piątek, 2 października 2015

Rozdział 12



"Zaufa­nie jest naj­piękniej­szą spo­wie­dzią
 za­kończoną słowem "prowadź"


 Jego oczom ukazała się leżąca kilka metrów od niego, na zimnej poczerniałej ziemi, blada jak trup i nie dająca znaków życia Gryfonka.
Draco przestraszył się nie na żarty, gdyż jeszcze chwile temu wyminął zdrową, może lekko skrzywiona z bólu dziewczynę. Teraz nie dawała znaków życia, leżała bezwładnie w dziwnie skrzywionej pozie. Arystokrata w jednym momencie doskoczył do brunetki i upewniając się kilkakrotnie, że oddycha odetchnął z ulgą. Powoli, uważając by nie zrobić jej krzywdy, wziął ją na ręce i zaniósł blisko wejścia do jaskini. Usiadł na wystającym głazie, a Gryfonkę położył sobie na kolanach i zaczął nią delikatnie potrząsać.
 - Granger… Granger… obudź się – wyszeptał jej do ucha.
Dziewczyna poruszyła się nieznacznie i zmarszczyła nos, po czym zamrugała kilkakrotnie powiekami, a przerażenie pojawiło się w jej oczach z chwila w której uświadomiła sobie w jakiej pozycji się znalazła.
- Malfoy, co ty robisz? – zapytała słabym głosem.
- Jak to co? Pomagam ci, zemdlałaś – Stwierdził takim tonem, jakby pomoc Gryfonce była rzeczą wykonywaną przez niego notorycznie.
- Umarłam i znalazłam się w równoległej rzeczywistości, gdzie nie jesteś dla mnie takim dupkiem? – zapytała obrzucając blondyna rozkojarzonym spojrzeniem.
- Bredzisz Granger, przecież nie jestem taki zły.
- A nie, pomyłka. Jednak  to ta właściwa rzeczywistość, nadal jesteś zakochanym w sobie głupkiem – skończywszy mówić poderwała się z kolan Ślizgona. Jednak zrobiła to zbyt gwałtownie, bo Draco już drugi raz tej nocy zmuszony był pomóc dziewczynie.  Złapał ją delikatnie za ramiona i posadził na wcześniej zajmowanym kamieniu.
- Co się właściwie stało? Zobaczyłaś tam coś, że zemdlałaś? – skinął głową w stronę lasu.
- Eeee… Nie…
- Nie zachowuj się jak Potter, odpowiedz normalnie – polecił, widząc jak się jąka.
- Bo wiesz, czasem tak reaguje na widok krwi – odpowiedziała i spojrzała gdzieś w bok, a chłopak dopiero w tym momencie spostrzegł że dziewczyna przez cały czas ma schowaną ranną rękę za plecy, tak by na nią nie spoglądać.
- Oj Granger, chcesz mi przez to powiedzieć, że co najmniej raz w miesiącu mdlejesz w łazience? – zażartował.
Hermiona spojrzała na niego niezrozumiałym wzrokiem i starała się przeanalizować jego słowa, kiedy w końcu zrozumiała co arystokrata miał na myśli zrobiła minę oburzonej księżniczki.
- Jesteś okropny, to wcale nie tak tam to, to co innego.
- Co innego? – zapytał uśmiechając się pod nosem – to wyobraź sobie, że masz teraz okres… tyle że z ręki.
- Jesteś obrzydliwy wiesz? – zdenerwowała się.
- Dobra Granger, nie ważne. Pokazuj tą łapę – rozkazał.
- Nie
- Nie dyskutuj, musimy iść dalej jakbyś nie zauważyła, to nasza misja nie dobiegła jeszcze końca.
Zrezygnowana odwróciła wzrok gdzieś w bok i wyjęła dłoń zza pleców podając ją chłopakowi. Jak się okazało była cała usmarowana czerwoną mazią, chodź na szczęście rana przestała już krwawić. Nie mając przy sobie żadnej wody, czy bandaża blondyn użył jedynego co miał pod ręką, a jego ruch zaskoczył brunetkę.
