfonka.

- Boisz się. Granger się boi – starał się podejść dziewczynę.

- Nie boje się, i tak wiem, że nie trafisz.

- Więc w czym problem? – dopytywał.

- Oh grrr… - wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i zaczęła wdrapywać się na podest. Kiedy już zajęła wygodne miejsce, Ślizgon poprosił o niewielka piłeczkę, którą trzeba było wycelować w obręcz.

- Jeśli trafisz za pierwszym razem, to Miś będzie wasz – poinstruował mężczyzna.

Draco spojrzał to na piłeczkę to na Gryfonkę.

- Jak bardzo zależy ci na tym pluszaku Granger? – zapytał wesoło.

- Nie chce go Malfoy, nie musisz się przykładać, w ogóle się nie staraj.

Dziewczyna wyglądała na nieźle zdenerwowaną, jak mogła być taką idiotką i dać się tak łatwo podpuścić blondynowi, jak? To pytanie błądziło po jej mądrej główce. Co chwila spoglądała w wodę pod podestem modląc się w duchu by Malfoy nie miał dobrego cela.

- Gotowa na kąpiel? – zapytał, nie dając dziewczynie czasu na odpowiedź, szybko wycelował piłeczkę w obręcz i na nieszczęście brunetki, trafił.

Hermiona zdążyła tylko przeciągle wrzasnąć i już po chwili pływała w lodowatej wodzie.

- Tak! – wrzasnął arystokrata – Wygrałem dla ciebie Misia Granger, czy to nie romantyczne?

Dziewczyna zdążyła już wstać i w tej chwili mierzyła swojego oprawcę zimnym, niemal morderczym spojrzeniem.

- Nienawidzę cię, nienawidzę, tak bardzo nienawidzę!!! – Krzyczała wychodząc z basenu.

-Myślałem, że ten etap znajomości mamy już dawno za sobą – zaśmiał się.

Mężczyzna do którego należało stanowisko z atrakcją jednym ruchem ręki poprosił dwójkę czarodziejów by podążyli za nim na zaplecze. Jak się okazało w niewielkim namiocie, było bardzo przytulnie i ciepło. Brunetka mogła nieco się ogrzać.

- Jesteś na mnie zła? – zapytał kiedy mężczyzna opuścił pomieszczenie.

- Nie, no co ty.

- Serio?

- Ja cię zabije! – zaczęła krzyczeć!

- Zanim to zrobisz, to poczekaj, skombinuje ci jakieś suche ubranie – zaproponował podając jej czysty ręcznik.

Zniknął na około dziesięć minut, a w tym czasie Hermiona zaczęła się zastanawiać nad zachowaniem chłopaka. Nie był taki zły kiedy się go bliżej poznało, był zabawny, można było z nim również spokojnie porozmawiać, wypić kawę i robić naprawdę wiele ciekawych rzeczy. Może był przy tym również irytujący, ale większość pozytywnych rzeczy, przyćmiewała tą cechę.

- Nie mieli nic innego – powiedział rzucając Hermionie bardzo skąpy komplet stroju.

- Ty sobie chyba jaja robisz, nie założę tego – spojrzała na szmatki z odrazą w oczach.

- To, albo możesz iść nago, Dla mnie nawet lepiej.

- Wrrr… odwróć się – poleciła – i nie podglądaj – dodała po chwili zastanowienia.

Pośpiesznie ściągnęła przemoczone ulubione ubrania, by na ich miejsce założyć granatowy wyzywający wiązany na plecach gorset, zamiast zwykłych czarnych rajstop chłopak przyniósł jej kabaretki, które nic a nic nie chroniły przed zimnem, na nie zmuszona była ubrać króciutkie spodenki, a cały strój wykańczały czerwone szpileczki.

- Skąd tyś to zabrał? Z burdelu? – zapytała wściekła.

- Nie pytaj – odpowiedział jej rozbawiony – powinnaś częściej tak się nosić Granger.

- Malfoy!

- Tak?

-  A płaszcz?

