wtorek, 1 marca 2016

Rozdział 14


Rozdział dedykowany z całego serducha
 dla Mlikeme, za to, że po tak długim czasie
mojej nieobecności, nadal ze mną jesteś.


"Ludzie zawsze pozostają ludźmi.
Najchętniej robią to, czego im nie wolno."


Gryfonka w podskokach przemierzała drogę od biblioteki do swojego prywatnego dormitorium. Nikt się za nią nie włóczył, ona z przymusu nie musiała podążać za platynową kulą głupoty. Sama samiutka wracała uradowana po kilku godzinach spędzonych sam na sam z książkami. Miała idealny plan jak uprzykrzyć życie blondynowi.
 Punkt dziewiętnasta miała stawić się w jego pokoju i wdrożyć swój plan w życie. Genialny pomysł pani-wszystko-wiedzącej, opierał się na wykorzystywaniu i posługiwaniu się Ślizgonem podczas przygotowywania projektu. McGonagall oznajmiła, że muszą znaleźć sobie temat i jakoś dobrze go przygotować, musiał on odnosić się do co najmniej jednego przedmiotu na jaki uczęszczają. Gryfonka wpadła na pomysł, że dowali im sporo roboty tworząc projekt z kilku przedmiotów, a mianowicie tematem ma być ich ostatnia przerażająca wyprawa w  poszukiwaniu rzadkiego kwiatu. Można by w tedy podciągnąć projekt pod zielarstwo, eliksiry, OPCM i historie magii. Z takim tematem i dobrą jego realizacją mają szansę wygrać. Ale czy na pewno na tym jej zależało? Wygrana zawsze jest pożądana, ale nie kiedy nagroda główna ma doszczętnie zniszczyć jej psychikę.
Wróciła do dormitorium i wyjęła na biurko kilka książek które już wcześniej czytali z Malfoy’em na temat kwiatu i kilka innych na temat obrony przed niebezpiecznymi zwierzętami. Było tego niewiele, ale musiało im wystarczyć, to i wiedza zdobyta podczas wyprawy.
Brunetka podążyła w kierunku szafy w poszukiwaniu jakiegoś ciepłego swetra, gdyż zrobiło się trochę zimno. W trakcie poszukiwań wpadła na jeszcze jeden pomysł, jak zdobyć kolejne informacje do ich projektu, ale to już musiał załatwić blondyn.
Założyła ciepły wełniany sweter, wzięła do ręki wcześniej przyniesione książki, weszła do łazienki i skierowała swoje kroki w kierunku dormitorium jej wroga. Zatrzymała się przed samymi drzwiami i zaczęła zastanawiać, czy nie wypadałoby zapukać? Wątpliwości rozwiał cichutki głosik w jej głowie mówiący, że arystokracie nawet przez myśl by nie przyszło zapukanie do drzwi.