- Ty mnie kiedyś wykończysz – mruknął, po czym rozpiął bluzę i jednym szarpnięciem oderwał podłużny kawałek materiału ze swojej koszulki – teraz się nie ruszaj – nakazał i począł obwiązywać zranioną rękę, a dziewczyna wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać – no i po bólu Granger.
Spojrzała nieufnie na dłoń, później na Malfoy’a i z powrotem na dłoń po czym wydukała ciche dziękuję.
- No dalej Granger wstawaj musimy iść.
Dziewczyna wstała z kamienia i potrząsając lekko głową stwierdziła, że czuje się lepiej, gdyż zawirowania zniknęły i stabilnie mogła stanąć na nogach. Chłopak zabrał miecz  i ruszył przodem w głąb ciemnej jaskini.
- Kurwa – zaklął głośno – Nic tu nie widać, a różdżki nie działają.
Hermiona zamrugała kilka razy i włożyła zdrową rękę do kieszeni kurtki i uradowana wyciągnęła podłużny metalowy przedmiot.
- Zupełnie o niej zapomniałam, to latarka Malfoy taki mugolski wynalazek. Oświetli nam drogę, spójrz – wytłumaczyła widząc pytający wzrok chłopaka.
Nacisnęła przycisk i całe wnętrze rozświetliło się ukazując mrożący krew w żyłach obraz. Jaskinia była rozległa, brudna z wilgotnymi ścianami, ale to nie to wprawiło Gryfonkę w osłupienie, a mianowicie liczne porozrzucane po posadzce kości i czaszki, należące do ludzkiego szkieletu.
- Malfoy? Jak to wytłumaczyć? – zapytała ledwo słyszalnie.
- Nie wiem Granger, ale módlmy się, żeby nie spotkać tego „czegoś”, co zostawiło po sobie taki bajzel.
- Może już chodźmy – odezwała się – chce mieć to czym prędzej za sobą.
I ruszyli w ciemną jaskinię, ścieżka która szli czasami lekko skręcała, więc trzymali się jej nie napotykając w tym czasie już żadnych nowych przeszkód. Maszerowali w ciszy nawet na siebie nie zerkając. Dopiero gdy droga zaczęła się rozdzielać w dwie rożne strony przystanęli.
- Spójrzmy na mapę – zaproponowała.
- Z mapy wynika, że chyba musimy iść w lewo…a nie w prawo, albo…
- Dawaj to Malfoy – powiedziała i wyszarpnęła mu pergamin z rąk – trzymałeś ją do góry nogami Głupku.
- Nie obrażaj mnie, bo mogę się wrócić i sama pójdziesz szukać, tego suchego badyla.
- Oj tam, nie zostawisz mnie.
- Dlaczego jesteś tego taka pewna? – zapytał unosząc jedną brew.
- Dumbledore kazał trzymać nam się razem.
- Ten cały Dumbledore powiedział również, że ta wyprawa nie przekracza naszych możliwości.
- A co przekroczyło twoje możliwości Malfoy? – zapytała zaciekawiona.
- Ty.
Zdziwiona uniosła wzrok z nad mapy na chłopaka.
- Ja?
- Nie mów, że nie masz dość ciągłego przebywania razem? Ale może tobie pasuje moje towarzystwo Granger? – uśmiechnął się cwaniacko i czekał na odpowiedź.
- Chyba śnisz! – krzyknęła – nie będę wypowiadała się na ten temat, nie ma na to czasu. Idziemy prawym korytarzem.
Schowała mapę do kieszeni i tym razem , to ona postanowiła prowadzić.
