sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 7


"Pa­radok­salne działanie alkoholu.

Mi­mo iż sku­tecznie nas hamuje,

puszczają nam przy tym wszel­kie hamulce."



Szli w ciszy, starając się utrzymać jak największy dystans pomiędzy sobą. Pusty korytarz o tak później godzinie, emanował dozą tajemniczości i mroku. Ściany wydawały się szeptać, szmerać i żyć własnym życiem, obrazy poruszały się gwałtownie, jakby sprawiało im przyjemność straszenie innych, a schody co krok stroiły sobie żarty, przemieszczając się od jednej strony do drugiej, a tym samym przedłużając drogę owej dwójki uczniów niemal dwukrotnie. Może to tylko wyobraźnia Gryfonki płatała jej figle, a może rzeczywiście ta noc była nieco mroczniejsza niż wszystkie inne. Prawda jest taka, że dziewczyna zaledwie kilka razy przechadzała się po hogwarckich korytarzach o tak późnej porze i zazwyczaj towarzyszyli jej w tym przyjaciele. A teraz nie dość, że było bardzo późno, a ona jako Prefekt Naczelny powinna świecić przykładem, to łamała regulamin i kroczyła tuż za swoim największym wrogiem, którego obecność  również wywierała na Gryfonce spory stres. O Malfoy’u można powiedzieć  wiele nieprzyjemnych rzeczy jak to, że jest cyniczny, narcystyczny, dumny, pogardliwy (…) sarkastyczny i jest dupkiem, ale raczej nie zaatakowałby drobnej, kruchej dziewczyny, na opuszczonym korytarzu zamku. Bestią raczej nie jest. Na samą myśl Brązowooka podskoczyła lekko i pogłębiła dystans pomiędzy ich dwójką, jak najbardziej się dało. A wspomniany wcześniej blondyn kroczył dumnie z uniesioną wysoko głową, otwarcie pokazując światu, że nie straszne mu żadne stwory i inne mroczne zjawy, czy co tam się mogło kryć w tej szkole. Wiedział, że dziewczyna za nim trzęsie się ze strachu i podskakuję co chwilę z przerażenia, po czym poprawia spodenki i stara się iść dumnie jak on, ale jej mina zdradza, więcej niż to sobie wyobraża. Arystokrata nic sobie z tego nie robiąc i nawet nie spoglądając na towarzyszkę przyspieszył kroku. Miał niemałą ochotę trochę pognębić brązowowłosą .
- Granger co się tak wleczesz? Przez twoje krótkie nogi nigdy nie dojdziemy na miejsce. – zaczął swoim denerwującym tonem.
Hermiona wcale nie miała krótkich nóg, nie była też taka bardzo niska, może nie należała do najwyższych dziewczyn w szkole, ale posiadała bardzo smukłą i zgrabną sylwetkę. Arystokrata, nie miał już zapewne pomysłów, jak pognębić swojego małego wroga i pokusił się o parę kłamstw. Ale dziewczyna jak na komendę, wzięła mocno do siebie słowa Malfoy’a
- To nie moja wina, że jesteś taki wysoki jak tyczka Malfoy, a te twoje długie, chude nogi wyglądają obleśnie w porównaniu do górnej części… a nie, co ja mówię, twoja górna część jest jeszcze bardziej ohydna.
Wiedziała, że kłamie. Draco nie był ani za chudy, ani obleśny. Wysoki był i to bardzo, ale jego ciało jak przystało na kapitana drużyny Ślizgonów, było umięśnione i wysportowane, a odznaczało się to na każdym skrawku jego białego t-shirtu , mięśnie na odkrytym kawałku ręki były znacząco podkreślone. Wystarczyło jedno spojrzenie w kierunku blondyna, a stwierdzenie, że posiadał najpiękniejsze ciało w Hogwarcie, samo cisnęło się na usta. Oczywiście Hermiona nigdy by się do tego nie przyznała, chociaż jej koleżanki ze starego dormitorium, co noc wzdychały do chłopaka, a w dzień śliniły się na jego widok niemiłosiernie. W sumie, nie tylko one.
- Granger… Ty, jak i Ja dobrze wiemy, że jesteś kiepskim kłamcą, więc nie wciskaj mi tu kitów, że nie podoba Ci się moje ciało.