- Znając Malfoy’a, to po prostu władowałby się nie proszony do mojego pokoju – szepnęła do siebie i postąpiła dokładnie tak samo.
Chłopak od razu spojrzał na otwierające się drzwi, a widząc w nich Gryfonkę momentalnie powrócił do czytanej książki, na której okładce błyszczał wielki złoty znicz.
- Ekhm…ekhm… - odchrząknęła chcąc zwrócić na siebie uwagę blondwłosego kretyna.
- Nie widzisz, że czytam Granger? – zapytał niemal od niechcenia.
- Przyszłam omówić nasz wspólny projekt – odezwała się lekko podirytowana.
- No jak już musisz… - westchnął i odłożył czytaną książkę na stoliczek – więc na co to wpadła nasza mała kujonica?
- Po pierwsze nie nazywaj mnie tak. A po drugie to więcej zaangażowania Malfoy.
- Dobra dawaj, na co wpadłaś? Mam nadzieję, że bardzo się nie narobię. – westchnął, nie wiedząc jak dożo pracy będzie wymagać od niego realizacja pomysłu brunetki.
- Projekt będzie na temat kwiatu Kadupul – oznajmiła na jednym wydechu.
- Że co? Tobie Granger Już do reszty na mózg padło? Zdążyłem wymazać całą tą wyprawę z pamięci, a ty wyskakujesz z czymś takim – oburzył się chłopak.
- Ale to idealny temat, nikt nie dowie się o wyprawie, zrobimy po prostu zwykły projekt na temat magicznego…
- …Badyla – dokończył za nią.
- Na temat magicznego kwiatu i wszystkiego co z nim związane – poprawiła go – no dokładnie to w naszym projekcie będą zawarte przedmioty, zielarstwo-bo dotyczy bezpośrednio kwiatu, historia magii-bo to starożytny, tajemniczy i zapomniany kwiat, OPCM-bo jego zdobycie wiążę się z niebezpieczeństwami i eliksiry- bo jest początkiem lekarstwa na likantropię.
Z każdym słowem Gryfonki, usta blondyna otwierały się coraz szerzej z zaskoczenia.
- Cholerna Granger! Przecież to zajmie nam cały wolny czas – pomyślał
- No więc jak chcemy zdążyć w miesiąc, to musimy się nieźle sprężyć i zabrać do pracy już od jutra.
Cisza
- Malfoy? Mówię do ciebie.
- Jeśli myślisz, że wezmę udział w tym nienormalnym, niemożliwym i wymagającym ode mnie zmarnowania niesamowitej ilości mojego wolnego czasu i energii projekcie… to jesteś w błędzie Granger.
Tak jak myślała, chłopak nie zgodził się od razu. Takich jak on trzeba umieć podejść w specjalny sposób.
- Malfoy, nie bez powodu zostaliśmy prefektami naczelnymi. Jesteśmy najlepszymi uczniami  tej szkole, wymaga się od nas większego zaangażowania w projekty i ogólne życie szkolne
- To jest samobójstwo Granger!! – wykrzyczał rozdrażniony.
- Posłuchaj mnie chociaż raz, ja mam już wszystko zaplanowane…- Zawahała się – A poza tym, to McGonagall zaakceptowała już ten temat – wypowiedziała ostatnie zdanie szybko i niezbyt pewnie, w końcu nie była najlepszym kłamcą.
- Że co proszę?! Poszłaś z tym tematem do Maggonagal? Bez konsultacji ze mną? Ja cię kiedyś zabije Granger… - cisza grozy – albo...nie kiedyś, zrobię to teraz!
Biedna Gryfonka nie spodziewała się takiej reakcji chłopaka. Draco Malfoy z groźną miną wstał ze swojego wygodnego fotela i z morderczym wyrazem twarzy zaczął zbliżać się do brunetki, niczym do swojej ofiary.
- Uspokój się Malfoy – poleciła bardzo cicho i niepewnie, wyciągając ręce przed siebie w geście samoobrony.
- Lepiej uciekaj Granger, bo nie ręczę za siebie – wyszeptał ledwo poruszając ustami, ale to wystarczyło by Hermiona szybciutko, niemal biegiem wycofała się do swojego dormitorium i zabezpieczyła drzwi zaklęciem.
Usiadła na łóżku i westchnęła do siebie.
- Przynajmniej jeszcze żyję, teraz muszę jakoś przekazać mu szczegóły naszego projektu. – mruknęła. Po chwili zastanowienia sięgnęła po kawałek pergaminu i pióro spoczywające w jej szkolnej torbie, po czym zaczęła coś szybko pisać.



Malfoy,

Zupełnie nie rozumiem twojego zdenerwowania, mój pomysł na projekt sam w sobie jest niemal równy sukcesowi, a każdy wie jak Ty lubisz być we wszystkim najlepszy. Wiadomo będziemy musieli się trochę wysilić, ale to nic w porównaniu z możliwym uczuciem zwycięstwa.
Nie chcąc ryzykować życiem, wysyłam ci listę kilku zadań które musisz wykonać.
1.        Zdobądź od Snapea jakieś informację na temat przyrządzanego przez niego eliksiru na likantropię, bo będzie nam niezaprzeczalnie potrzebny.
2.       Poszukaj czegoś na temat kwiatu w dziale ksiąg zakazanych.
3.       Poszukaj kilku zaklęć obronnych przed magicznymi groźnymi zwierzętami
4.      Spróbuj wymyślić coś sam od siebie.
Ja zajmę się resztą, jak zbierzesz wszystkie informacje, to daj znać.

H.G.



Podpisawszy się na końcu listu inicjałami, zwinęła pergamin na pół i podeszła do drzwi prowadzących do łazienki. Przysłuchała się chwilę ciszy panującej za nimi po czym zdjęła zaklęcia ochronne i weszła do środka. Wsunęła list pod drzwi prowadzące do dormitorium Ślizgona, po czym szybko czmychnęła do siebie nie chcąc go drażnić. Na nowo zabezpieczyła wejście i po krótkim czasie położyła się do łóżka.