Ślizgon podszedł do załamanej, bliskiej płaczu dziewczyny i podał jej swój drogi czarny płaszcz. Na szczęście chłopak mierzył około metr dziewięćdziesiąt, przez co płaszczyk sięgał dziewczynie za połowę ud, chodź trochę przykrywając wyzywający strój.

- To co teraz? Zapytał zaciekawiony, jakie atrakcje zostały przewidziane na resztę dnia.

- Mieliśmy iść do kina, ale…

- Więc ruszajmy do kina, czymkolwiek to jest – powiedział uradowany i wyciągnął opierającą się Gryfonkę na zewnątrz.

- Ja nie chce, puść mnie – krzyczała, kopała i drapała.

- Uspokój się Granger, bo zamknę cię w tej klatce z lwami – wskazał głową w kierunku wygłodniałych zwierzaków – albo nie, biedne lwy, jeszcze byś je tam pogryzła.

Kiedy opuścili wesołe miasteczko było już po południu, a słońce nadal zawzięcie usiłowało przebić się przez warstwę puszystych chmur.

- Prowadź do tego całego kina przewodniczko – polecił.

Gryfonka obrzuciła blondyna spojrzeniem niemal morderczym, ale nic nie mówiąc ruszyła w nieznanym mu kierunku. Kina jak się okazało blisko nie było, musieli przejść spory kawał drogi by zrelaksować się w ciepłym budynku.

Mówiąc, że droga przebiegła im spokojnie, to byłoby jak rozbój w biały dzień. Z Malfoy’em nie dało się przejść spokojnie chodź by dziesięciu metrów, nie wspominając już o licznych gapiach, zazwyczaj facetach, którzy wlepiali rozkojarzone spojrzenia w niecodzienny strój brunetki.
Draco już po kilku krokach dostrzegł ciekawą, niedużą maszynę na monety, która po wrzuceniu określonej sumy pieniędzy wypluwała nieduże jajo z zabawką w środku. Zaciekawiony poprosił Gryfonkę o kilka drobnych, aby wypróbować magiczne działanie tejże maszyny. Po umieszczeniu pieniędzy w otworze i wciśnięciu guzika, w jego dłoni znalazła się fioletowo – biała kulka. Przyjrzał jej się dokładnie po czym przekręcił górną kapsułkę tak, że jego oczom ukazała się zawartość jaja.
W środku była dziwna lepka łapka z tak samo lepkim sznureczkiem na którego końcu znajdowała się lepka pętelka. Ogólnie mówiąc zabawka cała się lepiła i Draco nie bardzo wiedział co ma z tym zrobić.

Jak poinstruowała go dziewczyna, pętelkę zakładało się na palec wskazujący, by nie spadła. A następnie można było rzucać łapką w różne przedmioty do których się przyklejała. Ofiarą Malfoy’a została oczywiście brązowooka, a dokładniej jej czoło, na którym co kilka sekund lądowała obrzydliwa zabawka.

Kiedy żyjący obiekt zabaw przestał reagować na zaczepki, chłopak ogarnięty niepohamowaną głupawką rozpoczął rzucanie łapki w przypadkowych przechodniów, na co dziewczyna już musiała zareagować. A wszystko skończyło się tak, że kleiste „coś” wylądowało w pobliskim koszu na śmieci.

- A co to jest właściwie to kino? – zapytał kiedy znaleźli się już w pomieszczeniu.

- Jest to taki duży ekran na którym wyświetlane są filmy, czyli wymyślone nagrane historie, a zresztą sam zobaczysz, ciężko jest to wytłumaczyć. Mogę jeszcze dodać, że masz różne gatunki do wyboru Horror, romans i wiele innych.

- Aaa to już wiem, czyli jakby nas nagrać to byłaby to komedia? – zapytał.

- Z pewnością. I to niebywale dobra – odpowiedziała – a wiesz co, jak wspomniałeś już o komedii, ta na taki film kupie nam bilety, poczekaj tutaj. Nie ruszaj się.

Draco Malfoy nadzwyczaj spokojnie czekał aż dziewczyna wróci z biletami. Nie minęło zbyt wiele czasu, a już trzymał w swojej ręce papierową karteczkę. Po drodze do sali, zakupili jeszcze jeden duży popcorn i dwie średnie cole.