- Ty chyba śnisz Malfoy, wolałabym pocałować tyłek pawiana, niż powiedzieć ci, że masz boskie ciało i stwierdzić że mnie to kręci.
- Masz dziwne upodobania seksualne Granger. O ile je w ogóle masz. – zakpił.
-  A tak się składa, że mam. – odpowiedziała, za szybko nie przemyślając swojej odpowiedzi, a chłopak zwinnie to wykorzystał.
- Granger, te wasze całusy w policzek i czułe przywitania Świętej Hogwarckiej Trójcy się nie liczą. – słowo „czułe” praktycznie wypluł z ust, z nieukrywanym obrzydzeniem. – Nie ściemniaj mi tu, że ktoś taki jak Ty, może mieć jakiekolwiek, życie seksualne… - tu zrobił krótką pauzę udając, że intensywnie myśli. – no chyba, że podniecają cię te Twoje książki.
Wiedziała, że blondyn stara się ja tylko sprowokować, że chce tylko wszcząć z nią kolejną nic niewartą kłótnię. Chciała być silna, nie chciała dać mu po raz kolejny tej satysfakcji wygranej. Obiecała sobie, że nie da się tym razem sprowokować. A chociaż zamiary miała dobre, to z ich wykonaniem było już znacznie gorzej. Bo przecież nikt nie będzie jej zarzucał, że nie posiada życia seksualnego, choćby była to najszczersza prawda, a była. To ona Hemiona Granger nie da sobie nic zarzucać.
- Tak do twojej wiadomości Malfoy, to mam większe doświadczenie od ciebie! Ty to tylko stek plotek krążących po szkole, założę się że sam je rozgłaszasz. – uśmiechnęła się w duchu dumna ze swojego kłamstwa, by po chwili spochmurnieć i zrozumieć, że trochę przesadziła z tym większym doświadczeniem. Malfoy, jak na rasowego arystokratę czystej krwi  przystało, nie daje sobą pomiatać nikomu. Nie zwracając uwagi gdzie są, a znajdowali się dokładnie naprzeciwko przejścia do pomieszczenia, w którym odbywała się wielka libacja alkoholowa, przystanął na chwilę i powolnym ruchem, niemal od niechcenia obrócił się w stronę, teraz już nieco przerażonej dziewczyny. Dokładnie zlustrował Gryfonkę wzrokiem, nie była brzydka, lecz nie była też pięknością. Na co dzień grzeczna i ułożona, ubrana w nienagannie wyprasowany mundurek szkolny, teraz stała tu przed nim wyglądając tak inaczej, bardziej wyzywająco, pewniej i jakby to określić jednym słowem, kobieco. Młody chłopak szybko odgonił od siebie te dziwne myśli dotyczące brązowookiej i naniósł na swoją twarz maskę obojętności. Nie da sobą pomiatać, a w szczególności nie Jej, dziewczyna musi wiedzieć kto tu rządzi. Powolnym krokiem zaczął zbliżać się w jej kierunku, a na jego twarzy zaczął pojawiać się uśmiech zwycięstwa, gdy tylko dostrzegł że Gryfonka cofa się pod ścianę. Ucieszył się jeszcze bardziej, jak jego niechciana towarzyszka zrobiła minę małego, przerażonego dzieciaka, kiedy natrafiła na zimną przeszkodę za swoimi plecami i nie dane było jej dalej uciekać w tył. Arystokrata był już na tyle blisko, nieruchomej ze strachu dziewczyny, że niemal stykali się nosami. Nigdy nie znajdował się tak blisko niej, a jak stwierdził w myślach, nie było to takie złe uczucie. Jej brązowe, szeroko otwarte oczy prosiły niemo, by zostawił ją w spokoju. Nie wiedziała czego od niej chce, dlaczego jest tak blisko, nie potrafiła rozszyfrować niczego z wyrazu jego twarzy, prócz wymalowanego triumfu. Patrzył na nią obojętnym wzrokiem, tym samym opierając swoje ręce o ścianę, po obu bokach jej głowy, dostrzegł, że nieznacznie się zarumieniła na ten gest i tu ja miał. Namiętnie zwilżył swoje usta językiem i przysunął do ucha swojej niemal ofiary, a szept jaki z siebie wydobył wywołał ciarki na jej skórze.
