wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 6



 "Trze­ba po­nosić kon­sekwen­cje swoich czynów, 
przyjąć od­po­wie­dzial­ność za swo­je uczynki".




Kolejne dni mijały szybko i bez żadnych dziwnych wydarzeń. Uczniowie spokojnie chodzili na zajęcia, odrabiali prace domowe, spotykali się po lekcjach na błoniach, korzystali jak najwięcej z ciepłych, słonecznych dni, których nie zostało już za wiele.
Jak się na dniach okazało, po raz pierwszy Hogwardzkie plotki zawierały chociaż trochę prawdy. Nowy nauczyciel od obrony przed czarną magią, to niezłe ciacho. Pojawił się drugiego dnia w szkole, a trzeciego zaczął prowadzić lekcję. Swoją pierwszą godzinę miał z szóstym rokiem, lekcja łączona Gryfoni i Ślizgoni. Gorzej chyba nie mógł trafić. Był młody, wysoki, wysportowany i pewny siebie. Jego wygląd był nienaganny, tak samo jak sposób wypowiadania się i poruszania. Oczarowywał i jednocześnie onieśmielał każdego, swym jednym spojrzeniem. Dziewczęta każdego roku mdlały na jego widok, jednocześnie podziwiając i starając się rozgryźć, jak ktoś tak idealny może istnieć.

Na swoich pierwszych zajęciach pojawił się punktualnie i zgrabnym ruchem ręki otworzył drzwi do klasy, przy okazji informując męską część, że istnieje coś takiego jak kultura i zasady, kiedy Ci chcieli wepchnąć się do klasy za wszelką cenę pierwsi. Ta krótka uwaga, wprawiła dziewczyny w jeszcze większy zachwyt i rozmarzenie. Nasza mała brązowowłosa Gryfonka, również uległa Jego urokowi, ale zdecydowanie nieco subtelniej, niż jej rówieśniczki. Przede wszystkim zwracała uwagę z  jaką pasją naucza przedmiotu i jak łatwo przychodzi mu wypowiadanie zaklęć.
Chodź ten nowy nauczyciel bardzo często pojawiał się w myślach Gryfonki, to ich większą cześć jednak zaprzątał ktoś inny. Od tygodnia zastanawiała się, co jest nie tak z blondwłosym arystokratą. Widywała go tylko na zajęciach i na posiłkach w Wielkiej Sali,  on sam nie obdarowywał jej nawet najmniejszym spojrzeniem. Zero kłótni, zero kontaktu wzrokowego, zero czegokolwiek. Czyżby się obraził? Czy zrobiła coś złego? Draco był znany ze swojego dziwnego i nieco osobliwego zachowania, ale nigdy nie przepuściłby sprzeczki z Granger, nigdy nie przeszedłby obok niej obojętnie, zawsze musiał rzucić jakąś kąśliwą uwagę. A teraz jak nigdy nic, nie zwracał na Hermionę żadnej uwagi. Dziewczyna czuła, że coś jest nie tak, że to tak zwana cisza przed burzą. Ta zaistniała sytuacja sprawiła, że chłopa siedział w jej głowie, zdecydowanie zbyt często.

Właśnie nastała sobota, pierwszy wolny weekend, bardzo ciepły i słoneczny. Każdy uczeń planował, jak spędzić ten uroczy dzień. Było już po śniadaniu, Hermiona krzątała się po sypialni, szukając sobie jakiegoś zajęcia. Nie miała co ze sobą zrobić, wszystkie prace domowe odrobiła w piątkowy wieczór, przeczytała przerabiane rozdziały po dwa razy, a teraz siedząc na łóżku ogarnięta wielką nudą, zastanawiała się, co może robić w tak piękny dzień. Obiło jej się o uszy, że Krukoni planują wielką imprezę wieczorem, w pokoju wspólnym. Ale ona, Hemiona Granger nie chodziła na imprezy, wiec ta informacja mało ją obeszła. Nie była typem duszy towarzystwa, preferowała małe grono przyjaciół, długie rozmowy, spacery, a ponure dni wolała spędzać w bibliotece. Dzisiejszy dzień zdecydowanie do takich nie należał, ale z braku innych pomysłów, postanowiła się tam wybrać. Wstała, założyła buty, a po drodze do wyjścia złapała jeszcze swoją szkolną torbę. Spoglądając przed wyjściem za okno, doszła do wniosku, że żadne wierzchnie okrycie nie jest jej potrzebne i trochę się przeliczyła, bo korytarze były zimne, a na swojej skórze czuła lekki powiew lodowatego wiatru.