Szli dość długo w zupełnej ciszy nie wyczuwając obecności żadnych niepożądanych stworzeń. Kilkakrotnie jeszcze musieli posiłkować się mapą. Po pewnym czasie doszli do ślepej uliczki, drogę zagrodził im wysoki mur skalny. Spojrzeli po sobie ze zdziwieniem i wrócili do analizowania mapy. Może coś źle odczytali? Albo skręcili nie w tym miejscu gdzie trzeba było? Gryfonka zaczęła się zastanawiać, pergamin pokazywał, że miejsce w którym się naleźli jest jak najbardziej prawidłowe.
- No i co teraz? – zapytał jakby samego siebie.
- Tu musi być jakieś przejście – stwierdziła głośno i zaczęła dotykać  kamiennej powierzchni w celu odnalezienia jakiejkolwiek wskazówki. Przyglądała się murowi, myślała, analizowała, lecz nic nie przychodziło jej do głowy.
- Granger?
-Hm?
- Szukamy w złym miejscu – stwierdził poważnym tonem, wpatrując się w jakiś wysoko położony punkt.
- Jak w złym?
- Chodź tutaj. Widzisz tam ten przesmyk? – zapytał wskazując na prawy górny róg muru – to prawdopodobnie jest przejście, kwiat musi znajdować się po drugiej stronie. Podsadzę cię.
- Nie, nie, nie…Ty idź – panikowała.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że masz lęk wysokości i nie bądź niemądra, musimy tam wejść razem.
- Może mam, a może nie. Nie twój interes.
- Nie mamy czasu. Dawaj Granger, podsadzę cię.
Dziewczyna ze zrezygnowaniem podeszła do chłopaka i z miną męczennicy pozwoliła podsadzić się Malfoy’owi  i po dłuższej walce z kamiennym murem znalazła punkt zaczepienia. Udało jej się prześlizgnąć do około połowy szczeliny, a widok który zastała delikatnie poprawił jej humor. Po drugiej stronie przesmyku znajdowało się łagodne zejście. Wsunęła się głębiej w szczelinę i już po kilku chwilach stała na solidnym podłożu. Zza  ściany do jej uszu dobiegł niespokojny głos chłopaka.
- I jak Granger, żyjesz?
- Nie udawaj, że cię to obchodzi Malfoy.
- Ah…Jaka szkoda – westchnął, kiedy się okazało, że jednak jest cała i zdrowa – idę do ciebie – kilka sekund później arystokrata stał dokładnie obok Gryfonki.
- Zobacz, tam się coś świeci – wskazała białą poświatę tuż za zakrętem.
Skierowali swoje kroki do wskazanego przez dziewczynę miejsca, a widok jaki zastali był chyba najpiękniejszym w ich życiu. Dokładnie za skrętem w prawo znajdowała się nieduża wnęka w ścianie, a w niej spoczywał emanujący magicznym światłem biały kwiat. Wyrastał jakby z kamieni, w ciemnej, pustej jaskini, rósł bez wody, czy słońca, w żaden sposób nie czerpał wartości odżywczych, bo z czego? Z kamieni? Lecz nie to było zaskakujące, a jego piękno . Był naprawdę duży, z podłużnymi nachodzącymi na siebie, nieziemsko białymi płatkami.
- To jest piękne Granger – wyrwało się Malfoy’owi.
- Tym razem się z tobą zgodzę – powiedziała starając się nie mrugać.
- Wiesz, że musimy go ściąć?
- Wiem, ale jest taki piękny – powiedziała po czym dodała nieco pewniej – musimy się również pośpieszyć.
Draco jakby od niechcenia podszedł do kwiatu i przyjrzał mu się dokładnie.  Wyciągną prawą rękę w jego kierunki i dotknął opuszkami palców bielutki płatek rośliny, na co ona poruszyła się nieznacznie, niczym małe, domowe zwierzątko. Chłopak wyglądał na zdziwionego tym zachowaniem kwiatu, lecz nie trwało to długo, bo już po chwili trzymał w ręce srebrzysty miecz. Wystarczyło jedno zgrabne pociągnięcie ostrza a kwiat spoczął na jego dłoni.