- Nie radzę Ci snuć nieprawdziwych aluzji na mój temat Granger. Jak zdążyłaś dostrzec, jesteś roztrzęsiona, masz rumieńce na policzkach, a twój przyspieszony oddech świadczy o tym, że jeszcze nigdy nie byłaś tak blisko żadnego mężczyzny. –  chwila zastanowienia – wniosek? Nie masz zielonego pojęcia o życiu erotycznym. Dziękuję. – kończąc swoją uroczą wypowiedź natychmiastowo odsunął się od dziewczyny i spojrzał na nią z czymś w rodzaju politowania.
Hermiona nadal stała jak wryta pod zimną ścianą, próbując zrozumieć sytuację, która właśnie miała miejsce. Czuła się źle, upokorzona po raz kolejny przez tego samego człowieka od kilku lat. Ale to zdarzenie było inne, miał racje nigdy nie była tak blisko żadnego mężczyzny, a chociaż bardzo chciała zgrywać pozory, to nie potrafiła. Sam bliski kontakt fizyczny ze swoim największym wrogiem wymógł w niej przyspieszone tętno, nierówny oddech i te przeklęte wypieki na twarzy, co zgrabnie zauważył blondyn. W tym momencie postanowiła sobie, że już nigdy nie będzie kłamać w tego rodzaju zagadnieniach. Nie wiedziała, co właściwie ma mu odpowiedzieć, co zrobić. Nie zaprzeczy, bo będzie to idiotyczne, nie przyzna mu racji, bo straci swoją dumę.
- Co to miało być?! – wykrzyczała po chwili zastanowienia.
- No nie podniecaj się tak Granger, chciałem ci tylko uświadomić, że jesteś, małą, niewinną dziewicą. – zaśmiał się widząc jej lekko głupkowatą minę.
- I nie mogłeś tego zrobić w inny, bardziej humanitarny sposób?! – dalej krzyczała zdenerwowana, nie zwracając uwagi na otwierające się przejście do pomieszczenia przy którym stali.
- Jestem tylko Malfoy’em, powinnaś się cieszyć, że przeżyłaś swój pierwszy i zapewne ostatni kontakt fizyczny z płcią przeciwną. – podirytował się.
- Wiesz co? Zachciało ci się kontaktów fizycznych? Zaraz możesz uzyskać jeszcze kilka, na zasadzie moja pięść, twój nos.
- Gran… - nie dane mu było skończyć.
- Ekhm..ekhm – zachrząkał jakiś chłopak spod przejścia. – Wchodzicie, czy chcecie sobie jeszcze poromansować?
Dwójka towarzyszy, spiorunowała chłopaka wzrokiem i nic nie mówiąc podążyli do pomieszczenia, skąd można było słyszeć głośną muzykę i chore wrzaski pijanych nastoletnich uczniów. Malfoy pewnie ruszył w kierunku baru, a Hermiona nie mogąc zaprotestować poszła w jego ślady, intensywnie się przy tym rozglądając po pomieszczeniu. Nic nie wskazywało na to, że pokój na co dzień jest przytulnym salonem Krukonów. Na samym środku znajdował się pokaźnych rozmiarów parkiet, gdzie szalała w rytm muzyki spora grupka młodzieży. Ze wszystkich stron migotały małe światełka wprowadzające dyskotekowy klimat, a po bokach porozstawiane były czarne sofy, dla spędzenia miłego czasu na rozmowie, piciu, albo jak niektóre pary wolały, na czymś nieco ciekawszym. Największe wrażenie na Gryfonce wywarł duży bar z niesamowitą ilością i różnorodnością trunków wysokoprocentowych. Jak oni go tu wnieśli? Skąd wzięli taką ilość alkoholu? Te pytania zaprzątały główkę zszokowanej dziewczyny. Czuła się bardzo nieswojo, nie wiedziała gdzie ma się podziać, jak zachować i co zrobić. Jej towarzysz zajął miejsce na jednym ze stołków barowych, a Hermi stojąc za nim, jak na mądrą dziewczynę przystało domyśliła się, że wygląda po prostu głupio, więc zajęła miejsce obok.
- A ja myślałem, że jesteś tylko złym snem. Granger psujesz mi reputacje. – wyszeptał, nieznacznie pochylając się w stronę brązowowłosej.
- O wypraszam sobie, to ty mnie tu przyciągnąłeś, wbrew mojej woli. – odszepnęła.
- Gdybyś nie latała po korytarzu jak opętana, to nie znaleźlibyśmy się w tej sytuacji.
-A więc , to moja wina?
- A czyja niby?
- Gdybyś nie był takim dupkiem, to nie spotkałoby nas to.