- Głupia… - mruknęła do siebie i przyspieszyła kroku licząc na to, że w bibliotece będzie cieplej. Dziewczyna miała na sobie białą, przewiewną bluzeczkę z krótkim rękawem i czarne dopasowane spodnie, nic dziwnego, że marzła. Do biblioteki miała zaledwie kilka kroków, widziała już duże, drewniane drzwi. W środku było cicho i ciepło, a dookoła unosiła się woń książek, jej ulubiony zapach. Raz Ron nawet zażartował, że mogłaby mieć takie perfumy.
- Dzień dobry Pani Prince – przywitała się miło, przechodząc koło bibliotekarki, ta kiwnęła lekko głową i wróciła do książki, którą trzymała na kolanach. Hermiona, zastanawiając się jaką książkę może przeczytać przechodziła zgrabnie pomiędzy regałami, z każdym krokiem zagłębiając się coraz bardziej w pomieszczeniu. Zatrzymała się przy jednym z regałów i przeciągnęła dłonią po księgach, przeznaczonym magicznym urokom, już miała wyjąć jedną z nich, gdy nagle usłyszała cichy, szczery śmiech. Szybko analizując sytuację wywnioskowała, że odgłos dochodzi dokładnie zza regału przy którym stała, a na dodatek, brzmi bardzo znajomo. Chcąc sprawdzić do kogo należy chichot, ruszyła w stronę dźwięku. Kiedy już miała się ujawnić, głos odezwał się ponownie, a Gryfonka była przekonana, że należy on do dziewczyny.
- Ooo… no nie bądź taki, powiedz, co na dzisiaj zaplanowałeś. – zamruczał dziewczęcy głosik po drugiej stronie.
Hermiona lekko się wzdrygnęła, czyżby ktoś uprawiał romanse, w bibliotece? Miejscu spokoju i harmonii? Jej ulubionym miejscu? Nie chcąc się ujawniać, ale wciąż ogarnięta lekką złością, jak i ciekawością, postanowiła rozsunąć książki na bok, by zobaczyć kto obrał sobie bibliotekę na romantyczne miejsce schadzek. Szoku malującego się na jej twarzy nie dało się opisać słowami, kiedy zobaczyła parę siedzącą w rogu, na jednej z brunatnych kanap i obściskującą się namiętnie.
Jak ona mogła to robić? I to z NIM!  - pomyślała Brązowowłosa.
Jej myśli błądziły przy rudej przyjaciółce. Czy cos przegapiła? Umknęło jej? Ginny mówiła, że tylko się spotykają, a tu takie namiętne sceny musiały oglądać jej brązowe oczy. Jedno jest pewne, Hermiona nieźle sobie porozmawia z ta małą kłamczuchą i to już niedługo. Nie chcąc dłużej patrzeć na migdalących się Ślizgona i Gryfonkę, odłożyła cicho książki na swoje miejsce i żwawym krokiem popędziła w kierunku wyjścia, zapominając po co tu przyszła. Pani Prince obrzuciła wychodząca Hermionę krótkim, zdziwionym spojrzeniem, po czym przewróciła, kartkę w czytanej książce.
Dziewczyna zdenerwowana na najlepszą przyjaciółkę pędziła, a raczej prawie biegła w kierunku swojego dormitorium. Nie zważając na myśli, które podpowiadały jej, że dopiero co z niego wyszła ogarnięta niesamowitą nudą. Rozpędzona skręciła właśnie w jednen z ostrych korytarzy, a to co stało się sekundę później, dla obserwatora z boku musiało wyglądać przekomicznie. Gryfonka poczuła, że odbija się od czegoś dużego i miękkiego. Chcąc zachować równowagę zaczęła wymachiwać rękami na wszystkie strony, ale nic to nie dało. Upadek był nieunikniony. Z głośnym hukiem wylądowała na tyłku, przed…błyszczącymi eleganckimi butami, i ładnie skrojonymi dżinsami. Wiedziała, że to jej wina, gdyby tak nie pędziła, to nie siedziałaby teraz na zimnej posadzce. Właśnie zadzierała głowę do góry i otwierała usta żeby przeprosić za swoje zachowanie, kiedy po raz kolejny tego dnia przeżyła szok. Przed nią, w ładnie skrojonych spodniach stał nie kto inny, jak jej największy koszmar życiowy, znany również pod nazwą Draco Malfoy. Chłopak tak samo jak ona, wyglądał na zdziwionego i zmieszanego tą sytuacją, ale można było to dostrzec w jego twarzy ledwie przez sekundę.