*


Czytanie książki i odrabianie pracy domowej, zajęło Ślizgonowi dosyć sporo czasu zanim się spostrzegł było już około godziny dziesiątej wieczorem. Po zabraniu kilku przydatnych rekwizytów skierował swoje kroki w kierunku łazienki z zamiarem wzięcia długiej odprężającej kąpieli. Musiał jakoś odreagować te kilka chwil spędzonych w towarzystwie zarozumiałej Granger.
Kiedy już wyciągał rękę do klamki w drzwiach, zauważył pod swoimi stopami, mały, biały pergamin. Zaskoczony schylił się po niego i rozwinął. Z każdym przeczytanym słowem jego twarz przybierała bliżej nieokreślony wyraz, a z ust wydobyło się oburzone mruknięcie.
- Cholerna Granger.
W ostateczności zdecydował się wziąć szybki prysznic.
Draco poczuł lekkie odprężenie, kiedy gorąca woda zaczęła spływać po jego umięśnionym ciele. Uspokajające ciepło nakłoniło go do rozmyślań typu.

Co ta cholerna Granger sobie myślała? Że będzie mogła mnie wykorzystywać? Nikt nie wykorzystuję Malfoy’ów. Tylko Malfoy’owie wysługują się innymi.

Po prawdzie Ślizgon był nadal nieco zły na dziewczynę, bo przecież mogli sobie wybrać jakiś lżejszy temat i przygotować go w ogóle się nie wysilając. Ale czy to tego oczekiwało od nich grono pedagogiczne? Proste, wykonane na szybko zdanie przez dwóch najlepszych uczniów Hogwartu? No chyba nie w tę stronę to miało iść. Może Gryfonka miała rację i trochę wysiłku nie zaszkodzi, by pokazać reszcie hołoty, kto jest najlepszy.
Blondwłosy Ślizgon nie wiedział co ma myśleć o zaistniałej sytuacji. W jednej chwili chciał, zabić Granger i pomóc Granger. Ciężko było mu się zdecydować, który pomysł jest słuszny. lecz zważywszy na to, że obstając przy pierwszym mógłby zostać zesłany do Azkabanu, na co teraz nie miał najmniejszej ochoty, postanowił pomóc dziewczynie.
Kilka minut później kompletnie ubrany w swoje pachnące nowością, drogie ubrania. Zaskakująco tym razem zdecydował się na przenikliwie ciemny odcień czerni <sarkazm>. Wsunąwszy różdżkę do tylnej kieszeni opuścił cieplutkie dormitorium i ruszył przed siebie zimnym korytarzem, który jak się później okazało prowadził do biblioteki.
Prefektom naczelnym dozwolone było korzystanie z działu ksiąg zakazanych, ale tylko po zdobyciu wpierw od dyrektora, lub opiekuna domu pisemnej zgody, oczywiście potrzeba musiała być uargumentowana, Następnie trzeba było okazać ją wielce pojejżliwej bibliotekarce. Więc nic dziwnego, że Draco wolał zakraść się do tego przerażającego działu biblioteki na własną rękę i nielegalnie, niż chodzić za nauczycielem i prosić się o jakiś kawałek świstku z podpisem.
- Jak mnie przez ciebie złapią Granger, to nie żyjesz. – Mruknął do siebie mijając kolumny starych ksiąg. – Lumos – szepnął a pomieszczenie w którym przebywał rozświetliło się nieznacznie. – Alochomora – drzwi ustąpiły.
Co ja właściwie robię? Co ja robię? – powtarzał w myślach, szukając odpowiedniego działu.