- Sugerujesz, że to przeze mnie?
- Przepraszam, że przerywam waszą urocza wymianę zdań, ale co podać? – Ich cichy szept przerwał wysoki brunet obsługujący bar. Hermiona i Draco momentalnie odsunęli się od siebie i przybrali obojętny wyra twarzy. Dziewczyna musiała przyznać, że barman był bardzo przystojny, miał piękne, ciepłe, zielone oczy i spoglądnął prosto na nią, ze szczerym uśmiechem.
- Dla mnie ognista raz.  – odezwał się pierwszy arystokrata.
Brunet niechętnie przeniósł swój wzrok z Gryfonki na Ślizgona i kiwnięciem głowy oznajmił przyjęcie zamówienia.
- A dla Pani? – zwrócił się ponownie do Hermiony.
Dziewczyna nie wiedziała co zamówić, to była jej pierwsza impreza w życiu, a nie chciała dać chorej satysfakcji Malfoy’owi i zamówić soku z dyni.
- To samo poproszę. – odezwała się zdecydowanym tonem, spoglądając prosto w oczy blondyna.
- Zwariowałaś? Chcesz się upić? – zapytał przerażony chłopak.
- Nie upiję się Malfoy.
- Granger, jeśli chcesz pić równo ze mną, to nie radzę. Odpadniesz po drugiej kolejce, a ja nie zamierzam cię targać pół przytomną przez cały zamek do sypiali.
- Nie będziesz musiał. – odrzekła pewnie, chodź tak pewnie wcale się nie czuła. Styczności z alkoholem miała tylko pijąc szampana w sylwestra, lub kremowe piwo z przyjaciółmi.
- Wasze zamówienie. – powiedział brunet i położył przed nimi szklanki.
- Wiesz co Granger, chce to zobaczyć. – skomentował sytuacje Draco i wyciągnął pieniądze z kieszeni. – Ja stawiam.
Gryfonka patrzyła szeroko otwartymi oczami na chłopaka nie dowierzając. Malfoy właśnie za nią zapłacił. Świat staje na głowie, najpierw tam to na korytarzu, teraz to.
- Mam pieniądze Malfoy, mogę sama za siebie zapłacić.
- Nie dyskutuj ze mną Granger. Uznajmy, że naszło mnie coś w rodzaju nagłego przypływu dobrych uczuć.
- Ale, ty nie masz uczuć. – stwierdziła.
- Udawajmy.
- Ten jeden raz. – odpowiedziała i spojrzała to na szklankę z dziwnym płynem, to na swojego odwiecznego wroga, który unosił swoją w powietrze, jakby wznosząc toast.
- Za co pijemy?  - zapytał, a dziewczyna niepewnie uniosła też swój trunek.
- Za to, że jesteś takim debilem?
- Nie ładnie, później się za to odegram. To może za naszą nieustającą nienawiść.
Słysząc słowa blondyna uśmiechnęła się delikatnie i kiwnęła na znak zgody, że za to zdecydowanie mogą wypić. Stuknęli się lekko szklankami i wypili zawartość do dna. Draco, szybko i z zadowoleniem, bo jak na Malfoy’a przystało był dobry we wszystkim, nawet w piciu nie miał sobie równych. Natomiast Hermiona bardzo ostrożnie dotknęła ustami szklanego naczynia, by po chwili z wielka odrazą połknąć całą jego zawartość. Gdy tylko przełknęła palący płyn, skierowała morderczy wzrok na chłopaka.
- Malfoy! To jest ohydne, pali! – Załkała oskarżycielsko.
- Sok dyniowy raz. – Zawołał uradowany Draco do kelnera. A ten po paru chwilach pojawił się z bezalkoholowym płynem. Nic praktycznie nie zrobił, a znów mu się udało. Szczęśliwy patrzył jak jego towarzyszka łapczywie wypija połowę soku. – nie było tak źle, jak na pierwszy raz Granger.
Spiorunowała go wzrokiem.
- Może jeszcze jeden? – zapytał rozbawiony.
Cóż miała zrobić? Była zbyt dumna, żeby odmówić i dać satysfakcję JEMU.
- A czemu nie?  Odpowiedziała zadziornie lekko się przy tym krzywiąc.