- Granger, minus dziesięć punktów od Gryffindoru za bieganie po korytarzu. – odpowiedział swoim prowokującym głosem i uśmiechnął się kpiąco do dziewczyny.
- Malfoy! Tak nie można! – oburzyła się Gryfonka, podnosząc się z posadzki.
- Minus kolejne pięć punktów za wykłócanie się z Prefektem Naczelnym. – kontynuował swoją grę blondyn.
- Cofnij to Malfoy! Nie mogę stracić tylu punktów w jeden dzień! – Hermiona była zrozpaczona, tak ciężko pracowała na te punkty, a ten skretyniały dupek odejmował je za nic.
- O nie, „zdolna” Granger traci punkty! – wycedził złośliwie.
- Tak chcesz się bawić Malfoy? No to minus dziesięć punktów od Slytherinu za złośliwe zachowanie w stosunku do Prefekt Naczelnej! – odgryzła się brunetka. A po jej wypowiedzi, rozpoczęła się bitwa na odejmowanie punktów, a powody były coraz to głupsze.
- Nawet nie próbuj Granger… minus dziesięć punktów za szopę na głowie.
- Minus dziesięć punktów za traktowanie innych z góry.
- Minus dziesięć punktów za kujoństwo.
- Minus dziesięć punktów za rozczochrane włosy.
- Granger, poważnie? To Potter powinien stracić chyba ze sto tych punktów, ale tylu to nawet nie macie! – wydarł się Draco i gdyby McGonagall nie przerwała tej kłótni, to nie skończyła by się ona za ciekawie da obu domów.
-W tej chwili przestańcie! Zachowujecie się jak dzieci, jaki dajecie przykład innym uczniom? Zawiodłam się na was, a na Pani w szczególności Panno Granger. – wyrecytowała profesorka, a Hermiona zarumieniła się mocno.
- odejmie nam pani punkty? – zapytała nieśmiało.
- Wydaję mi się, że wzajemnie odjęliście sobie wystarczająca ich ilość. Kara będzie nieco inna. Proszę za mną. – kończąc wypowiedź ruszyła w nieznanym dwójce uczniów kierunku. Nie mieli wyjścia, musieli podążyć za nią.
- Dokąd idziemy? – zapytał Draco po paru minutach.
- Jak to dokąd? Do dyrektora oczywiście.
- Do dyrektora?! – Hermiona aż podskoczyła z przerażenia. Profesorka nic jej jednak nie odpowiedziała, jedynie obrzuciła niezadowolonym spojrzeniem. Resztę drogi odbyli w milczeniu. W gabinecie dyrektora zajęli miejsca naprzeciw ogromnego biurka i zmuszeni byli przysłuchiwać się, jak McGonagall streszcza ich kłótnię. Kiedy kończyła dyrektor poprosił ją o opuszczenie pomieszczenia.
- I co ja mam z wami zrobić? – zapytał jakby sam siebie. – wasza nienawiść niepokoi mnie już od dawna. Myślałem, że dorośliście do pełnienia tak ważnej Funkcji w tej szkole, jaką jest stanowisko Prefekta Naczelnego.
- Przepraszamy – odezwała się pierwsza Gryfonka.