- Ale tu ciemno Granger – powiedział, siadając na jednym z foteli.

- Ciii… zaraz zacznie się film, tu się nie rozmawia.

- To już wiem dlaczego lubisz tu przychodzić – stwierdził.

Spojrzała na niego pytająco.

- To jest jak biblioteka.

- Malfoy, to z biblioteką nie ma nic wspólnego.

- Jak to nie? Trzeba być cicho.

- Oh, zamknij się – poleciła zdenerwowana.

- O tym właśnie mówiłem – szepnął dziewczynie na ucho.

Cały film obejrzeli w ciszy, żadne z nich nie odezwało się już słowem. A arystokrata był tak zachwycony tym całym kinem, że już nawet po filmie nie mógł przestać o tym mówić. Szli właśnie jedną z spokojniejszych ulic rozmawiając i jedząc przepyszne gofry.

- Ci mugole to są jak czarodzieje. To całe kino było jak magia, niesamowite – zachwycał się.

- Malfoy, proszę cię skończ. Powtarzasz to zdanie już piąty raz, mam dość.

- Oj Granger, lepiej mi powiedz co zaplanowałaś na koniec, bo powoli robi się ciemno.

- Właściwie to została nam ostatnia już atrakcja, ale nie znajdziesz jej tutaj, w Londynie. Musimy się teleportować trochę dalej.

To powiedziawszy wyciągnęła do chłopaka rękę i już po chwili cała sceneria uległa zmianie. Przed ich oczami rozciągał się nieziemski widok. Byli na samym szczycie Wieży Eiffla. Przed nimi  znajdowało się przepięknie oświetlone miasto. Błyszczało ono jak miliony drogocennych kryształków, jak galaktyka, jak wiele innych równie pięknych przedmiotów.

- Wow – tylko tyle był w stanie powiedzieć.

- Tak, wiem. Tu jest obłędnie – zaczęła – Dzisiaj to miejsce jest zamknięte dla turystów, dlatego bez problemu nas tu przeniosłam.

- Granger, jesteś geniuszem.

- Nie wyczułam sarkazmu, ani złośliwości, co się z tobą stało? – zapytała poważnie, wpatrując się w stalowe tęczówki chłopaka.

- Bo nie było w tym zdaniu ani sarkazmu, ani złośliwości. Nie wiem co ze mną zrobiłaś, ale dzisiejszy dzień mogę określić mianem najlepszego w moim życiu. – ujął jej rękę w swoją i spojrzał głęboko w oczy – Ja tez przewidziałem na dzisiaj jedną atrakcje, lecz nie dorówna ona twoim.

- Jaką? – zapytała wpatrzona w jego poważną twarz.

Chłopak nie odpowiedział, tylko delikatnie ujął jej podbródek drugą ręką, pierwszą nadal ściskał mocno w dłoni. Przybliżył się powoli i złożył jeden króciutki pocałunek na ustach dziewczyny, było to niemal jak muśnięcie wiatru, zdecydowanie za mało.

-To najlepsza atrakcja jaką mogłeś przygotować… Draco – wyszeptała i sama przyciągnęła blondyna do siebie, zamykając w szczelnym uścisku i całując namiętnie.

Tak oto jeden dzień odmienił całe ich przyszłe życie.


Ps. Nie wiadomo jakim cudem, ale po powrocie Hermiona zastała na swoim łóżku przemoczone ubrania i ogromnego pluszowego misia.




***

Taki miałam dzisiaj dobry humor jak widzicie powyżej.

Absolutnie proszę tej miniaturki nie traktować poważnie, jest ona napisana z żartem i dobrze wiem, że wiele sytuacji nigdy nie miało by miejsca.
Jak np. pisanie że maszyna za pieniądze z kulkami nie ma prawa znaleźć się w Londynie, jest zbędne, ponieważ dobrze o tym fakcie wiem. :)

Bardzo was zachęcam do komentowania, jestem ciekawa waszych opinii.

I z góry przepraszam za masę błędów, jak będę miała czas to je poprawię :D

:**