- Udało nam się Granger – powiedział przerywając ciszę.
- Nie sądzisz, że to aż za dziwnie brzmi? Udało się NAM, razem – powiedziała.
- Oj tam Granger, jak się postarasz, to potrafisz być miła.
- Zapomnij, że jak wrócimy do zamku to nadal taka będę. Lepiej już chodźmy.
Chłopak poszedł pierwszy oddając dziewczynie kwiat, przeszedł na drugą stronę a następnie pomógł brunetce zejść. Szczęśliwi ruszyli do wyjścia, nie potrzebna była im już mapa, dokładnie pamiętali każdy skręt jakim tu dotarli. Kiedy byli już przy wyjściu Draco przystanął nagle i popatrzył na Hermionę z lekkim przerażeniem.
- Granger?
- Tak? – zapytała nie wiedząc dlaczego się zatrzymał.
- Chyba znam odpowiedź na twoje wcześniejsze pytanie.
- Które?
- Jak pytałaś, skąd wzięło się tu tyle ludzkich szczątków – stwierdził ze strachem.
- Malfoy! – krzyknęła nie wiedząc o co może mu chodzić.
- Granger, spójrz na wyjście z jaskini – polecił.
Dziewczyna wykonała jego polecenie, lecz od razu tego pożałowała. Wrzasnęła głośno i wypuszczając kwiat z rąk przesunęła się bardzo blisko Dracona, który sam był nieźle wstrząśnięty. Dokładnie przed wyjściem z groty stał najbrzydszy, najbardziej odrażający i zapewne niebezpieczny stwór jakiego dane było im zobaczyć. Pogarbiony, wychudzony w połowie wilkołak, a w drugiej połowie ciężko stwierdzić co. Jego ciało pokryte było licznymi bliznami, które mogli dostrzec pomiędzy poszarpaną, brudną sierścią. Oczy miał czarne i wyłupiaste, a mordercze spojrzenie skierowane było prosto na dwójkę młodych czarodziei. Pysk miał długi ozdobiony niezliczoną ilością pożółkłych, ale ostrych jak brzytwa zębów, a do tego pazury długie i ostre, mogłyby przebić nie jednego człowieka na wylot.
- Ma…Ma…Malfoy! – starała się krzyknąć dziewczyna.
- Nie bój się Granger, nie wejdzie tu.
- Skąd wiesz? – zapytała przyciskając swoją rękę do ręki chłopaka.
- Mogą tu wejść tylko nieletni czarodzieje, zapomniałaś? Poza tym spójrz na te ludzkie kości, są ułożone niemal równo. Ci ludzie nie umarli zabici przez bestię, oni zmarli z głodu – stwierdził.
- Jak my teraz wyjdziemy? Jak wrócimy do zamku? On nas przecież zabije – panikowała.
- Idź tam, może uda ci się go zagadać na śmierć.
- Malfoy! – zganiła chłopaka.
- A jak cię zje to tylko liczyć, że się tobą struje, a  ja spokojnie wrócę do zamku – starał się rozładować napiętą atmosferę.
- Jak możesz żartować? Jesteśmy w pułapce – panikowała.
- Zależy z jakiej strony na to spojrzeć Granger…
- Co masz na myśli? – zapytała niedowierzając, że blondyn może mieć jakiś pomysł.
- Mamy miecz, a na nim zagadkę, może to jest rozwiązanie naszego problemu – wypowiadając ostatnie słowo wskazał głową na stwora szczerzącego kły.
- To jest to Malfoy, daj ten miecz – poleciła i nie czekając na odpowiedź chłopaka wyrwała mu ostrze z ręki i poczęła czytać napis w myślach. Draco w tym czasie podszedł do przodu kilka kroków i podniósł upuszczony przez dziewczynę kwiat.
-  Wygrają tylko ci co cienką granicą się staną – powtórzyła na głos – co to może oznaczać?