- Tu nie chodzi o przeprosiny Panno Granger, tu chodzi o coś więcej. Wasza dwójka musi się pogodzić, lub chociaż zaakceptować woje towarzystwo, musicie nauczyć się współpracować. Miałem pewien pomysł, w razie takiej sytuacji, ale nie myślałem, że będę go wdrażał w życie, a już na pewno nie tak szybko. – zrobił krótką pauzę, by spojrzeć na swoich uczniów i ocenić ich stosunek do sytuacji. Dziewczyna siedziała przygarbiona na krześle a głowę miała opuszczoną od chwili, gdy  przekroczyła próg gabinetu. Natomiast chłopak mało co przejmował się tym wszystkim, błądził wzrokiem po ścianach pokoju, wyglądał jakby nie docierało do niego żadne wypowiedziane słowo dyrektora.
- Co Pan z nami zrobi? – obudził się w końcu Draco.
- Pomogę wam zakopać topór wojenny. – powiedział lekko się uśmiechając. – podejdźcie do mnie.
Posłusznie wstali i zbliżyli się do dyrektora, Hermiona wciąż ze spuszczona głową i nieco nieśmielej.  - Wyciągnijcie prawą rękę – lekkie zdziwienie pojawiło się na ich twarzach, ale zrobili o co prosił.
Albus Dumbledore wyciągnął w ich kierunku swoją różdżkę i bardzo niezrozumiale mruknął zaklęcie. Z jej końca wystrzelił promień złotego światła i oplótł ich ręce na sekundę, by po chwili zniknąć.
- To by było na tyle kochani, możecie odejść. A i byłbym zapomniał. Mówią, że między miłością a nienawiścią jest cienka granica. Mają racje, tą granicą jest zaufanie. – wyrecytował i machnął im ręką na znak, że mogą odejść. Ten mężczyzna często plótł dziwne i niezrozumiałe rzeczy, które zawsze okazywały się wskazówką do rozwiązania jakiejś zagadki.
Ślizgon i Gryfonka, byli nieco zdezorientowani wychodząc z pomieszczenia. Bo co właściwie się stało?
- Malfoy, co on nam zrobił? – postanowiła przerwać cisze brązowooka.
- A skąd ja mam wiedzieć, odwalił jakieś czary-mary i myśli, że nas nawróci, głupi staruch. – oburzył się Draco.
- Zmieniło się coś? Czujesz się jakoś inaczej? – nie zwróciła uwagi na jego wcześniejszą uwagę, tylko ciągnęła dalej.
- Nie mów, że się o mnie martwisz Granger. – zakpił arystokrata.
- Ja nie żartuję idioto. To poważna sprawa, chodź raz byś się skupił. – Hermona czuła, że coś jest nie tak.
- Po pierwsze nie nazywaj mnie idiotą, ty głupia kujonico, a po drugie widzisz, żeby coś się zmieniło Granger? Ja cię nienawidzę, ty mnie i tak zostanie, aż do końca świata i dłużej.
- Idź do diabła Malfoy!
- A wiesz, że pójdę, byleby być jak najdalej od ciebie! – to powiedziawszy, odwrócił się i przeszedł kilka kroków na przód, po czym zatrzymał się niespodziewanie. Hermiona nieco się zdziwiła, czyżby chciał jej jeszcze cos powiedzieć?
- I co tak stoisz Malfoy? Zapomniałeś drogi? Może mapę? – tym razem to Gryfonka kpiła ze swojego wroga.
- Ja…ja nie dam rady – odpowiedział jej zaskoczony i zdezorientowany.
- Co ma znaczyć, że nie dasz rady? – dopytała.
- Granger, udajesz taką głupią? Nie dam rady, znaczy, że nie mogę się ruszyć, coś mnie blokuje.
Zaskoczona spojrzała na chłopaka i sama postanowiła zrobić krok w tył, ale jej nogi odmówiły posłuszeństwa, nie była w stanie się ruszyć.
- Ja tez nie dam rady się cofnąć – powiedziała na głos.
- Co to kurwa ma być? – zaklął zdenerwowany chłopak, odwracając się i robiąc krok w kierunku brunetki.
- Co mi zrobiłeś?! – wykrzyknęła z pretensjami – ty jakoś możesz chodzić.
- Zamknij jadaczkę Granger, staram się myśleć. Zrób krok w moja stronę. – polecił, ale gdy zobaczył, ze dziewczyna otwiera usta w akcie protestu, dodał pośpiesznie – Po prostu to zrób!