Siedzieli tak dobrą godzinę, zamawiając coraz to różniejsze trunki. Na początek szła ognista, później przeszli na tequile, kończąc na wymyślnych kolorowych płynach, które smakowały gorzej niż można było przypuszczać. Za każdym razem wznosili coraz to ciekawsze toasty, za kujońskie hogwardzkie dziewice, za narcystycznych blondynów, za niemoralne dręczenie uczniów wymyślnymi klątwami. Coraz większe grono uczniów znajdujące się przy barze z zaciekawieniem śledziło poczynania dwójki zagorzałych wrogów, dziwiąc się ich nienormalnemu i nierealnemu zachowaniu. Mogliby tak pić w nieskończoność, gdyby nie następne słowa Gryfonki.
- Maaalfoy…- wydukała lekko podpita – bo ja musze siusiu.
Blondyn spojrzał na swoją nieźle wstawioną towarzyszkę z politowaniem i palnął się w głowę z otartej dłoni. Jak tak bez umyślnie mógł postąpić i pić z tak niedoświadczonym kompanem? Teraz będzie musiał się zająć tą rozchichotaną, ledwo słaniająca się na nogach dziewuchą.
- Jak musisz, to sikaj Granger. – odpowiedział zły na całą tą sytuację.
- Ale ja tu nie chcem. – marudziła
- To już nie mój problem. – Odwrócił się do baru i zamówił wodę dla dziewczyny. – Pij Granger. – popchnął w jej stronę buteleczkę.
Ta spojrzała nieufnie to na Ślizgona, to na plastikową butelkę i ponownie na chłopaka.
- Nie chcem – wymruczała jak mały niezadowolony dzieciak.
Arystokrata uniósł oczy ku górze nie dowierzając czego właśnie dokonał, a mianowicie spił najgrzeczniejszą i najlepszą uczennicę szweckiej szkoły.
- Bierz tą wodę i chodź do tego kibla. – zwrócił się do niej przez zaciśnięte zęby.
- Ale ja nie mogę.
- Granger, doprowadzasz mnie do białej gorączki, zdecyduj się w końcu kobieto, chcesz iść do tego kibla, czy nie?! – wykrzyczał nieco za głośno i parę osób obróciło się w ich kierunku ze zdezorientowanymi minami. A Draco uświadomił sobie, że jego tekst w kierunku brunetki nie był jednoznaczny. Pośpiesznie obrzucił gapiów morderczym spojrzeniem, a ci z przerażeniem w oczach wrócili do wcześniej wykonywanych czynności.
- No chce, ale nie mogę. – wymamrotała
- Co masz na myśli twierdząc, ze nie możesz? – zapytał bardzo zły Smok.
- Bo wszystko się rusza i jest mi niedobrze. – zrobiła minę zbitego psa.
- Tylko mi tu nie rzygaj! Wstawaj Granger! – polecił
Złapał dziewczynę pod rękę i pociągnął w stronę toalet. Sam nie czuł się najlepiej, chociaż do stanu Gryfonki było mu bardzo daleko. Nie przypuszczał, że brunetka ma tak słaba głowę i że resztę wieczoru będzie musiał ją niańczyć. Stanęli przed wejściem do męskiej toalety, a Draco jednym groźnym warknięciem „wyprosił” całującą się w niej parę. Spojrzeli na niego z wyrzutem, ale nic nie mówiąc pospiesznie opuścili pomieszczenie.
- No Granger, chyba już sama dasz sobie radę. – to powiedziawszy puścił ramię przytrzymywanej dziewczyny, a ta nic nie spodziewająca się niewiasta runęła na zimną posadzkę, gdyż nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
- Kurwa, Granger! Co za szopkę odwalasz? Zbieraj te swoje zgrabne cztery litery i zrób to po co tu przyszłaś! – warczał wściekły.
Udało jej się już zebrać na czworaka, a w momencie wypowiadanych słów zaadresowanych do niej, zerknęła na Malfoy’a z dziwnym wyrazem  twarzy, coś mocno analizując.
- Uważasz, że mam zgrabny tyłek? – zapytała po chwili namysłu.
W tej chwili jej towarzysz wyglądał jakby się gotował, a z uszu wydobywała mu się gęsta para.
Dobrze, że nic nie będzie pamiętać. – szepnął pod nosem i szarpnął Hermionę za ramię do pozycji prawie stojącej. Brązowooka wytrzeszczyła oczy na oznaczenie toalety.
- To jest męska, ja nie będę tu sikać. – zaprotestowała
- Albo tam, albo tutaj.
- Hmm? Na korytarzu? Pojebało cię?
- Nie wnerwiaj mnie Granger! I od kiedy ty używasz takich słów?
- Od kiedy zaczęłam pić… - chwila zastanowienia -  czyli od jakiejś godziny.