- Nie jestem dobry w zgadywankach Granger, więc ci nie pomogę – stwierdził obracając kwiat dłoniach.
- Bo myślałam, że będzie inaczej phi…
Brunetka myślała intensywnie, nad słowami wyrytymi na mieczu, lecz nic nie mogła wymyślić. Próbowała sobie przypominać najróżniejsze książki jakie czytała, a które mogłyby jej pomóc, ale w jej głowie panowała kompletna pustka. Co chwile zerkała na czyhającego na ich życie potwora, który z minuty na minutę wyglądał coraz straszniej.
- Mam! – krzyknął w pewnym momencie arystokrata.
- Co masz? – zapytała zrywając się z kamienia na którym usiadła.
- Pamiętasz dzień kiedy Dumbledore rzucił na nas ten urok?
- Jakbym mogła zapomnieć, przecież to był najgorszy dzień w moim życiu, no może do dnia dzisiejszego. Jaki ma to związek?
- I wzajemnie – odpowiedział na jej uwagę o najgorszym dniu w życiu – pamiętasz co powiedział zanim wyszliśmy?
- Do rzeczy Malfoy – nakazała.
- Powiedział coś w stylu, że między miłością a nienawiścią jest cienka granica, a ta granicą jest zaufanie.
Dziewczyna otworzyła oczy ze zdumienia, jej największy wróg rozwiązał zagadkę.
- Malfoy, jesteś genialny – krzyknęła rozentuzjazmowana.
- Wiem – odpowiedział jej z udawaną wyższością.
- Cofam to, jesteś za bardzo pewny siebie. Ale wracając, dyrektor nie powiedział nam tego bez powodu. Jego tekst łączy się z tym na mieczu, to nie jest przypadek – mówiła podekscytowana – Miecz mówi o zaufaniu, to ono pozwoli nam zwyciężyć, a słowa Dambledore’a odnosiły się do zlikwidowania klątwy, to jest to Malfoy! Załatwimy dwie sprawy za jednym zamachem.
- Jaśniej Granger – poprosił, bo nie nadążał za paplaniną dziewczyny.
- Nie rozumiesz? Ufając sobie, pokonamy potwora i pozbędziemy się uroku, dyrektor chciał nas pogodzić, a jak inaczej mógłby to zrobić, jak nie zmuszając nas do wzajemnego zaufania? – zapytała.
- Czy ty się Granger słyszysz? Jeśli to co mówisz jest prawdą, to jesteśmy w dupie – stwierdził inteligentnie.
- hm? – mruknęła nie rozumiejąc go.
- Czy potrafimy sobie zaufać? – zapytał.
Słowa chłopaka były dla niej jak kubeł zimnej wody, miał rację oni nie są w stanie sobie zaufać.
- Nie wiem jak ty, ale ja chcąc się stąd wydostać, więc jestem gotowa na wszystko.
- Wiesz Granger, że to zabrzmiało dwuznacznie? – zapytał uśmiechając się podejrzanie.
- Nie w tym sensie na wszystko – poprawiła się szybko lekko purpurowiejąc na twarzy.
- Ufasz mi Granger? – zapytał spoglądając w oczy Gryfonki.
- A mam powód by ci ufać? Boję się, że możesz mnie tu zostawić! – pożaliła się.
Draco spojrzał na dziewczynę z nieukrywanym zdziwieniem. Wiadomo, że jej nie lubił, dogryzał na każdym kroku, obrażał i wykłócał o najbanalniejsze rzeczy, ale nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że dziewczyna będzie odbierać to tak poważnie i pomyśli że byłby w stanie zostawić ją na tym totalnym odludziu. Po prawdzie arystokrata nie był ideałem, ale posiadał jakieś tam serce i zostawianie biednej zlęknionej dziewczyny w przerażającym lesie nie należało do rzeczy które mógłby zrobić, nawet jeśli ta dziewczyna miała na nazwisko Granger.