O dziwo Gryfonka nie odczuła żadnej przeszkody, mogła zrobić jeden krok, a później jeszcze jeden, i mogła by tak iść przed siebie, gdyby nie fakt, że zbliżała się niebezpiecznie blisko Ślizgona.
- No nie! Wiem o co tu chodzi. – odezwał się Draco.
- Malfoy, gadaj.
- Ten nienormalny Drops, rzucił na nas klątwę. Nie możemy się od siebie oddalić, dalej jak na około trzy metry. – wykrztusił na jednym wdechu.
- Cooo?! Chcesz powiedzieć, że mamy tak żyć? Funkcjonować? RAZEM?
- No już nie panikuj, spędzać ze mną czas to nie jedna by chciała, ale być z tobą…fuuu. – podsumował. – Znając Dyra musimy się po prostu przeprosić  i będzie jak dawniej. -  dodał.
- No więc? Czekam. – uznała teorię wroga za bardzo prawdopodobną.
- Nie myślisz chyba, że przeproszę cię pierwszy.
- Właśnie tak myślę, bo to wszystko twój wina, gdybyś nie zaczął tej swojej głupiej gierki z odejmowaniem punktów, to nie bylibyśmy teraz magicznie związani. – zbulwersowała się brunetka.
- Gdybyś nie biegła jak opętana po korytarzu, to nie wpadłabyś na mnie i nie musiałbym odejmować Ci punktów. – odpowiedział zaczepnie, wkurzony.
- Malfoy! To nie ma sensu! Takie wymówki można wymyślać w nieskończoność. – stwierdziła rzeczowo. – To jest pierwszy i ostatni raz jak słyszysz cos takiego z moich ust. Przepraszam.. – To jedno magiczne słowo wypowiedziała o wiele ciszej niż zamierzała.
- Oj Granger, ty chyba jednak jesteś inteligentna, ładne posunięcie.
- Nie chce ci przypominać, ale ty tez musisz mnie przeprosić, inaczej będziemy tu tkwić w nieskończoność.
- Niech ci będzie. Ale to także pierwszy i ostatni raz. Przepraszam Granger. – powiedział beznamiętnie.
- I co? Działa? – dopytywała.
Draco cofnął się o kilka kroków. Szczęśliwy, że zaklęcie ustąpiło cofnął się jeszcze trochę i zamarł. To nie działało, nadal nie mógł się od niej odsunąć alej jak trzy metry.
- Wydaje się, że rozwiązanie naszej przypadłości jest bardziej skomplikowane niż myślałem. – stwierdził wściekły.
- Nieee… - westchnęła zrezygnowana. – musimy to naprawić !
- Może nie tutaj Granger. Lepiej wróćmy do dormitorium, zanim moja reputacja legnie w gruzach, bo ktoś zobaczy mnie z tobą. – ostatnie słowo, prawie wypluł z ust, jakby było czymś bardzo obrzydliwym.
Owa Gryfonka nic nie mówiąc podążyła za swoim odwiecznym wrogiem, modląc się w duchu, aby ten koszmar się skończył. Po drodze, która dłużyła im się niemiłosiernie, zdążyli się jeszcze pokłócić z kilkanaście razy i zablokować, poprzez zbyt długie odstępy między sobą. Zachowywali jak największy dystans, około trzymetrowy. Wszystko by tylko nie iść blisko siebie i unikać swoich spojrzeń. Oboje w myślach zastanawiali, się nad sensem słów dyrektora i oszukiwali się jakiś ukrytych wskazówek, bo przecież nie mógł ich zaczarować tak na zawsze. Największa sprzeczka zaczęła się przy wejściach do dormitoriów.
- Chyba nie myślisz, że wejdę do tej twojej obskurnej smoczej jamy. – oburzyła się dziewczyna.
- A co boisz się, że mogę cię wykorzystać? Nie masz co się bać, nie gustuje w tego typu osobnikach.
- Nawet mi to nie przemknęło przez myśl, fuuuuj. Nie dałabym ci się dotknąć nawet w najgorszych koszmarach. Jesteś obleśny.
- I wzajemnie. A teraz jak ustaliliśmy, że nie ma szans na żaden kontakt fizyczny pomiędzy nami, Panno zimna i niedostępna, to możemy wejść do tego jebanego dormitorium, zanim nas ktoś zobaczy razem i wysnuje niedorzeczne teorie? – zapytał mocno poirytowany i wściekły Smoczek.