*

Minuty mijały, a Draco pakował już trzecią książkę do swojej szkolnej torby. Idąc dalej wzdłuż regału, przyglądał się połyskującym od różdżki i blasku księżyca literkom na okładkach grubych woluminów. Nagle gdzieś z odległego kąta pomieszczenia usłyszał kroki, przyśpieszone i nerwowe. Nie dane mu było się zastanowić do kogo mogły należeć, bo zza pobliskiego rogu wyłoniła się przeraźliwie miałcząc, kotka Filch’a.
Zdenerwowany chłopak którego w ogóle nie powinno tu być, zgasił swoją różdżkę i ruszył pędem w blasku księżyca do najodleglejszego miejsca w dziale ksiąg zakazanych. Nie mógł biegnąć do wyjścia, bo najprawdopodobniej został by złapany przez woźnego.
Adrenalina w jego ciele podskoczyła prawie do maksimum, a przez to nie zauważył wyłaniającej się przed nim sylwetki innego ucznia. Zderzyli się i wylądowali na posadzce niesamowicie boleśnie, wytwarzając przy tym ogromny hałas.
- Na gacie Merlina! Granger, co ty tu robisz? – zapytał zdezorientowany nadal siedząc na zimnej podłodze i wpatrując się w równie zszokowaną Gryfonkę. Kiedy dziewczyna nic się nie odezwała, ani nie zdołała zamknąć swojej szeroko otwartej buzi, Draco bez pytania przeplótł ją ramionami w pasie i odciągnął pod ciemny kąt, chowając za wielkim regałem. Udało mu się szepnąć jeszcze kilka słów zanim do jego uszu dotarł cichy szmer butów. – Dlaczego zawsze musisz na mnie wpadać Granger?
- Zaraz was znajdę… Żaden uczeń nie będzie włóczył się po zamku w środku nocy…Po samym dziale ksiąg zakazanych… - warczał do siebie woźny mijając kryjówkę dwójki uczniów.
Draco puścił brunetkę jedną ręką i bezdźwięcznie wskazał drzwi wyjściowe, dając tym samym do zrozumienia, że kiedy doliczy, a raczej wskaże na palcach lewej ręki trzy, mają biegnąć tak szybko jak tylko potrafią. Gryfonka kiwnęła głowa na znak, że zrozumiała. Rozpoczęło się odliczanie.
Jeden…
Dwa…
Trzy…
Zerwali się z miejsca w jednym momencie, robiąc przy okazji trochę szumu. Wybiegli z biblioteki i skierowali swoje kroki w kierunku dormitoriów. Nie minęła nawet chwila, jak za swoimi plecami usłyszeli stukot trzeciej pary butów i głośne krzyki goniącego ich mężczyzny.
- Nie uciekniemy…Sprawdzaj klasy Granger… - wysapał zmęczony ucieczką blondyn.
- Może głośniej krzykniesz moje nazwisko, Malfoy! Jeszcze Filch cię nie słyszał. – odpowiedziała wyzywająco, lecz zaczęła sprawdzać po kolei drzwi do sal.
- Przestań się mądrzyć i szukaj. Tu są wszystkie zamknięte.
Gryfonka już miała odpowiedzieć coś kąśliwego, lecz jedne z drzwi ustąpiły pod jej naporem.
- Tutaj szybko! – zawołała
Malfoy’owi nie trzeba było dwa razy powtarzać, w mgnieniu oka znalazł się przy dziewczynie, a już po chwili siedzieli zamknięci w ciasnym schowku na miotły i inne środki czystości. Pomieszczenie było ciasne, a w powietrzu unosił się chemiczny zapach detergentów.
Oddechy dwójki uczniów powoli wracały do normy, a już zupełnie się uspokoiły, kiedy po raz kolejny tej nocy kroki woźnego mijającego ich kryjówkę zniknęły gdzieś po drugiej stronie korytarza.
- Malfoy! Co to jest?
- Ale co?
- TO co wbija mi się w nogę.
- Aaa, trzeba było tak od razu. Dobrze wiesz co to takiego Granger. – odpowiedział już całkowicie odprężony, snując głupie aluzje.
- Malfoy! Ty zboczeńcu. – pisnęła, by po chwili zastanowienia dodać. – ahh… to tylko twoja różdżka. – szepnęła z widoczną ulgą, bardziej do siebie, niż do chłopaka.
- To AŻ moja różdżka. – poprawił brunetkę, dosadnie akcentując jeden z wyrazów.
- Chodziło mi o tę magiczną. – dodała dla sprostowania, nieco się czerwieniąc.
- No, no Granger, ja potrafię nią wyczarować cuda. – dodał, czując że osiąga zamierzony efekt.
- Oh, przestań. – zaczęła odpuszczać to małe przekomarzanie, gdyż jej zdaniem zaczęło schodzić na niewłaściwe tor. – lepiej się stąd zabierajmy zanim Filch wróci.
- Przeszkadza ci moja bliska obecność, Granger? Nie chce nic mówić, ale to ty wybrałaś ten ciasny schowek na miotły.
- Oh… Bo wszystkie sale były zamknięte… - zawahała się chwilkę nad dalszą odpowiedzią – zaraz… Ty masz przy sobie różdżkę, dlaczego nie użyłeś jej do otwarcia którejś z klas? – Wymierzyła oskarżycielsko swój długi palec wskazujący dokładnie w klatkę piersiową chłopka.
- Bo w takich sytuacjach, jak ta przed chwilą, nie myśli się o takich rzeczach jak różdżka – wytłumaczył się. – A gdzie jest twoja Granger? Jakoś musiałaś się dostać do działu ksiąg zakazanych.
Hermiona po tym pytaniu zmieszała się lekko, nie chciała wyjść na rozkojarzoną, nie myślącą, lub co gorsza głupią. Ale nie mogąc wymyślić sensownego wytłumaczenia odpowiedziała po prostu prawdę.
- Zapomniałam jej. Miałam mały problem ze snem, więc pomyślałam, że pewnie i tak olejesz mój liścik i całą tą listę, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. A tak jakoś przypadkiem wyszło, że zapomniałam różdżki. – opowiedziała zgodnie z prawdą.
- Na problemy ze snem radzę wziąć jakiś eliksir. Na to twoje „pomyślałam, że olejesz mój liścik”, poleciłbym pofatygować się do mnie osobiście, bo twoje domysły i branie spraw we własne ręce, zazwyczaj źle się kończy. Ale do jasnej cholery, jak udało ci się wejść do środka bez różdżki? Przecież drzwi były zamknięte.
- Zamknięte?
- No wiesz to takie zjawisko, kiedy próbujesz otworzyć coś, ale nie dajesz rady, bo…
- Malfoy. Wiem co znaczy, że coś jest zamknięte. Ale jak dotarłam do biblioteki to krata od działu ksiąg zakazanych była uchylona. – odpowiedziała lekko przerażona.
Zapanowała między nimi cisza, trochę krępująca i złowroga. Oboje zaczęli się nad czymś mocno zastanawiać i analizować.
- Malfoy? – zapytała z paniką.
- Hm?
- Ktoś tam jeszcze był oprócz nas. – stwierdziła z przerażeniem.
- To, że był to wiadomo, ale kto i co tam robił? – zapytał retorycznie. – dobra Granger, nie mam ochoty dzisiaj na zagadki, jestem zmęczony, lepiej spadajmy do siebie.
- O niczym innym nie marzę.
Po tej krótkiej odpowiedzi, uchylili drzwi od małej, ciasnej komórki i po kilkokrotnym rozejrzeniu się po korytarzu, ruszyli w wiadomym kierunku. Kiedy dotarli do celu, wymienili tylko krótkie „pożegnanie”.
- koszmarnych  snów Granger.
- Tobie jeszcze gorszych Malfoy .