- Posłuchaj głupku, - zaczął niezbyt uprzejmie, jak miał w zwyczaju – nie zostawię cię tu, sam nie chce zostawać w tym miejscu ani minuty dłużej, a co dopiero mieć ciebie Granger na sumieniu.
- Sam jesteś głupkiem – odpowiedziała tylko z wyrzutem i nieśmiało spojrzała na chłopaka którego oczy w tym momencie wyrażał całkowity spokój i opanowanie. Nie kłamał, nie mógł.
Ten skretyniały kretyn Malfoy potrafił jej zaufać, więc czemu ona nie potrafiła jemu? – odezwał się cichy głosik w jej głowie. Przecież każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, ale pytanie brzmi, czy Draco Malfoy był człowiekiem? Jednego była pewna, nie był tą wstrętną kreaturą z zewnątrz czyhającą na ich życie. W tej chwili był wyrozumiały, miły i sprawiał wrażenie człowieka posiadającego serce.
- Zaufam ci, ale jeśli przez ciebie zginiemy, to wiedz że cię wskrzesze i zabiję jeszcze raz – powiedziała cicho.
- Jeśli zginiemy, to ty tez będziesz martwa Granger, więc nic mi nie zrobisz.
- Nie bądź tego taki pewny.
Po tych słowach wyciągnęła prawą rękę w stronę blondyna i pochwyciła rękojeść miecza. Ich rozgrzane palce stykały się na chłodnej powierzchni, wzrok spoczął w przeciwnych kierunkach, to była jedna z najbardziej intymnych chwil w jakiej się znaleźli od ostatniego czasu.
- Ufasz mi Malfoy? – zapytała po chwili ciszy.
- Pytanie czy ty ufasz mi Granger? – odpowiedział zachrypniętym głosem.
- Skopmy temu stworowi ten obrzydliwy tyłek – te słowa zaskoczyły ją samą.
- Zaskakujesz mnie Granger – powiedział po czym odkładając kwiat na pobliski kamień ruszyli w kierunku potwora.
Szli równo czując jak serca chcą wyrwać się z ich piersi, adrenalina wzrosła kilkakrotnie, tętno wzrosło i pojawiło się lekkie dygotanie dłoni. Kreatura spojrzała na nich ze wściekłością i zawyła przeraźliwie odsłaniając ostre kły. Bali się, bali się niemiłosiernie, ale obdarzyli się nieograniczonym zaufaniem. Wiedzieli, że nie może być źle, że razem dadzą radę.
Wystąpili z jaskini równo, celując mieczem w potwora który skierował swe kroki w ich stronę. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia i ruszyli  całym impetem na oszalałe stworzenie. Wszystko potoczyło się szybko, z miecza błysnął strumień jasnego światła i oślepił wspólnego ich wroga, co wykorzystali wbijając miecz aż po samą rękojeść w jego serce. W tym samym momencie kiedy wilkołak wydał z siebie ostatnie tchnienie życia wypuścili ostrze z rąk i opadli zmęczeni na najbliżej położony kamień.
- Udało się! NAM się udało – odezwała się dziewczyna patrząc jak miecz wbity w miękkie, martwe ciało rozpływa się i znika.
Nadal rozdygotani na całym ciele, ale jednocześnie szczęśliwi zabrali kwiat z jaskini i popędzili ile sił do wyjścia z lasu, musieli zdążyć.

Ostatnią ich wspólną myślą było, to że już nic nie będzie takie samo, to jedno zdarzenie, ta jedna podróż tchnęła w ich serca całkowicie nowe uczucie.





***

Kolejny rozdział za nami, tak się cieszę na zakończenie tej ich misji. teraz czas na szkolne przygody, może nawet w ruch ponownie pójdzie zestaw łazienkowy :D ale kto to wie :D wena jest przecież nieobliczalna.

Zapraszam do czytania komentowania itp. itd. 
Już niedługo napisze coś jeszcze, może nawet w ten weekend :D