- Wejdę TAM, ale jeden nierozważny ruch, a zmienię cię we fruwającą, platynową fretkę. – pogroziła.
-Fruwającą? – zapytał nieco głupkowato.
- Wylecisz przez okno! Pasuje?
- Nie przeginaj Granger, bo wylecimy przez to okno razem. – odniósł swoje stwierdzenie do niekorzystnej sytuacji w jakiej się znaleźli.
- Aagrryy… - Panna-wiem-to-wszystko wydobyła z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i ruszyła do otwartego przejścia prowadzącego do dormitorium Ślizgona.
Ku jej zdziwieniu pomieszczenie wcale nie wyglądało jak smocza jama. Było tu ładnie i przejrzyście, na półkach panował ład i porządek. Pomieszczenie okazało się jednak sporo większe niż jej. Pewnie była to zasługa rozsławionego nazwiska i pozycji Państwa Malfoy'ów. Mając pieniądze można mieć o wiele więcej. Przeważały tu barwy Slytherinu, zieleń i złoto, przez co pomieszczenie wydawało się nieco zimniejsze jak jej. Koło okna stało takie samo łóżko jak jej, z tą różnicą, że było nienagannie zaścielone. Rozglądałaby się tak dłużej, gdyby nie złośliwy głos blondyna.
- I co się tak gapisz Granger? Spodziewałaś się lodu, szczątek moich ofiar, czy gorącego haremu?
- Właściwie to wszystkiego na raz.
- Więc muszę cię rozczarować. Teraz siadaj! – polecił, bo przecie Malfoy’owie nie proszą, nigdy! Wskazał głową jeden z foteli przy ogromnych rozmiarów biblioteczce.
- Nie rozkazuj mi, zrobię co będę chciała! – stwierdziła, ale wykonała polecenie. Chcąc, nie chcąc Draco podążył za nią, aby utrzymać odpowiednią odległość. Stanął przy biblioteczce i zaczął wyciągać grube tomiszcza, wszystkie poświęcone złośliwym urokom. Kiedy skończył. Postawił wszystkie księgi na ławie i nic nie mówiąc sięgnął po pierwszą od góry. Hermiona poszła w jego ślady. W milczeniu przeglądali księgi, szukając czegoś związanego z ich przypadłością. Nie wiadomo ile czasu tak spędzili, godzinę, może dwie, albo i więcej. Hermiona odłożyła zrezygnowana ostatnią księgę na kupkę „przeglądnięte” i poczuła ukłucie głodu. Spojrzała za okno robiło się już ciemno, najwidoczniej przegapili obiad i kolację. Co oni teraz zrobią, nic nie miała, nie wiedziała jak odwrócić ten urok. Była przywiązana do swojego największego wroga. Dumbledore to ma kiepskie poczucie humoru. Jak „TO” ma im niby pomóc zakopać topór wojenny? Przecież oni się prędzej pozabijają. Patrzyła jak pierwsze gwiazdy pojawiają się za oknem, a Ślizgon odkładał właśnie ostatnią nadzieję ratunku na ławę.
- Nic o tym cholerstwie nie ma. – westchnął.
- Dumbledore nie jest głupi Malfoy. Wydaje mi się, że musimy znaleźć po za magiczne rozwiązanie. – na zakończenie swoich słów ziewnęła cichutko, ze zmęczenia.
- Nie ziewaj mi tu Granger. – polecił – Bo zanim TO się stało, to miałem plany na ten cudowny wieczór i z tobą czy bez, mam zamiar je zrealizować.
- Jakie plany? – Zapytała bardzo niepewnie, patrząc nieufnie w stalowe tęczówki chłopaka po drugiej stronie ławy.
- Impreza, Granger. O ile wiesz co to jest.
- Impreza?! Ciebie pogrzało do reszty. – obudziła się. – zobaczą nas! Razem! Jesteś nienormalny, nigdzie nie idę!