Draco Malfoy w tej chwili zrozumiał, ż popełnij największy błąd swojego życia, a ta nieznośna dziewucha wcale go nie słucha i jeszcze się z nim wykłóca przed męskim kiblem.
To będzie długa noc – pomyślał
- Wchodź tam! Tylko do tej pierwszej z brzegu, jeśli nie chcesz żebym za tobą poszedł. – odpowiedział nieco łagodniej. Zły urok nie dawał o sobie zapomnieć.
Gryfonka niespodziewanie oparła głowę o klatkę piersiową młodego arystokraty i kładąc prawą rękę na własnej piersi wymruczała tonem, który miał brzmieć nieco poważniej, ale marnie jej to wyszło.
- Daj mi pół minuty.
- A masz nawet dwie, tylko się tam nie utop… a właściwie co mi szkodzi, możesz się utopić.
Nic nie mówiąc ruszyła, a raczej starała się iść prosto do toalety, pomagała jej w tym jak to stwierdziła dziewczyna po drodze, kochana i urocza ściana. Gdy weszła do kabiny drzwi się za nią zatrzasnęły. A Draco ze zniecierpliwieniem oczekiwał powrotu dziewczyny. Po ok minucie, która trwała w nieskończoność usłyszał cichy chichot dobiegający z kabiny.
- Kocham ten kibel…
Chłopak skierował swój wzrok na drzwi do toalety, które otworzyły się gwałtownie, a widok jaki tam zastał nie był ani uroczy, ani przyjemny. Brakowało mu tylko gadającej do siebie i rzygającej Gryfonki.
- Granger pozbieraj się, musimy wracać, zanim ktoś nas zobaczy tu razem, w tak niekorzystnej sytuacji.
Wspomniana przez blondyna Granger postąpiła odwrotnie jak prosił i przytuliła mocniej muszlę klozetową.
- To jakieś jaja. – wyszeptał i złapał dziewczynę w pasie by siłą wynieść ją z tej „przepięknej” scenerii.
- Nie rozdzielaj nas Malfoy. – zaryczała smutno do toalety.
Ślizgon niewiele myśląc i nie litując się nad podpitą nie-koleżanką, wbrew jej protestom przerzucił ją sobie przez ramię i wymaszerował z pomieszczenia. Bardzo starał się nie rzucać w oczy, ale wrzeszcząca dziewczyna zagorzale mu to utrudniała. W efekcie wszystkie spojrzenia skierowały się na nich, ale blondyn nic sobie z tego nie robiąc kontynuował swoją wędrówkę ku dormitorium. Przemierzając kolejne schody Draco zaczął odczuwać ciężar Gryfonki. Po jaką cholerę w ogóle ją niesie? Minutę później postawił ją na nogi lekko przytrzymując pod ramię zaczął prowadzić we wcześniej obranym kierunku. Szli w milczeniu, a raczej on szedł w milczeniu, bo Hermiona nadawała na najwyższych obrotach.
- A potem jak spotkałam już tą myszkę Miki, to razem poszłyśmy na karuzele, ale to była szybka karuzela, było mi prawie tak samo niedobrze jak teraz… czy ja byłam na karuzeli? – swoim gadulstwem mogłaby wkurzyć nawet umarlaka.
- Granger! Możesz się zamknąć?! – wykrzyczał, gdy dzieliło ich już tylko kilka schodków od celu wędrówki.
- Dalej nie idę. – stwierdziła rzeczowo, siadając na zimnym stopniu.
Nikt chyba nie widział, tak zdenerwowanego Malfoy’a , jego ręce zacisnęły się w pięści, a zęby zazgrzytały złowieszczo. Najśmieszniejsze było to, że sprawcą jego stanu był nie kto inny, jak mała pijana Gryfoneczka.
- Cztery stopnie! Zostały Ci cztery stopnie, a Ty twierdzisz, że dalej nie idziesz?! – krzyczał tak głośno jakby chciał zbudzić cały zamek. – Więcej nie pijesz Granger! Nie będę robił za twoja niańkę!
Dziewczyna ignorując skaczącego ze złości Ślizgona, jak nigdy nic oparła się o wyższy schodek, zamknęła oczy i nie zwracając uwagi na hałas powoli odpływała w krainę Morfeusza. Nasz blondasek po pewnym czasie zrozumiał, że na nic jego wrzaski, bo Granger śpi sobie na korytarzu. Ponownie przerzucił  brązowooką przez ramię i poczłapał zrezygnowany w kierunku swojej sypialni. Klnąc w duchu na co popadnie.

- Jak można się tak upić? – zamruczał pod nosem i dosłownie rzucił ciało towarzyszki na swoje schludnie zaścielone łóżko. Nie miał ani siły, ani ochoty na wymyślanie co z nią zrobić, łóżko było najrozsądniejszym wyborem. Chciał się jeszcze wykąpać przed snem, gdyż był na tyle trzeźwy, że mógł to zrobić, ale przypominając sobie o złym uroku jaki na nich zesłał stary Dumbledore, spochmurniał. Nie chciało mu się ciągnąć nieprzytomnej dziewczyny do łazienki i z powrotem, a bez niej nie był w stanie tam dotrzeć. Zrezygnowany rozebrał się  do bokserek i położył po przeciwnej stronie, niż dziewczyna. Nawet się nie spostrzegł, a już smacznie pochrapywał. Śniły mu się dziwne rzeczy, jak nigdy dotąd. A mianowicie skaczące po puszystych obłokach różowe, pijane hipogryfy. Po tak ciężkim popołudniu i wieczorze, nawet noc nie była dla niego łaskawa.



***************************

Ok. to po pierwsze, nie zabijajcie! Rozdział troszkę inny niż reszta, taki bym to nazwała trochę z jajem :D
Pisałam go razem z kochaną kuzyneczką Angel :) Wyszło to co wyszło, ale nam się podoba :)

Druga kwestia to brak komentarzy, lub ich znikoma ilość :( To wasze opinie i wskazówki nakręcają mnie do pisania, są czymś w rodzaju nagle pojawiającego się natchnienia do pisania. 
Dlatego apeluję,że im więcej komentarzy tym szybciej pojawiające się i oczywiście lepsze jakościowo rozdziały :) nie bójcie się wyrażać własnych przemyśleń. :)

Czytajcie ten rozdział z przymrużeniem oka :) dziękuję, że w ogóle jesteście.

Ps. przepraszam za błędy. :)




6 komentarzy:

  1. Zacznę tak :
    Bardzo się cieszę, że znalazłam twojego bloga. Jest zarąbisty !
    Kocham czytać takie dramione w którym na początku autor opisuje nienawiść głównych bohaterów względem siebie ;)
    Pijana Hermiona, skandal ! Draco wyciągnął ją na imprezę trzeźwą i wciągnął do dormitorium pijaną ! :) Masz fajny styl pisania. Czyta się lekko, brak błędów ortograficznych, a przynajmniej nie rzucają się w oczy. Oryginalne. Bardzo mi się podoba. Tak więc tu i teraz deklaruje, że zostaję tu do końca, o ile taki nastapi ;)
    Czekam na nexta ;)
    Twoja nowa wierna fanka ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Taka mała rada....
      (Fragment twojego opowiadania)
      - Dalej nie idę. – stwierdziła. ~ po idę nie powinnaś stawiać kropki.
      *- Dalej nie idę – stwierdziła*

      Usuń
  2. Podoba mi się to, jak piszesz ;)

    www.drastoria-droga-do-szczescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg...
    Za nim zobaczyłam nowy rozdział u ciebie, płakałam z bólu po innym ff... Jak skończyłam czytać ten rozdział płakałam ze śmiechu i skręcałam się w łóżku, a komputer niebezpiecznie się trząsł.
    Kocham ten rozdział! Związek Granger z kiblem po prostu wygrał wszystko! Nie mogę się doczekać Granger na kacu hihi... No i zastanawia mnie jak sobie poradzą z posiłkami...
    Mam nadzieję, że już niedługo pojawi się nowy rozdział (najlepiej jutro lol)!
    Życzę dużo weny i więcej takich wspaniałych pomysłów!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu jesteś genialna!! Dużo weny i kolejnych kapitalnych związków z kiblem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział śmiałam się jak nigdy xD

    OdpowiedzUsuń