Wykończeni nocnymi przygodami zasnęli niemal od razu. 




***
Sama się sobie dziwię, że po tym co stało się wczoraj, byłam w stanie napisać nowy rozdział. Może nie idealny, ale to zawsze jakiś przełom po tak długiej nieobecności.

Tradycyjnie życzę miłego czytania :)
I proszę o komentarze/opinie na temat rozdziału.

Notka o mojej nieobecności tutaj ---> INFORMACJE - WAŻNE

Dziękuję buziaczki :****

3 komentarze:

  1. Rozdział cudowny, to co było w schowku popłakałam się ze śmiechu. Czekam z niecierpliwością na kolejny.
    Dużo weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeej, dziękuję za dedykację ;-)
    Rozdział mi się podoba i wspaniale się go czytało. Bardzo się cieszę, że wróciłaś i nie poddałaś się rzeczom martwym!
    Malutka uwaga - McGonagall, nie Maggonagal. Ale to nazwisko jest zmorą pisarzy i ja też musiałam się przejść do książki :-)
    Czekam cierpliwie na następny!
    P.S. Kto był w bibliotece???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, za miłe słowa :)
      To dzięki Tobie ten rozdział powstał tak szybko, zmotywowałaś mnie swoim poprzednim komentarzem, byłam szczerze zdziwiona, że po tak długiej nieobecności, ktoś jeszcze o tym blogu pamięta.

      I dziękuje za małą uwagę, staram się zawsze dokładnie sprawdzać rozdział zanim go dodam. Musiało mi to umknąć.

      P.S Nie mogę zdradzić kto był w bibliotece, ale okaże się w trochę późniejszych rozdziałach.
      Buziaki :**

      Usuń