- Idziesz! Jak mówiłem, nie zepsujesz mi tego wieczoru. A to, że nas zobaczą, trudno cos się wymyśli, może nawet w stylu, że McGonagall kazała nam się trzymać razem, dla dobra stosunków Ślizgońsko-Gryfońskich, głupia wymówka, ale zawsze coś.
- Nie chce tam iść! – starała się nadal protestować, ale nie wiedziała, że klamka już dawno zapadła, a Draco obrał sobie za cel pojawienie się na imprezie Krukonów, choćby miał zanieść tą wredną jędzę na rękach, na tą imprezę. Draco Malfoy pojawia się na każdej libacji alkoholowej jaka jest organizowana w Hogwarcie.
- Granger idziemy! I bez dyskusji! Tylko załóż coś ładnego, jak mam się pokazać w Twojej obecności, to wolałbym żebyś wyglądała jak dziewczyna, a nie worek na kartofle. – skomentował i obdarzył swoja niechcianą towarzyszkę kpiącym uśmieszkiem.
- A Ty Malfoy, przyliż te swoje tlenione kudły, bo wyglądasz jakbyś się ze szczotką pokłócił. – odgryzła się.
- Ja mam artystyczny nieład, za to Tobie, to chyba lustro pękło w pół, jak rano wstałaś.
- Moje lustro ma się dobrze, w przeciwieństwie do twojego…
- Granger, przymknij się chociaż raz. Mamy mało czasu. Albo coś ze sobą zrobisz, albo wychodzimy tak.
- Ale ja powiedziałam, że nigdzie… - urwała w połowie zdania, widząc wzrok Malfoy'a. Przypominał on teraz Gryfonce seryjnego mordercę z jakiegoś mugolskiego horroru. Nic dziwnego, że wolała siedzieć cicho.
- Dobra, pójdę na tą głupią imprezę. – odpowiedziała naburmuszona. – ale jest sprawa…
- Jaka znowu? – zapytał poirytowany.
- Bo ja…muszę do łazienki. – Powiedziała bardzo cicho i niewinnie.
Draco spojrzał na nią głupkowato, jakby oznajmiła światu, że nie przygotowała się do ważnego egzaminu.
- No to idź?
- Jak nie mogę! Zapomniałeś?
Chłopak najwidoczniej zrozumiał do czego zmierza dziewczyna, bo palnął się z otwartej dłoni w czoło i ponownie spojrzał na brunetkę, tym razem nieco rozbawiony.
- Rozumiem, że mam iść z tobą? Nie ma sprawy. Tylko poczekaj załatwię aparat.
- Malfoy!
- No co? Jakbyś nie wiedziała, to kibel jest tuż za drzwiami, więc nie musze tam wchodzić. Jak mógłbym w ogóle chcieć, ochyda…
Słysząc słowa chłopaka, Hermionie nieco ulżyło. I na chwilę obecną wolała nie myśleć jak weźmie prysznic w jego obecności.
- Tylko się pośpiesz! – krzyknął blondyn, gdy dziewczyna zamknęła się w łazience.
Minęło zaledwie kilka minuta, a panna Granger ponownie otworzyła drzwi łazienki.
- Nie wychodź. – powiedział szybko arystokrata.
- Że co proszę?
- Idziemy do ciebie, chyba nie chcesz iść w tych ciuchach?
- A co ci nie pasuję w tym stroju? – zapytała ze złością w oczach, miała już dość tej tlenionej fretki.
-Najbardziej?
- Tak.
- Wszystko.
Hermiona wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i ruszyła do swojego dormitorium, a Dracon poszedł w jej ślady. Wchodząc do jej małej komnaty spokoju, uśmiech pojawił się na ustach Ślizgona. Dostrzegł, ze panna idealna, nie ma wcale tak idealnie w sypialni. Łóżko niezaścielone, książki i pergaminy porozrzucane, a drzwi szafy otwarte na oścież. Po paru chwilach zaczął przyglądać się poczynaniom brązowookiej, która przeglądała swoje ubrania, jakby robiąc rozeznanie co może założyć, a co nie. Widząc jej żałosne próby skompletowania stroju, pan „wielkoduszny” postanowił się zlitować i pomóc wrogowi.
- Chyba nie zamierzasz iść w tym? – zapytał widząc w ręce dziewczyny bezkształtną koszulę w czarno-białą kratę.
- Masz coś do tej koszuli? Ja ją lubię.
- Początkowo myślałem, że to obrus. Ale jak twierdzisz, że koszula to…nie, nadal uważam że to obrus, ewentualnie prześcieradło dla skrzata. – skomentował okrutnie jej ubranie.
- Dzięki wielkie. Nie idę nigdzie, w obrusie przecież nie pójdę. Zadowolony? – odpyskowała.
- Tak ze mną pogrywać nie będziesz. Idziesz i kropka. Załóż to. – wyjął z dna szafy ciemne, dżinsowe spodenki ze srebrnymi wstawkami i odważną, mocno wykrojoną na biuście czarną koszulę z rękawem do łokcia, którą Hermi dostała od Ginny na swoje zeszłoroczne urodziny. Była zbyt wyzywająca zdaniem dziewczyny, żeby gdziekolwiek ją założyć.
- Chyba cię pogrzało! Nie założę tego, nie chcę wyglądać jak jakaś lafirynda.
- Już za późno Granger, wskakuj w ciuszki i lecimy. I żadnego ale, Malfoy’owie nie znoszą sprzeciwu.
Wiedziała, że nie ma sensu się wykłócać i tak nie wygra. Posłusznie złapała ubrania i ponownie skryła się za drzwiami łazienki, a chłopak czekał oparty o ścianę tuż obok nich. Kilka minut i Hermiona była kompletnie ubrana, wyglądała niesamowicie, na jej zgrabnym ciele stylizacja blondyna wyglądała wprost genialnie, chodź sama dziewczyna nie czuła się najlepiej. Założyła do tego jeszcze czarne sandałki na niewysokim obcasie i zostając z codziennym makijażu, stwierdziła że jest już gotowa. Draco również postanowił się przebrać, tylko on, nie potrzebował chować się w łazience, by wykonać tą czynność. Bezwstydnie przebierał się przy Gryfonce, która była lekko zawstydzona. Oczywiście ukradkiem zerkał też na dziewczynę, bo nigdy nie widział jej w takim wydaniu. Pokazywała bardzo dużo ciała, i to bardzo pięknego, wysportowanego ciała. Nigdy by się do tego nie przyznał przed samym sobą, ale Hermiona pod względem wizualnym robiła na nim wrażenie, to pozytywne i w dodatku niemałe. W głębi duszy cieszył się, że spędzi z nią tą imprezę.
Draco natomiast miał na sobie klasyczne, czarne dżinsy i zwykły biały t-shirt, a do tego czarne eleganckie półbuty. Hermiona również pozwalała sobie na ukradkowe spojrzenia w kierunku swojego wroga, tłumacząc to sobie zwykłą ciekawością i chęcią sprawdzenia, dlaczego pół Hogwartu leci na tego blond debila.

Nie dane jej było długo się zastanawiać, bo wspomniany blondyn posłał jej porozumiewawcze spojrzenie, że mogą już iść. I tak więc opuścili przytulne dormitorium i podążyli w nieznane.





********

No i mamy szósty rozdział :)
Przepraszam, że kazałam wam tyle czekać, ale najpierw wakacje, później sprawy osobiste...
Nie ważne, cieszmy się, że jest :)
Jak zwykle zachęcam do komentowania i dzielenia się opiniami na temat bloga.
Dziękuję też za liczne komentarze pod wcześniejszym rozdziałem :)

Kocham, buziaczki i do następnego :***

3 komentarze:

  1. Przeczytałam wszystko za jednym tchem :D
    Twoje Dramione jest naprawdę wciągajace, a pomysł ALbusa świetny! Jeszcze o takim nie czytałam :)
    Biedna Hermiona musi iść na imprezę, ale to dobrze, niech się dziewczyna w końcu rozerwie :D
    Jestem ciekawa dalszych losów tej dwójki ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem co będzie na lekcjach, które mają osobno i jak będą przytulać się do ścian w swoich dormitoriach, żeby tylko nie spać w jednym ;)
    No i jak w tej sytuacji Hermiona porozmawia z Ginny, co sobie obiecała w bibliotece? Malfoy nie da jej przecież spokoju... ;)

    Pozdrawiam,
    hg-ss-we-snie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń